ZOO Gdańsk - ogród i fundacja » Dyrektorzy Gdańskiego Ogrodu Zoologicznego, Michał Targowski i Emilia Salach, są w zarządzie Fundacj... Klęska Karnowskiego z SKT - budżet Sopotu już płaci » Sąd Rejonowy w Sopocie, wydział I cywilny, a konkretnie sędzia Anna Olszewska-Kowalska, uwzględnił z... Wejście w historię: eksponaty związane z podporucznik Marią Orlicz » W Muzeum II Wojny Światowej odbyło się kolejne spotkanie z cyklu „Wejście w historię”. Tym razem zap... Prezydent w potrzebie » Od ostatniej soboty w Uniwersyteckim Centrum Klinicznym w Gdańsku przebywa b. prezydent RP - Lech Wa... 110 lat Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” » „W zdrowym ciele, zdrowy duch”. Ta łacińska sentencja, użyta w satyrach rzymskiego poety Juwenalisa ... Jarosław Kaczyński w tygodniku „Sieci”: Dalej nie możemy się cofnąć! » W najnowszym numerze „Sieci” specjalny wywiad z premierem Jarosławem Kaczyńskim, w którym prezes Pra... Gdańsk szczodry dla Lipska - znowu 11 mln euro... » Należące do saksońskiej gminy Gdańskie Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej, dominująca spółka Grupy... Krzyże Orlenu i Lotosu » Ważnym elementem mszy dziękczynnej w bazylice Św. Brygidy było podarowanie Bursztynowemu Ołtarzowi 2... 100 lat Pellowskich » Mija 100 lat od założenia działalności piekarniczej rodziny Pellowskich na Wybrzeżu. W roku 1922, tr... Akcja edukacyjna gdańskiego IPN » „Powstańcy Warszawscy przelali krew za Polskę… Ty oddaj krew potrzebującym” – to jedno z haseł akcji...
Klęska Karnowskiego z SKT - budżet Sopotu już płaci
czwartek, 11 sierpnia 2022 19:25
Klęska Karnowskiego z SKT - budżet Sopotu już płaci
Sąd Rejonowy w Sopocie, wydział I cywilny, a konkretnie sędzia

Muzeum Stutthof w Sztutowie

KL Stutthof 2077 dni zbrodni
poniedziałek, 09 maja 2022 14:15
KL Stutthof 2077 dni zbrodni
Stosunkowo niedaleko Gdańska, 36 kilometrów od wielkiego ośrodka
25. Mistrzostwa Europy w lekkoatletyce
sobota, 13 sierpnia 2022 07:12
25. Mistrzostwa Europy w lekkoatletyce
W dniach 15-21 sierpnia w Monachium rozgrywane będą 25. Mistrzostwa
Radomiak zdeklasował Lechię
niedziela, 14 sierpnia 2022 15:50
Radomiak zdeklasował Lechię
Po bardzo słabej grze Lechia został rozbita w Radomiu 1:4 (1:2).

Galeria Sztuki Gdańskiej

Razem z Ukrainą
niedziela, 31 lipca 2022 12:44
Razem z Ukrainą
Zaproszenie na wystawę zatytułowaną „Razem z Ukrainą”

Foto "Kwiatki"

Zimowe oblicza Trójmiasta
sobota, 13 lutego 2021 11:08
Zimowe oblicza Trójmiasta
Zimowe oblicze Trójmiasta w obiektywie Roberta
Wakacje na farmie
środa, 03 sierpnia 2022 15:56
Wakacje na farmie
Podczas turnusów półkolonijnych z Gdańskim Zespołem Schronisk i
Koncert „Wolność jest w nas” - wokaliści i muzycy
czwartek, 22 lipca 2021 19:17
Koncert „Wolność jest w nas” - wokaliści i muzycy
Fundacja kultury WOBEC, przy pomocy pozyskanych partnerów projektu:
„Spotkanie z rolnikami” w Malborku
wtorek, 28 czerwca 2022 13:33
„Spotkanie z rolnikami” w Malborku
27 czerwca 2022 roku w Magazynie Malbork Elewarr Sp. z o.o. odbyło
Spotkali się, by oszacować możliwości założenia muzeum
poniedziałek, 10 kwietnia 2017 18:04
Spotkali się, by oszacować możliwości założenia muzeum
Fundacja „Mater Dei”, ta sama dzięki której w dużej mierze

Grembocki: Ten klub dał mi wszystko

- Jestem nawet w stanie się założyć kto dalej jest właścicielem. Powtarzam, dalej. A kto tym wszystkim tylko kieruje – z Jackiem Grembockim, o Lechii kiedyś i dziś, rozmawia Patryk Gochniewski.



