Prominenci uważają, że mieszkańcy Gdańska oraz wspierający jego dobrobyt kupcy, hotelarze i restauratorzy są niegrzeczni, mruczą po kątach, więc należy ich poskramiać i trzymać w ryzach. Do tego służy między innymi straż miejska „sekcja specjalna zawsze lojalna…”, taki lot nad gdańskim kukułczym gniazdem.
Nic tak nie otwiera umysłu jak drenowanie portfeli i gonitwa za miejscem parkingowym po przyjeździe do pracy. Więc coraz więcej „przebudzonych” czuje, że coś jest nie tak, ma dość opresyjnej polityki administracji i uważa że miarka się przebrała.
Nie bacząc na to włodarze wciąż przykręcają śrubę. Parkingi w cenach europejskich! A do tego krok po kroku dla „kochanych Gdańszczan” puchnie kuriozalny regulamin zakazów i nakazów, właściwych zachowań i postaw pozwalający w zachwycie i bez szemrania nakładać i przyjmować kary, ochoczo składać daniny na rzecz miasta. Wspólnotowość i demokracja demokracją, a twarda ręka musi być.
Od lat rządzący rozzuchwaleni politycznym status quo, są całkowicie odporni na krytykę niezadowolonych i zawiedzionych, bo i tak na nich zagłosują - nawet wbrew swoim interesom. Jakby „kochanych gdańszczan” dopadł syndrom sztokholmski.
„Drodzy, podnosimy wam jak co roku opłaty i… nasze wynagrodzenia”. Żeby żyło się lepiej...
Jest już plan jak przepędzić - a w najnowszej historii wiceprezydent Lisicki krnąbrnych polewał wodą z miejskiego hydrantu za oręż ten nie płacąc - gastronomów i kupców z miasta, a powołać bardziej posłusznych i zdyscyplinowanych, nadto zmarginalizować Główne Miasto dziś tętniące jeszcze życiem po latach wysiłków b. prezydenta. Powołać nowe hałaśliwe centra rozrywki, gdzie bez apki się nie obejdzie. Ambicją jest też wybudować jeszcze więcej wokół stoczni blokowisk bez dróg dojazdowych i parkingów, zaburzać piękną architekturę co tak pięknie już się udało na przykład w starej Oliwie. Tylko czekać jak wojażujący po świecie w imieniu Gdańszczan decydenci podchwycą modę na zamienianie świątyń w kawiarnie i restauracje.
Marzenie aparatu gdańskiej władzy o zamienienie przyjaznego miasta w posłuszną korporację przybiera niestety realne kształty. Monitorowanie gminnego dobytku z lądu i z powietrza przez drony, chęć zaglądania do prywatnych domostw, narzucanie infantylnych mód ideologicznych i … zaganianie miejskiej czerni do krawężnika, nękanie drobnych przedsiębiorców, a przymilanie się do „wyższej klasy średniej”.
Jakaś nadzieja, że lud się wzburzy i dojdzie do wywrócenia stolika dociera z Krakowa. Wszystko wskazuje na to, że będzie referendum, że buta włodarzy i dociskanie „poddanych” zostanie ukarana. Obalenie przez grodzkie pospólstwo prezydenta Miszalskiego może i w Gdańsku fermentować…
W Gdańsku pani prezydent śląc całusy i serduszka z instagrama czy facebooka jest spokojna o władztwo swojej gildii, bo wie, że straż miejska nad nią czuwa, a nad strażą czuwa jej zastępca.
Wrażenie, że mieszkańcy Gdańska bywają jednak bardzo niegrzeczni, a przez to niebezpieczni, potęgują statystki straży miejskiej, której budżet z tytułu wlepiania mandatów z roku na rok rośnie, z czego formacja ta jest dumna. Oraz jej prezydent też!
W tym roku niczym orkiestra Owsiaka zanotowali kolejny rekord… W minionych dwunastu miesiącach funkcjonariusze podjęli 39 897 interwencji, czyli o 11,6% więcej niż rok wcześniej.
Raport formacji potwierdza to co jest widoczne gołym okiem, co jest opresyjne dla mieszkańców, że 79% interwencji dotyczy obszaru ruchu drogowego - czyli parkowania. Na koła źle zaparkowanych pojazdów założono 10498 blokad, w tym jedną pewnej kobiecie, przy kościele, po 10 minutowej spowiedzi. Na szczęście za likwidację miejsc do parkowania nikt w urzędzie blokady na fotel nie otrzymał…
Strażnicy bardzo niebezpiecznie uaktywnili się też w obszarze ochrony środowiska. W ślad za trendy obsesją eko kręcą po mieście kilometry i produkują własne spaliny. Przeprowadzili 2 987 kontroli miejsc gromadzenia odpadów, 2 298 kontroli pieców pod kątem spalania odpadów - i nic. Smród z Szadółek bywa nie do zniesienia.
„Sekcja specjalna” włodarzy raportuje, że reaguje na zgłoszenia obywatelskie, czemu zaprzecza znajoma zgłaszająca wielokrotnie inwazję dzików na swoją posesję, co być może poskutkowało dla niej mandatem za psa.
W ramach interwencji aktywni stróże prawa wymierzyli też solidne kary za „groźne” przewinienia takie jak nieregulaminowe picie alkoholu i palenie papierosów w miejscu publicznym, o dwa centymetry za blisko przystanku.
„Nie pal peta na trawniku, nie pij piwa na chodniku. Zajrzyj najpierw do ustawy, zanim cukier dasz do kawy” - to apel o czujność mieszkańców.
Migające światła straży miejskiej i agresywne najazdy na ulice i parkingi zwiastujące niechybne nieszczęście, powodują u bardziej wrażliwych mieszkańców lęk, a w niektórych przypadkach nerwicę. Zdyscyplinowani rodzice straszą nimi niegrzeczne dzieci.
Z najnowszych doniesień wynika, że funkcjonariusze są przezorni i dlatego, dla bezpieczeństwa na ich piersiach zawisną kamery odstraszające mieszkańców. Żeby się miarkowali obywatele, czy żeby władza się miarkowała sięgając po paralizator?
Tej zimy w ramach dbałości o miasto i mieszkańców dzielni strażnicy ukryli się w ogrzewanych radiowozach unikając niebezpiecznych, oblodzonych ulic i chodników. Gdyby mieli dostateczną liczbę łopat i polecenie władz mogliby przecież popędzić obywateli do odśnieżania dając osobisty przykład zarządzania kryzysowego. Uzbrojony w łopatą strażnik, i strażniczka też, władzy gdańskiej nadałyby demokratyczny ustrój.
A tak ględzą obywatele po kątach o demokraturze nad Motławą, spiskują jak reżim zmienić nad mniej uciążliwy.
Joanna Formela
- 26/02/2026 19:29 - Latarką w półmrok: Komu grzeje GPEC, kogo zbroi Rheinmetall?
- 24/02/2026 16:04 - Latarką w półmrok: Kaliber zdrady
- 20/02/2026 17:35 - Akapit wydawcy: Dziś Niemcy polują inaczej
- 18/02/2026 13:20 - Walka o lód
- 14/02/2026 13:54 - „Osoba żeńska” strażniczką patriarchatu











