Czy Solidarność była fenomenem, czy efektem solidnej pracy u podstaw, czy Sierpień’80 jest dziś dla Polaków tylko historią, ważnym, ale już jedynie epizodem z przeszłości i kiedy usłyszymy planu rozwoju Polski według Prezydenta Karola Nawrockiego, o tym i nie tylko o tym w rozmowie z Panem Profesorem Andrzejem Nowakiem.
Piotr Grzybowski: Obchodzimy kolejną rocznicę Sierpnia’80. Zanim zapytam o refleksje Profesora, spytam jak ten poryw wówczas widział Andrzej Nowak, wtedy student Uniwersytetu Jagiellońskiego?
Andrzej Nowak: Przeżywałem to oczywiście tak, jak zapewne bardzo wielu ludzi w moim wieku. Ożywienie polityczne, jeśli można tak powiedzieć, dało się odczuć w środowisku krakowskim od 1977 roku, od śmierci Stanisława Pyjasa, zamordowanego przez tak zwanych nieznanych sprawców związanych ze służbą bezpieczeństwa. Konsekwencją było powstanie SKS-u, Studenckiego Komitetu Solidarności, które obudziło pierwsze emocje polityczne. Pojawiły się drukowane na powielaczach odezwy SKSu, zaczęły docierać odezwy KORu i ROPCIO. Sam rok 80ty poprzedził przede wszystkim wybór Karola Wojtyły na Papieża, w Krakowie przeżywany szczególne. A potem - pierwsza pielgrzymka Świętego Jana Pawła II. Wtedy zobaczyliśmy siebie nawzajem jako naród - godny naród ze wspaniałą historią zanurzoną w chrześcijaństwie, a poniewieraną w świecie komunistycznym.
- Czy zadawał Pan sobie wówczas pytanie, co zmieniło się wÂÂ Polakach, że stworzyli Solidarność, 10 milionowy ruch, zdolny do działania?
Andrzej Nowak: Sądzę, że właśnie rok 78, 79 wybór Papieża i jego pielgrzymka mają kolosalne znaczenie dla tej odpowiedzi. Po czerwcu 79 roku, sierpień roku 80go nie był zaskoczeniem. Oczywiście nikt nie spodziewał się, jak się rozwiną rozpoczęte w Lublinie strajki i czy tak zwane przerwy w pracy, pojawiające się coraz częściej w informacjach docierających do wielu ludzi zamienią się w coś, co rzeczywiście zmieni Polskę. Kiedy się ujawniła „solidarność”, ta przez małe „s”, międzyludzka, wspierająca robotników w stoczni gdańskiej, ta „solidarność”, której pierwszym symbolem była dla nas niewątpliwie Anna Walentynowicz - nie było to dla mnie dziwne, bo pamiętałem czerwiec roku 79go i miliony Polaków, którzy swoją solidarność, także wbrew władzy -ÂÂ już wtedy zademonstrowali.
- Czy wtedy zrodziła się w Panu decyzja działania i dołączenia do tych „solidarnych” przez małe i duże „S”?
Andrzej Nowak: Moja, ale i wielu tysięcy innych młodych wtedy ludzi, przygoda (jeśli mogę tak powiedzieć) zaczęła się od od strajków studenckich, od NZSu. Doświadczenie NZSuÂÂ wprowadziło mnie w atmosferę Solidarności. Były ciągłe spotkania z Solidarnością, tak zwany OKPN czyli Ogólnopolski Komitet Porozumiewawczy Nauki, grupujący ludzi Solidarności, do którego NZS miał swoich delegatów i mnie takim delegatem wybrano. Moje bezpośrednie zetknięcie z Solidarnością, miało miejsce dużo później, w drugiej połowie lat osiemdziesiątych, kiedy zacząłem pracować w Bibliotece Jagiellońskiej. Wtedy w pełni włączyłem się w tę jeszcze nielegalnie, a potem już legalnie działającą Solidarność.
- Jak ta studencka działalność wyglądała w praktyce?
Andrzej Nowak: Działalność, poznawanie i chyba współtworzenie tego ruchu, który najszerzej nazywa się Solidarnością, to oczywiście lata 80-81 i rozmaite imprezy, które NZS organizował. Miałem zaszczyt być członkiem Konwentu NZSu, czyli takiej rady NZS Uniwersytetu Jagiellońskiego. To tam właśnie z Januszem Kurtyką, z Basią Nowak z naszego roku, z koleżankami i kolegami organizowaliśmy rozmaite przedsięwzięcia. Na przykład sesję antykomunistyczną o Rosji,ÂÂ która zakończyła się 12 grudnia 81 roku. A od 13 grudnia, ponieważ tak się złożyło, że nie byłem na tyle ważny, aby trafić na listę do internowania, zaczęliśmy organizować komitety NZSu podziemnego. W ich ramach zaczęliśmy od razu wykłady dla grup studenckich, później także robotniczych. Ja miałem specjalność „obozy w Związku Sowieckim”. Bardzo miło to wspominam, kilkadziesiąt takich wykładów w różnych miejscach w różnych lokalach. Łezka się wokół kręci, jakie to były „piękne czasy - stan wojenny”, mówiąc pół żartem, ale pół serio.