- Lechia jest w trakcie przebudowy, ale sezon zasadniczy zakończył się dla niej dobrze, awansem do grupy mistrzowskiej. Jakby pan podsumował te 30 kolejek?
Jacek Grembocki: Oprócz dwóch meczów, które Lechia wygrała za nowego trenera i może niezłego występu z rezerwami Barcelony, oceniłbym ten sezon bardzo przeciętnie, jak na możliwości tego klubu. Nie ukrywajmy, to nie jest ta biedna Lechia sprzed dziesięciu lat. Teraz ma piękny stadion, na który potrafiło przyjść i prawie 40 tysięcy widzów. Wynik, który dał awans do ósemki, został osiągnięty dużą dozą szczęścia. Jakby Jagiellonia strzeliła w 92. minucie, to Lechia miałaby prawdopodobnie spore problemy z utrzymaniem w ekstraklasie, tak uważam. Ale mamy spokojną końcówkę sezonu, trzeba się z tego bardzo cieszyć. Grają na luzie, bo są najsłabszym zespołem w tej grupie. I to jest siła, bo nikt na nich nie będzie uważał. Nie ukrywajmy, jeśli ktoś psim swędem awansuje do ósemki, to nikt nie będzie się z nim liczył. Dzięki temu porobią trochę punktów. Dostali wiatru w żagle.



- No właśnie. Jest to drużyna, która potrafi czasem pokazać ciekawy futbol. Tylko na ile w tym sezonie jest to zasługa Michała Probierza, na ile Ricardo Moniza, a jeszcze na ile na początku rozgrywek było to pokłosie pracy Bogusława Kaczmarka?

Jacek Grembocki: Szczerze powiedziawszy nie widzę za wiele efektów pracy. Prawda jest taka, że żaden z tych piłkarzy nie robi postępów. Może oprócz bramkarza, Mateusza Bąka, który cały czas się rozwija i to głównie dzięki niemu awans do ósemki został wywalczony. A reszta gra średnio lub słabo. Grzelczak, który ma przebłyski, a reszta... No nie ukrywajmy. Słyszę Juventus, Benfica to mi się śmiać chce. Kupić za grosze, bo parę razy błysnął, może coś z tego będzie, tak teraz chyba działają wielkie kluby. Albo jakiś menadżer ma układ i wepchnie swojego zawodnika.



- Dla Lechii może to być oczywiście zastrzyk finansowy, ale to chyba jest dla tych zawodników za wcześnie. To, co mówi Moniz – agenci mamią młodych piłkarzy.
Jacek Grembocki: Powiem wprost. Agenci rozdają karty w tej ekstraklasie. Nie wiem jak do tego doszło, bo będąc w Polonii Warszawa jeszcze tego nie było. Jeśli jakiś menadżer ma wpływ na to kto gra w Lechii, a wcale nie jest jakimś wielkim w swoim fachu, nie będę już rzucał nazwiskami, no to się źle dzieje. A że ma tam jakichś piłkarzy... Piłkarzy jest od groma. Nie zgadzam się, że nie ma piłkarzy. Są, w niższych ligach i trzeba dać im szansę. Ale te miejsca są zablokowane przez menadżerów, którzy upychają swoich zawodników. Nie powinno tak być. Podzielam to, co powiedział trener Moniz, że zbyt szybko. Jak ktoś może iść do Juventusu, skoro nie jest znany w Gdańsku? Tych piłkarzy jest tam od pełno. To są inwestycje. Albo wypali, albo nie. Nie jestem za tym, żeby młody piłkarz szedł na zachód tylko dlatego, że jego jedynym atutem jest wiek. Ale jeśli już, to za 4 miliony euro, wtedy dopiero ma to sens dla klubu.



