John Carver może spać spokojnie, Dawid Szwarga emocjonować się pracą sędziego Pskita, choć negatywnym bohaterem jego zespołu był Sebastian Kerk. Nawet w B-klasie trafia się z 5 metrów w bramkę, a jak się nie trafia, to wypada się ze składu. Lechia w derbach zremisowała w Gdyni z Arką 2:2 - i wynik ten jest sportowo uczciwy. Cokolwiek to w futbolu znaczy...
Arka Gdynia - Lechia Gdańsk 2:2 (1:0)
Bramki: 1:0 Oskar Kubiak (6), 2:0 Marc Navarro (46), 2:1 Kacper Sezonienko (54), 2:2 Iwan Żelizko (57)
Arka: Damian Węglarz - Marc Navarro (80 Dawid Kocyła), Serafin Szota, Kike Hermoso, Dawid Gojny, Oskar Kubiak - Nazarij Rusyn (86 Patryk Szysz), Luis Perea, Kamil Jakubczyk (80 Aurelien Nguiamba), Sebastian Kerk - Edu Espiau (71 Vladislavs Gutkovskis).
Lechia: Alex Paulsen - Tomasz Wójtowicz, Bujar Pllana, Matej Rodin, Matus Vojtko - Camilo Mena, Rifet Kapić, Iwan Żelizko, Kacper Sezonienko (77 Bohdan Wjunnyk), Aleksandar Ćirković (67 Tomasz Neugebauer) - Tomas Bobcek.
Trener Carver może spać spokojnie, bo nie jest pierwszym szkoleniowcem, który przegra derbowy mecz z Arką w ekstraklasie. Mawiał słynny tenisista amerykański Vitas Gerulaitis, że nikt nie ma prawa wygrać z nim 17 razy z rzędu - i w 17 meczu dopadł wreszcie swojego słynnego rodaka Jimmiego Connorsa. Arce to się nie udało i od 17 meczów wciąż pozostaje bez zwycięstwa nad najważniejszym rywalem z okolicy. Dobry sen Carvera uratowali Sezonienko i Żelizko. Strzał pierwszego, inteligentne kopnięcie w dłuższy róg, Węglarz powinien jednak złapać, strzał Żelizko, z rykoszetem drobnym, acz znaczącym dla toru lotu piłki, był dla bramkarza Arki nie do obrony.
Trener Szwarga mógł być pierwszym coachem Arki, który w 17 sąsiedzkiej potyczce z Lechią odniesie pierwsze zwycięstwo. Dwa uderzenia spoza pola karnego - cudnej urody bramka Kubicy wyłuskanego z futbolowej prowincji i płaski, przemykający między nogami obrońców, strzał Navarro - dawały przez blisko godzinę spokój i perspektywę 3 punktów. Tylko Arka wie, a mecz z pogruchotaną mentalnie i lichą sportowo Legia to już pokazał, jak można nie wygrać meczu, który trudno przegrać. Skądinąd trener Michniewicz najbardziej obawia się prowadzenia 2:0...
Siedzący w wozie var sędzia Paweł Pskit stał się wcale nie cichym bohaterem wieczoru. To jemu trener Szwarga poświecił zanadto dużo uwagi, bo po powaleniu Gutkovskisa przez Plannę w polu karnym, nie wezwał Bartosza Frankowskiego do sędziowskiego telewizora. W gruncie rzeczy sędzia Frankowski będąc w obrębie tej sytuacji, sam powinien mieć odwagę zareagować, skoro po meczu opowiada, że "sytuacja była śmierdząca". Śmierdząca karnym, czy śmierdząca błędem arbitrów?
Nic natomiast nikomu by w Gdyni nie śmierdziało, gdyby Sebastian Kerk uderzył celnie "pasówką" z pięciu metrów do pustej bramki Lechii. Uderzył w słupek, czyli niecelnie; po takim pudle nawet w B.klasie wypadało się ze składu, a Kerk nie wypadnie nawet z listy płac. Słupek na który obrońca Arki zdołał podbić piłkę po wyrachowanym zagraniu główką przez Bobcka miał zdecydowanie lepszy kontekst.
To były derby, które zostaną dobrze zapamiętane przez kibiców. Usterki nadały im uroku, bo na boisku działo się! Arka nadal walczy o przetrwanie, Lechia, gdyby nie 5.punktowa sankcja, mogłaby liczyć na europejskie rozjazdy.
(wyb24)
- 26/02/2026 19:37 - Gorączka derbów...
- 05/02/2026 09:01 - Piłka w grze...
- 31/01/2026 18:43 - Gotowi, do boju....
- 22/01/2026 11:38 - XII Memoriałowy Turniej Tenisa Stołowego im. Andrzeja Kawy
- 12/01/2026 07:57 - XVIII Pielgrzymka Kibiców do Częstochowy