- Panie Profesorze, ile było w tym zrywie do wolności czegoś niemierzalnego, co nazywamy fenomenem Solidarności, a ile dojrzałości, racjonalności i planu działania?
Andrzej Nowak: Fenomenalnym doświadczeniem dla każdego, kto tamten czas przeżywał już w sposób dojrzały, było doświadczenie tych wielogodzinnych spotkań, w naszym przypadku na konwencie NZSu, w których dyskutowało się różne zagadnienia, żeby dojść do jakiegoś konsensusu. To była taka „debatująca” Solidarność, która uświadomiła mi jako historykowi głęboką tradycję sejmikowania jako część naszej tradycji wolności, wymagającej nie tylko poświęcenia z szablą w dłoni, ale też długiego czasu dysput. Natomiast zmysł organizacyjny był chyba na drugim planie. Nie zawsze potrafiliśmy skutecznie się zorganizować do działania. Ale tak całkiem źle z organizacją nie było, skoro dziesięciomilionowy związek istniał przez kilkanaście miesięcy, dopóki nie zgniotła go przemoc.
- Sierpień ’80 to dziś dla Polaków tylko historia, ważny, ale już jedynie epizod z przeszłości?
Andrzej Nowak: Tu akurat mam strasznie przykre rzeczy do powiedzenia. Trochę na moją prośbę Karol Nawrocki, jako Prezes IPNu, przygotowując pierwszy Kongres Pamięci Narodowej poprzedził go zamówieniem największych badań świadomości historycznej, jakie przeprowadzono w Polsce po 1989 roku. Niestety wykazały one, żeÂÂ Solidarność jest na trzydziestym pierwszym miejscu wśród ważnych wydarzeń podawanych przez młodych ludzi w Polsce. To znaczy, że Solidarność nie jest częścią historii, zniknęła,ÂÂ po prostu nie ma jej.ÂÂ Jest to dla mnie coś przerażającego, co bardzo źle świadczy o nas, tych którzy mieli obowiązek nieść pamięć o tym fenomenie na skalę światową, z którego powinniśmy być dumni, jak niemal z niczego innego w naszej historii ostatnich kilkudziesięciu lat. A jednak… zostało to gdzie zagubione.
- Z jakich powodów?
Andrzej Nowak: Można się zastanawiać nad przyczynami, ale teraz myślę, że zamiast rozliczeń i uderzania się w piersi swoje czy cudze lepiej się zastanowić nad tym, jak naprawić tę tragiczną sytuację pamięci o Solidarności.
- Jak i co z „depozytu narodowego” komunikować kolejnym pokoleniom? Przywołuję tu jako przykład fenomen pamięci wśród młodzieży o Powstaniu Warszawskim czy Styczniowym?
Andrzej Nowak: W porównaniu, którego Pan użył z pamięcią żywszą Powstania Warszawskiego czy Żołnierzy Wyklętych, jest jedna kwestia, o której nie można zapominać. Te wydarzenia pamiętane iÂÂ kojarzone są wśród młodych ludzi z wielką, bardzo niebezpieczną przygodą, z bronią, poświęceniem, które jest znaczone krwią. To silnej przemawia do wyobraźni. Solidarność to ruch pokojowy, w dodatku infiltrowany przez agenturę, a więc jakoś zanieczyszczony, z jednym z najważniejszych, a może najważniejszym osobowo symbolem - czyli Lechem Wałęsą, uwikłanym w (nazwijmy to jak najdelikatniej) wiele niejasności,. To wszystko sprawia, że nie jest łatwo trafić do młodego człowieka, dla którego przykład heroiczny może być przynajmniej przez jakiś czas młodzieńczej burzy hormonów, czymś bardzo pociągającym. Solidarność nie ma tego wabika.
- Co w związku z tym można zrobić?