- Czyli podziela pan też zdanie trenera Probierza, który uważa, że to menadżer, który sprowadził nowych piłkarzy do Gdańska pociąga za sznurki i że w klubie dzieją się dziwne rzeczy. Wiele osób, które nie mają funkcji, a mają wiele do powiedzenia.
Jacek Grembocki: Tak. Bo nie wiadomo kto tym wszystkim kieruje. Od lat jestem w piłce, z ciekawością to wszystko obserwuję, tym bardziej, że wychowałem się w tym klubie. Nie może tak być, że ktoś bez funkcji decyduje o angażach. Bardzo źle to świadczy o właścicielach klubu. Jeśli będzie sukces, to kto jest jego ojcem? Jeśli porażka – kogo z niej rozliczać?



- No właśnie. Jak pan ocenia nowe nabytki Lechii? Makuszewski, Leković, Vranješ faktyczni wzmocnili skład?
Jacek Grembocki: Nie patrzyłbym na nich, jako na wzmocnienia. Może poza Makuszewskim. Jest błyskotliwy, szybki, wniósł sporo świeżości. A reszcie trzeba dać czas. Też nie są to jeszcze gwiazdy. Ale nie ukrywajmy, na pozycji lewego obrońcy już było kilku dobrych zawodników. Był Airapetian czy Piotr Brożek. Natomiast na pozycji rozgrywającego Vranješ przy Traore czy Matsui też nie wygląda jakoś wybitnie. Jednak mówię, dajmy im czas. Brakuje przede wszystkim wzmocnień w napadzie.



- Problem Lechii z napastnikami istnieje od kilku lat. Sprowadza potencjalnych królów strzelców, a później okazuje się, że strzelają rzadko lub wcale. A nawet na przykładzie Śląska czy Pogoni widać, że można znaleźć bramkostrzelnego zawodnika za rozsądne pieniądze. Problem tkwi w skautingu?
Jacek Grembocki: Pamiętam jak się zastanawiano czy wziąć Traore, tak działa skauting w Lechii. Poza tym poza Japończykiem, który miał renomę, to nie pamiętam nawet nazwisk reszty piłkarzy. Jedynie bardzo dobrze wpasował się Deleu. A reszta nie wypaliła. Zagrali kilka meczów, a trzeba im było płacić ogromne pieniądze. Zespół się bardzo prosto buduje. Bramkarz, solidna obrona, pomoc z kierującym zawodnikiem i dwóch graczy, którzy strzelą po dziesięć bramek. Jesteś w europejskich pucharach. Dwóch, którzy strzelą ponad trzydzieści, jesteś mistrzem Polski. To wychodzi ze statystyk.



- To jest już problem nowych właścicieli, których wszystkich wciąż nie znamy.
Jacek Grembocki: No i wracamy do początku. Jaki sens angażowania się kibiców, miasta w coś, o czym nie wiedzą konkretów. Jak można mieć oczekiwania, nie znając personaliów. Komuś bardzo zależy na tym, żeby tego nie ujawniać. Jestem nawet w stanie się założyć kto dalej jest właścicielem. Powtarzam, dalej. A kto tym wszystkim tylko kieruje. Jest to problem normalności.


- Której brakuje od momentu powrotu Lechii do ekstraklasy.
Jacek Grembocki: Tak jest. W tym klubie jest wszystko. Oddani kibice, wspaniały stadion, dobre miejsce do mieszkania dla piłkarzy, ale sprawy klubowe są ciągle w powijakach. I będą dłuższy czas.



- Właśnie. Jest Franz Josef Wernze, ponadto von Hessen. Ale nikt poza nimi się nie ujawnił. Nie wiemy kto dokładnie jest w konsorcjum. Przy okazji Andrzej Kuchar przychodzi do prezydenta Adamowicza na – rzekomo – prywatną rozmowę do Urzędu Miasta. Poza tym są sponsorzy, udziałowcy, wszyscy czekają na spotkanie z nowym właścicielem. To nie jest normalne.
Jacek Grembocki: Są środki, żeby zmusić do ujawnienia właścicieli. I tak powinno się stać. Ale jest przecież wielu współwłaścicieli, akcjonariuszy mniejszościowych. Klub nie jest w jednych rękach. Oni też powinni wiedzieć, jako pierwsi, z kim będą współpracować. Do dobrego to na pewno nie prowadzi. Jako wychowanek Lechii powiem, że mi już nie zależy. To nie jest kulturalne zachowanie. Trzymać tyle osób w niepewności. Czy nawet oszukiwać. Szkoda mi zaangażowania tych ludzi, którzy włożyli serce w rozwój klubu, a teraz jest jakaś partyzantka. Ale dziwie się miastu. Grunty stadionów są miasta. Powinni naciskać.



