Wtajemniczeni, w tym sam Lech Wałęsa twierdzą, że gdyby nie "Borówa" strajku i Wałęsy by nie było... W kolejną rocznicę strajku 1980 w Stoczni Gdańskiej rozmawiamy z jednym z inicjatorów tego Wielkiego Wydarzenia - Jerzym Borowczakiem.
- Kiedy zaświtało Wam w głowach aby próbować "robić" strajk w sierpniu 1980? Jak to się zaczęło?
Jerzy Borowczak: Początkiem naszego myślenia o strajku było spotkanie w mieszkaniu Ewy i Piotra Dyków przy ul. Sienkiewicza we Wrzeszczu 7 sierpnia 1980. To było uroczyste przywitanie wypuszczonych po 3-miesięcznym aresztowaniu Dariusza Kobzdeja i Tadeusza Szczudłowskiego.
Towarzystwo było liczne. Około 30 osób. Poza tą świętującą dwójką i gospodarzami byli także Bogdan Borusewicz, Ludwik Prądzyński, Bogdan Felski, Magdalena Modzelewska, Bożena Rybicka, Janek Zapolnik.
Po jakimś czasie przyszła spóźniona Ania Walentynowicz i z uśmiechem na ustach zakomunikowała nam, że właśnie została zwolniona ze Stoczni dyscyplinarnie. Nikt nie chciał uwierzyć, bowiem jeszcze dwa miesiące wcześniej otrzymała od Państwa Złoty Krzyż Zasługi!?
Zaczęliśmy przeglądać z niedowierzaniem to pismo z dyrekcji stoczniowej. Wszyscy odgrażali się, że trzeba "coś zrobić".
W pewnym momencie "Borsuk" wyprosił naszą czwórkę "stoczniowców" i na zewnątrz padały pomysły: strajk, przerwa w pracy, akcja ulotkowa. W tym swoistym sztabie organizacyjnym byli: Borusewicz, Wałęsa, Prądzyński, Felski i ja.
To było 7 sierpnia a już dwa tygodnie wcześniej w Lublinie kolejarze zastrajkowali i przyspawali wagony i lokomotywy do torów.
Podzielono role. Borsuk przygotuje ulotki i plakaty, Wałęsa przygotuje się w nowym zakładzie pracy (Elektromontaż Gdańsk) na kilkudniowy urlop, Prądzyński został odpowiedzialny za codzienny kontakt z Wałęsą, Ja z Felskim otrzymaliśmy zadanie rozprowadzenia ulotek i plakatów na wszystkich wydziałach stoczni.

- Chyba to nie był koniec przygotowań do tak dużego wydarzenia?
Jerzy Borowczak: Oczywiście, że nie mieliśmy jeszcze kilka spotkań do 14 sierpnia. Nazajutrz po spotkaniu we Wrzeszczu Borsuk przyjechał do mnie do domu. Mieszkałem wówczas na Morenie. Poszliśmy w plener omawiać szczegóły. Borsuk odpowiedzialny za druk wziął na siebie opracowanie noty biograficznej Ani Walentynowicz. Spieraliśmy się trochę o czym pisać a o czym nie. Wiadomo Anna była wcześniej aktywną działaczką ZSMP. Bogdan uparł się, że piszemy wszystko. O Jej orderach i o Jej społecznym zaangażowaniu. To miało zdezorientować władzę aby nie raczyli nazwać ją ekstremą antysocjalistyczną. Jednocześnie przekonać ludzi, że mimo zasług dla władzy to z jej strony może spotkać nas wszystkich krzywda i brak wdzięczności. Rozważaliśmy treść postulatów. Bogdan zaproponował 200 zł podwyżki. Oponowałem. Ludzie za takie pieniądze nie staną. Tym bardziej, że Jej macierzysty wydział W2 nie zareagował na Jej zwolnienie. To musi być minimum 1000 złotych. Były i kolejne spotkania. 9 i 10 sierpnia. Już w poszerzonym składzie z Felo (Felskim) i Ludkiem (Prądzyńskim). Wtedy uzgodniliśmy, że na czele strajku stanie Lechu. Ludzie go kojarzyli jeszcze z 1970 oku i z 1976 roku kiedy został ze stoczni zwolniony. Dopracowaliśmy jeszcze nasze postulaty. Dodaliśmy do 1000 zł jeszcze tzw. dodatek drożyźniany. Rozpisaliśmy jeszcze raz role i datę strajku na 13 sierpnia w środę o 6 rano. Dzień wcześniej musieliśmy w stoczni zgromadzić ulotki i plakaty, tak aby już od 5 rano rozpowszechniać je na wszystkich wydziałach. Wówczas stocznia liczyła 160 hektarów i kilkanaście wydziałów. Narysowaliśmy mapki stoczni i lokalizacje szatni gdzie plakaty i ulotki miały dotrzeć.
O wszystkim miał Wałęsę powiadomić Ludek Prądzyński. 13 sierpnia na Stogach spotkałem Lecha. Zapytałem: czy pamięta o jutrzejszej "akcji". Powiedział, że nie może... Miał zadanie od Danki, aby zarejestrować w Urzędzie niedawno urodzoną Anię. Na szczęście przystał na 14 sierpnia. Musiałem "odkręcać" to wszystko u Borsuka.
- Udało się wszystko tak więc strajk rozpoczął się o 6.00 rano w czwartek?
Jerzy Borowczak: Nie do końca. Rano o 5.00 było nas dwóch. Felski i ja. Godzinę spóźnił się Prądzyński. Strajk rozpoczął się dopiero po śniadaniu ok. 9.00. A Lecha i Borsuka nie było. Poszliśmy z ludźmi pod budynek dyrekcji. Było nas kilkaset osób. Wyszedł do nas dyrektor Klemens Gniech. Miał w ręku ulotkę z trzema postulatami i życiorysem Ani Walentynowicz. Dyrektor tłumaczył, że zwolnił panią Walentynowicz, bo nie przychodziła do pracy. Co do innych postulatów to zapowiedział, że będzie rozmawiał z delegacją strajkujących. Rozpocząłem spisywanie chętnych do Komitetu Strajkowego. Byli wśród nich sami młodzi ludzie. Zależało nam jednak na ludzi też starszych, posiadających szacunek wśród załogi. Lista wynosiła 20 osób. Wrócił dyrektor i zarządził aby Komitet Strajkowy udał się do biura dyrekcji a pozostałych aby mistrzowie swoich wydziałów zabierali do miejsc pracy. Ludzie powoli zaczęli się przemieszczać. Miałem już czarne myśli. Na szczęście z daleka zauważyłem, że Lechu biegnie w naszą stronę. Szybko dopisałem go do listy Komitetu Strajkowego. Oddałem mu mikrofon. Była godzina 10.30 i w tym momencie Wałęsa przejął dowodzenie strajkiem. Bogdan Borusewicz dołączył do nas dwa dni później w sobotę.
Rozmawiał: M.P.
- 19/08/2026 18:35 - Dulkiewicz nie chce mszy 1 września!
- 06/08/2026 09:17 - Czytaj historię u źródła. 45 lat "Tygodnika Solidarność"
- 06/08/2026 09:01 - "TOP 20" w enklawie Tuska - przybywa "półmilionerów" na Pomorzu
- 13/07/2026 14:49 - Gdańsk upamiętnił...
- 11/07/2026 16:53 - Prawo prawa koalicji KO/PSL - wyprawka last minute dla minister