Andrzej Nowak: Myślę, że wielką szansą - zmarnowaną, ale do której wciąż należy wracać, jest odwołanie do prawdziwej, nie zakłamanej tradycji „Solidarności”, jako ruchu który w dużym stopniu opierał się na niezwykle dzielnych kobietach. Mam na myśli oczywiście Annę Walentynowicz, jako znowu symbol zmarnowanej pamięci najważniejszej postaci początku tego ruchu, Aliny Pieńkowskiej. Przecież te dwie kobiety uratowały strajk przed kapitulacją, którą podpisał już Lech Wałęsa. Pokazywanie prawdy o ich roli już jest punktem zaczepienia do innej opowieści. Przedstawienie bohaterek „Solidarności” jest dziś potrzebne, nie dla jakiegoś taniego feminizmu czy ulegania modom ideowym, ale dla oddania sprawiedliwości niezwykle dzielnym kobietom, co jest fenomenem naszej polskiej historii. Kolejną kwestią jest szukanie tych najodważniejszych - bohaterów, którzy nie sprzedali swojego znaczka, którzy nie zdradzili. Są jeszcze wokół nas setki, a może nawet tysiące cichych bohaterów „Solidarności”, którzy cierpieli, bo trafili do „internatu”, bo zostali wyrzuceni z pracy, stracili rodzinę. Powinna być próba nawiązania z nimi rozmowy przez młodsze pokolenie. Może przychodzi ten czas, że będzie ona musiała zastąpić ten kontakt z żywą historią, który dzisiaj daje jeszcze kontakt z ostatnimi żyjącymi bohaterami Powstania Warszawskiego. Za chwilę trzeba będzie tak spoglądać na bohaterów Solidarności.
- Czy współczesny Polak zdaje sobie sprawę, że bez Sierpnia’80 bylibyśmy jedynie amalgamatem sowieckiej strefy wpływów?
Andrzej Nowak: To znowu nie mamy powodów do zadowolenia. Niemcy, Czesi skutecznie wyparli pamięć o prawdziwym znaczeniu zwrotu, jaki dała Solidarność i wytworzyli w pamięci globalnej symbol „muru berlińskiego” i symbol „aksamitnej rewolucji” Vaclava Hawla. Trzeba spróbować przywrócić w roli sztandaru Annę Walentynowicz, trzeba przywrócić wolne związki zawodowe z Krzysztofem Wyszkowskim, jako symbole tego ruchu który rzeczywiście zmienił historię Europy i Świata.
- Czy Solidarność może być naszą marką, zrozumiałą dla świata, budującą pozycję międzynarodową Polski, bo taką przez lata była?
Andrzej Nowak: Była tylko krótko w latach osiemdziesiątych, potem przytłoczyły to inne wydarzenia i nasze zaniedbania polityki państwowej, nie mówiąc o historycznej. Oczywiście, trzeba się o to starać i to w skali globalnej. To znaczy, że jest Europa nie tylko imperialna, kolonialna, ale jest Europa ludów i ludzi walczących o wolność przeciwko imperiom, to jest coś bardzo ważnego z perspektywy rosnącego znaczenia globalnego południa. Nie myślmy tylko o Niemcach, Francji, Włoszech czy Stanach Zjednoczonych jako adresatach opowieści o Solidarności. To jest opowieść, którą powinniśmy adresować do całego świata, w tym do tak zwanego globalnego południa.
- Panie Profesorze, czy Polska ma swój plan na przyszłość, na kolejne 50 czy 100 lat?ÂÂ
Andrzej Nowak: Jestem przeciwny planom, które budują ludzie na 50 lat, bo to jest domena Opatrzności, a nie ludzkich kruchych, pysznych pomysłów. Oczywiście Polska potrzebuje planu rozwoju przekraczającego granice jednej kadencji Sejmu czy Rządu. Plan ten buduje się wokół Prezydenta Karola Nawrockiego i myślę, w przyszłym roku będzie przedstawiony. Będzie on wynikiem nie przemyśleń jednej głowy czyli Karola Nawrockiego, czy garstki jego doradców, ministrów, ale spotkań Pana Prezydenta z dziesiątkami tysięcy Polaków w różnych miejscach Polski.
Dziedzictwo Sierpnia 80 i Solidarności będzie częścią tego planu?
Bezspornie tak.
- 30/08/2026 09:43 - Krzysztof Dośla: Co nam zostało z Sierpnia?
- 30/08/2026 09:30 - 21 postulatów: światowe dziedzictwo spisane na sklejce
- 28/08/2026 18:51 - "Gazeta Gdańska": Gdański Sierpień - Polskie Lato
- 24/08/2026 10:45 - Presja ma sens, Dulkiewicz oprzytomniała
- 21/08/2026 11:06 - Geneza strajku. "Uzgodniliśmy, że na czele stanie Lechu"