- Nie boi się pan, że może skończyć jak z Lechią/Olimpią? Pompowany balonik w końcu pęknie i klub stanie na krawędzi upadku.
Jacek Grembocki: Parę lat temu mogło by do tego dojść. Kiedy Lechia grała jeszcze na starym stadionie. Teraz zbyt wielkie środki zostały wpompowane w obiekty, zbyt wiele to kosztuje. Ale znam historię, gdzie  Pogoń Szczecin, KSZO Ostrowiec czy ŁKS zostały doprowadzone do upadku. Mam nadzieję, że tak się w Gdańsku nie stanie. To by był wielki skandal.


- Nie odczuwa pan, że tożsamość z Lechią została trochę zagubiona? Zwłaszcza piłkarsko. Bo jeśli mianem prawdziwego lechisty można nazwać praktycznie tylko Brazylijczyka, Deleu i Mateusza Bąka, to źle się dzieje.
Jacek Grembocki: No tak, poza tym armia zaciężna. Nawet małe dzieci, z którymi mam zajęcia, nie są w stanie wymienić wielu piłkarzy. Poza tym bilety są dość drogie dla zwykłych ludzi, przez co w połączeniu z dojazdem i zjedzeniem czegoś na miejscu wychodzą spore kwoty. Do tego pory meczów, ustalane przez Canal+, nie są zawsze wygodne, żeby wybrać się na stadion. Przez co sporo ludzi ogląda mecze w domu. Ale jeśli ktoś jest prawdziwym lechistą, to jest nim do końca życia i zawsze trafi na stadion. Wychowankowie nie mają takiej pozycji, żeby być rozpoznawalnymi postaciami klubu. Może poza tymi, o których się mówi w kontekście transferów. Sukces rodzi popularność. W Lechii od czasu awansu Darka Kubickiego, sukcesu nie było. W tamtym czasie piłkarze byli bardzo rozpoznawalni, ale to minęło. Gwiazdą był na pewno Traore i to przyciągało ludzi.


alt

Jacek Grembocki, z lewej, w barwach Lechii w 1986 roku

fot. Zbigniew Kosycarz


- Poza tym jest chyba problem z przekonaniem ludzi do tego, że klub piłkarski to wspólne dobro. Powód do dumy.
Jacek Grembocki: Problem bierze się z tego, że wiele osób nie chodzi na mecze. Widzi w tym wszystkim zło. Kibiców, łobuzów, burdy, ustawki. Ktoś jeśli rozumie sport, to szanuje lokalny klub.



- Panie Jacku, Traugutta 29 a PGE Arena. Nie można porównywać infrastruktury, ale na T29 czuło się magię tego miejsca.
Jacek Grembocki: PGE Arena jest prześliczna, świetnie ogląda się na niej mecze. Ale nie gra się tam łatwo. Po pierwsze rzadko tam trenują, większość meczów czują jakby grali na wyjeździe. Traugutta może kiedyś wróci w wielkim kryzysie klubu. Ale teraz to przeszłość, wspaniała baza treningowa. Moje wspomnienia, wielkie sukcesy w latach '80. Teraz trzeba iść do przodu. Jeżeli chodzi o atmosferę – jak przychodzi prawie 40 tysięcy ludzi, wtedy widowisko na PGE jest cudowne.



- Trener Moniz powiedział, że chcą grać tak, by na ten stadion przychodziło średnio 25 tysięcy kibiców.
Jacek Grembocki: Bardzo mu tego życzę i wierzę, że tak będzie. Nie znam osobiście trenera, ale podoba mi się w nim to, że jest powiew świeżości. Pokazanie, że w Polsce też może być sukces. Mam takie przeczucie. Drużyna wierzy w trenera i mam nadzieję, że te sukcesy przyjdą.



- Nie wiem czy się pan ze mną zgodzi, ale po awansie do ekstraklasy, zwolnienie trenera Kubickiego bardzo zachwiało drużyną. Wiele lat zostało straconych.
Jacek Grembocki: Nie chciałbym bronić ludzi, którzy podejmowali te decyzje. Darka bardzo lubię i szanuję, dobrze się znamy. Jednak afera korupcyjna wiąże się z dymisją. Mleko się rozlało. Moim zdaniem, klub zrobił dobrze, bo nie było to dobrą wizytówką dla miasta, dla klubu. Jednak skoro zostało to wszystko oddalone, powinien dostać drugą szansę. To, co Darek zrobił dla klubu jest wielkim sukcesem, ale to, co się wydarzyło w jego życiu prywatnym jest już, niestety, wielką porażką. I konsekwencje ponosi do dziś, trenując liche kluby.



