Mieli racje Bernard Milski i Władysław Łebiński drukując 135 lat temu pierwszy numer polskiej "Gazety Gdańskiej" w pruskim Gdańsku.
Żeby w tym nieprzyjaznym otoczeniu zachować polskie słowo, kulturę, polską społeczność, podtrzymywać różne jej aktywności i stanowić o jej integracji.
Żeby różni "chytrzy wyzyskiwacze" i "zwierzęta drapieżne" nie zagrażały jej egzystencji.
Uprzedzili czas, bo po przejęciu władzy w Gdańsku przez NSDAP - 59 proc. głosów w 1935, pociąg z blisko tysiącem delegatów na zjazd partii w Norymberdze we wrześniu 1938 - bezwzględność niemieckich "zwierząt drapieżnych" wobec Polaków w Wolnym Mieście Gdańsku stała się otwartą zasadą polityk Foerstera i Greisera.
Zabrałem się "żelazną miotłą" za Polaków w Gdańsku, wspomina ten drugi.
Jeszcze zanim wybuchła II wojna światowa, różni pomniejsi zbrodniarze reprezentujący partię Adolfa Hitlera gromadzili dane o polskich obywatelach WMG, których z powodów etnicznych i politycznych należało pozabijać, by nie stanowili przeszkody dla rozwoju III Rzeszy. Zanim "Schleswig Holstein" z kompanią szturmową Kriegsmarine wpłynął do portu, a jego dowódca Kleikamp podejmował na pokładzie polskiego ministra Mariana Chodackiego, mając na biurku rozkaz "Fiske", niemieccy bandyci mieli gotowe listy proskrypcyjne Polaków z Gdańska, wytypowane majątki do przejęcia i plan budowy obozu Stutthof.
"Zbrodnie Pomorską - Pomorski Katyń", której ofiarą padło ok. 50 tys. Polaków przygotowali z administracyjną precyzją funkcjonariusze państwa niemieckiego, państwa Adolfa Hitlera. Mordowali bezbronnych i chorych, jak w Szpęgawsku, gdy wojna obronna polskiego żołnierza jeszcze trwała. Mordowali "praworządnie" legitymizując swoje zbrodnie wyrokami policyjnych sądów doraźnych: imię, nazwisko, polska mniejszość, polski inteligent - egzekucja.
Dziś kanclerz Niemiec Friedrich Merz, jego otoczenie, współczesne "zwierzęta drapieżne", uważa, że wojna rozpoczęła się od najazdu na Związek Sowiecki w 1941, wyłącza bezczelnie niemiecką odpowiedzialność za "Zbrodnię Pomorską - Pomorski Katyń". To się po prostu w niemieckiej historii nie wydarzyło, to się wydarzyło w innej czasoprzestrzeni, w Polsce - czyli nigdzie.
Polski premier, Donald Tusk, wnuk Anny Liebke, korektorki w "Zoppoter Zeitung", gazety z politycznej przestrzeni NSDAP, której lider "in Zoppot" Erich Temp aktywnie typował Polaków do wymordowania, godząc się na... polskie reparacje za zbrodnie niemieckie zdradza pamięć ofiar, zdradza polska historię. Merz, kanclerz RFN, wnuk działacza NSDAP, ma w Tusku niekłopotliwego partnera.
Kanclerz Merz ma troje dzieci: Philippa, Carole i Constanze, prezydent Steinmeier ma córkę, podobnie ambasador Berger. Przyjedźcie do KL Stutthof, przyjedźcie do Potulic, postawcie swoje dzieci obok 767 grobów dzieci zagłodzonych, wyniszczonym, zamordowanych przez waszych rodaków, waszych dziadków, ojców, pokażcie im dorobek waszych rodaków, niemieckich socjalistów z NSDAP. Stojąc przed tymi grobami w Piaśnicy, Szpęgawsku, Stegnie powiedzcie swoim dzieciom prawdę o zbrodniach niemieckiej III Rzeszy.
Niech wasze dzieci spojrzą w oczy pomordowanych Polaków.
Jakiekolwiek upamiętnianie w Gdańsku członków zbrodniczej NSDAP, upraszczanie i polerowanie historii, wulgaryzowanie przyczyn ich zbrodni, obraża tych, którzy tego czasu nie przetrwali. Którzy za utrzymywanie znaczenia polskiej Gedanii, Poczty Polskiej, "Gazety Gdańskiej", po prostu zostali zabici.
Grass frymarczył własną historia ze wstydu bądź wyrachowania.
A Gdańsk?
Czy Gedania jako symbol jest mniej cenna niż ławeczka żołnierza dywizji Waffen-SS "Frundsberg"?
Gedania to coś więcej niż działka budowlana. To Polska w Wolnym Mieście Gdańsku.
To my dziś w Gdańsku.
Także dzięki odwadze i determinacji B. Milskiego i W. Łebińskiego.
Marek Formela
PS. Przeglądam akta mojej babci zesłanej do Kl Stutthoff. Jakieś rozkazy, podpisy plutonowych z policji bezpieczeństwa. Że komuś kto uciekał podała zupę, że nie rokuje poprawy, że czas na KL Stutthof. Nie ma żadnego wyroku sądu, żadnej sądowej pedanterii. Chyba każdy kto ma takie dokumenty powinien pozwać państwo niemieckie, kanclerza Merza, za bezprawne pozbawienie wolności swoich bliskich. Kim była babcia w obozie, skoro nie była uwięziona wyrokiem sądu. O tym polski premier powinien rozmawiać z niemieckim kanclerzem.
Albo złożyć dymisję...
(MF)
- 25/03/2026 09:33 - Krwawy Wielki Piątek 1940 r.
- 20/03/2026 17:33 - Latarką w półmrok: Kiwki Karnowskiego - nie rusofil, czy rusofob...?
- 12/03/2026 20:55 - Latarką w półmrok: Kraków już się wietrzy, czas na Gdańsk i...
- 06/03/2026 10:22 - Siostry różnych wyznań łączcie się!
- 06/03/2026 10:14 - Latarka w półmrok: Nie można kupić 190 mld zł za bezcen...