- Ówczesne władze Lechii chyba przerosło prowadzenie profesjonalnego klubu piłkarskiego.
Jacek Grembocki: Nie ukrywajmy, większość tych ludzi była związana ze środowiskiem kibiców, którzy się później na nich wypięli i doprowadzili do ich upadku. Rzecz jest bardzo złożona. Ci ludzie, wraz z kibicami, odbudowali ten klub od A Klasy. I tu trzeba było znaleźć prawdziwego właściciela, z prawdziwymi pieniędzmi. Doprowadziło by to tego, że w klubie znaleźli by się ludzie z doświadczeniem. Którzy mają odpowiednie spojrzenie na piłkę. A nie spojrzenie widza, kibica. Człowieka, który jest związany w inny sposób z klubem niż jako zawodowy pracownik.



- Trenerze, trochę o pańskiej przeszłości. Lechia kiedyś i dziś. Bo grał pan zarówno w tej Lechii, która odnosiła największe sukcesy, jak i tej, która upadła. Jak pan to wspomina?
Jacek Grembocki: Przede wszystkim jestem wychowankiem trenera Globisza. Przyszedłem na Lechię mając dziewięć lat. Ten klub dał mi wszystko. Mieszkanie, skończyłem szkoły, zwiedziłem trochę świata. Odwdzięczyłem się sukcesami, ale też wielkim transferem do Górnika Zabrze, który był chyba największym w historii klubu. Nie wiem czy dzisiejsze kwoty, oczywiście w odpowiednim przeliczeniu, dorównują temu. Klub żył przez parę lat z mojego transferu. Lechia w której grałem była klubem rodzinnym, w której grali wychowankowie. Gdyby wtedy były modne tatuaże, to byśmy mieli herby Lechii na sercu, ramieniu, klacie i nie wiadomo gdzie jeszcze. Obnosiliśmy się z tym, że jesteśmy lechistami. Dres klubu to była relikwia. Wszyscy na osiedlu wiedzieli, że jesteśmy związani z tym klubem. Atmosferę w klubie robią ludzie. Lechia była, jest i będzie nawet jak nas już nie będzie. W tamtym czasie wszyscy w klubie byli z nim związani. Józefowicz – kierownik, wcześniej piłkarz, Jastrzębowski – trener, wychowanek Lechii, Gładysz – wychowanek, mógłbym tak długo. Wszystko to było bardzo rodzinne. Tu przychodziły gwiazdy. Kasalik, Kruszczyński, wielu innych, ale przede wszystkim Lechia miała wspaniałych wychowanków. Słynęła z tego. Dziś już, niestety, nie słynie. I to jest przykre. Jednoczył na sukces, który chcieliśmy osiągnąć, marzenia związane z karierą i dobrym życiem. Poświęciliśmy wszystko piłce. Swój czas, czas rodziny, niektórzy też i wykształcenie. To procentowało. Później dałem się namówić na powrót do Lechii/Olimpii. I to już nie była Lechia Gdańsk. Byłem tu cztery mecze. Czułem się oszukany. Kontrakt nie był realizowany, to po pierwsze. Po drugie źle się czułem w szatni. Patrzono na mnie jako na małą ikonę Lechii. Dla kibiców. Trener Kostka nie pasował do Trójmiasta. Co innego „Hanysowo”, a co innego Pomorze. Widać było u niego ten problem. No i reszta chłopaków. Stanowili kolektyw, ale to była Olimpia Poznań, zmienili tylko miejsce zamieszkania. Musiało to paść. Kogo było wtedy stać na wynajęcie kilkunastu piłkarzom mieszkań. Ale władze PZPN, z panem Dziurowiczem na czele, doprowadziły do upadku tego klubu. Później powróciłem do będącej już bankrutem prawdziwej Lechii w roku '97. Świetni młodzi pikarze. Dawidowski, Zieńczuk, Król, Bieniuk. Cała plejada tych chłopaków. I ja, jako jeden ze starszych. Wspominam ten okres bardzo dobrze. Byłem wtedy najlepszym piłkarzem na Wybrzeżu, królem strzelców drużyny, ale przez brak środków spadliśmy ligę niżej. Nikt nie był zainteresowany, żeby ten klub utrzymać. Tak skończyła się moja przygoda z Gdańskiem, jako piłkarza. W 2000 roku wróciłem jeszcze na sezon jako trener młodzieży. Sumując. Ludzie tworzą atmosferę. Przede wszystkim w klubie sportowym. Kiedyś to był klub miasta Gdańska. Teraz ja, jako piłkarz, jestem obcy na tym stadionie. Nie czuję się widzem, nie jestem kibicem. Jestem wychowankiem tego klubu. Nie czuję się jak na Traugutta. Ale czasy się zmieniają, trzeba się do nich dostosować.


- Kończąc. Rok '97. Na łamach Wieczoru Wybrzeża opublikowano alfabet Jacka Grembockiego. Wtedy pod literą z widniało hasło złość. Bo nie udało się panu osiągnąć tego, co zakładał. Jak jest teraz?
Jacek Grembocki: Wtedy byłem młody, czasy były inne. Przede wszystkim złość była dlatego, że doznałem idiotycznej kontuzji, która zakończyła się trzema operacjami. W Zabrzu. To zahamowało moją karierę. Prawda jest taka, że powinien ją zakończyć w '89 roku, mając 24 lata. A ja rozegrałem jeszcze setki meczów z kolanem, które mi puchło po każdym treningu. Jeszcze, żeby było śmieszniej, zagrałem u dwóch trenerów reprezentacji kraju. Jako sport-inwalida. Dzięki temu, że miałem charakter, charyzmę i brak innych planów na życie, musiałem walczyć na każdym treningu o to, żeby grać. Trzymałem się tej przysłowiowej brzytwy, żeby przeżyć. I z tego wynikała ta złość. Że mogłem grać w najlepszych ligach europejskich, zarobić tyle, że dziś mógłbym zwiedzać cały świat. Ale ta złość minęła. Jestem szczęśliwym człowiekiem. Trenuję z pasją dzieci, potrafię mieć dziennie cztery treningi. W tygodniu tyle samo meczów. Mam prawie 50 lat. Wiem co było, nie wiem co będzie. Nie liczę, że będę jeszcze kiedyś prowadził zespół ekstraklasy. Przez pięć lat pracowałem w Warszawie. Kosztem rodziny, zdrowia i innych rzeczy. Dla mnie nie ma znaczenia czy prowadzę Znicz Pruszków, Lechię Gdańsk czy Polonię Warszawa, bo robię to samo. Różny jest tylko poziom sportowy. Na korzyść Znicza (śmiech). Lewandowski jest obecnie najbardziej rozpoznawalnym polskim piłkarzem. W ekstraklasie nie miałem takich piłkarzy jak w Zniczu, z którego później ośmiu grało na najwyższym szczeblu. Różnica jest tylko w płaceniu. W Zniczu płacili odpowiednio dobrze, zaś w Polonii odpowiednio za dobrze. Nie boję się tego powiedzieć. Nie może być tak, że ktoś zarabia jako trener 120 tysięcy, a ktoś inny 1200 złotych. Te kwoty są zbyt wielkie. A wśród piłkarzy kompletnie zbyt wielkie. Także mam swój plan, żyję spokojnie w Trójmieście. Nie chciałem zostawać w Szwecji czy Wenezueli, nie wyobrażałem sobie życia bez Gdańska. I najważniejsze, że nie muszę słuchać głupków. Jeżeli facet, który jest nade mną, jest głupszy ode mnie, no to ja tego nie znoszę. Człowiek powinien się otaczać ludźmi mądrymi, wtedy życie jest łatwe. Ale jak słuchasz głupka przez pięć lat, to z czasem samemu można zwariować. Życzyłbym sobie, panu i ludziom na Święta, żeby mieć wokół siebie przychylnych ludzi.


Inne artykuły związane z:
Related news items:
Newer news items:
Older news items:
 

Komentarze  

 
+1 #1 młynarz 2014-04-18 18:58
Czytac czytac i znowu czytac,takie rozmowy to sół i pieprz pisania o Lechii - no dzieki dla Jacka i autora rozmowy trzeba ja polecać i upowszwechniac LECHIA FOR EVER
Cytować
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież