Zapłacą 240 tys. zł podatku? Co opowiadała żona prezydenta? » Trzecia rozprawa w procesie Pawła Adamowicza oskarżanego o podawanie nieprawdy w oświadczeniach mają... Piotr Czauderna alarmuje. Chronić przestrzeń Gdańska - koszty budżetu,... » Spór o podział 12 milionów złotych budżetu obywatelskiego - gdzie piaskownica, a gdzie ławki? - odwr... Znikają Dąbrowszczacy. Na Przymorzu będzie ulica Lecha Kaczyńskiego » Z mapy Gdańska znika siedem ulic. Oczywiście nie dosłownie. Wojewoda pomorski Dariusz Drelich rozpor... Kiermasz Świąteczny w Oliwskim Ratuszu Kultury » W dniach 15-20 grudnia w Oliwskim Ratuszu Kultury odbędzie się Kiermasz Świąteczny. Dokonując zakupó... Dzień dla gdańskich hospicjów w Muzeum II Wojny Światowej » 16 grudnia dochód z biletów wstępu zakupionych przez zwiedzających Muzeum II Wojny Światowej zostani... Baśniowy świat zapałek Witolda Orzecha » Rozmowa z Witoldem Orzechem, podopiecznym Pomorskiej Jednostki Towarzystwa Pomocy Głuchoniewidomym, ... Sukces „Seniorów z energią”. Wiosną kolejna edycja programu Grupy Ener... » Uśmiechnięci, pełni życia, gotowi do działania i wdzięczni - tacy okazali się być uczestnicy pilotaż... 12. Doroczne Spotkanie Obywatelskie Gdańszczan » Po raz dwunasty w Polskiej Filharmonii Bałtyckiej prezydent Paweł Adamowicz spotkał się z mieszkańca... Grudzień 1970 w filmie i w piosence » Dramat, który rozegrał się na ulicach Gdyni, Gdańska, Szczecina i Elbląga stał się niemal natychmias... Przystanków przybywa, pociągów ciągle mało » Uroczyście otwarto nowe przystanki Pomorskiej Kolei Metropolitalnej Gdynia Stadion i Gdynia Karwiny....
Reklama

altMimo napiętego budżetu Gdańska w roku 2011, urzędnicy i prezesi miejskich spółek wciąż zarabiają krocie. Roczne pobory najbogatszych mogą sięgać nawet prawie 700 tys. zł!


W grudniu 2010 r. radni przegłosowali budżet Gdańska na przyszły rok. Duża ilość inwestycji m.in. związanymi z Euro 2012 oraz stosunkowo niewielkie wpływy do miejskiej kasy spowodowały, że miasto musi liczyć każdą złotówkę. Budżetowe cięcia odczują mieszkańcy, których czeka podwyżka cen wody, opłat za dzierżawę gruntu, czy czynszów w mieszkaniach komunalnych. – Rezygnacja z podwyżek mogłaby spowodować, że nie starczyłoby pieniędzy na wiele istotnych działań takich, jak poprawa infrastruktury komunikacyjnej Gdańska, czy zakończenie rozpoczętych wcześniej inwestycji – tłumaczył sytuację Michał Piotrowski z biura prasowego Urzędu Miejskiego w Gdańsku.


Okazuje się jednak, że nie wszystkich dotyczy budżetowe zaciskanie pasa. Na grudniowej radzie, która zadecydowała o podwyżce cen  wody, zapadła też decyzja o podwyżce… pensji prezydenta Pawła Adamowicza. – To bulwersujące, że w dniu w którym klub Platformy Obywatelskiej nie miał skrupułów zająć się podwyżką pensji prezydenta, nie chciał się zająć podwyżkami wody – grzmiał wtedy Kazimierz Koralewski, radny Prawa i Sprawiedliwości.


Radni PO zapewniają, że obie sprawy nie mają ze sobą nic wspólnego i poparli propozycję podwyżki pensji prezydenta o 500 zł. Maciej Krupa, tłumaczył wtedy, że podwyżka ma charakter symboliczny i nie wpłynie na obciążenie finansów miasta. Rzeczywiście, patrząc na zarobki Adamowicza, można przyjąć, że zwiększenie zarobków o kilkaset złotych miesięcznie ma charakter symboliczny.


Prezydent Gdańska pobiera bowiem pensję w wysokości 12 847 zł brutto. Do tego dochodzą też pieniądze z zasiadania w radach nadzorczych Portu Gdańskiego - 3,2 tys.  oraz Gdańskiego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej - 6 tys. zł. Kilka lat wcześniej Adamowicz był zresztą gorącym zwolennikiem sprzedaży GPEC-u  niemieckiej firmie Stadtwerke. Dziś, gdy Adamowicz desygnował samego siebie do rady nadzorczej spółki, widać wyraźnie, że ta decyzja była dla niego wyjątkowo opłacalna. Dzięki temu, zarobki prezydenta Gdańska sięgają łącznie 22 tys. zł miesięcznie.


Zastępcy prezydenta nie mogą narzekać
Niewiele mniejsze pensje pobierają zastępcy prezydenta. Ewa Kamińska, Wiesław Bielawski, Maciej Lisicki oraz Andrzej Bojanowski co miesiąc z miejskiej kasy po 12 tys. zł brutto.


Także oni, biorąc przykład z prezydenta, nie ograniczają się z reguły do jednego miejsca pracy. Według złożonego w 2010 roku oświadczeń majątkowych, Andrzej Bojanowski dorabia sobie do pensji 73 tys. zł rocznie w radzie nadzorczej Biura Inwestycji Euro 2012. Do tego dochodzą jeszcze 2,3 tys. w spółce Międzynarodowe Targi Gdańskie – jest to jednak pensja za niecały miesiąc pracy, bo posadę objął w grudniu 2009 roku. Można więc przypuszczać, że jego zarobki w MTG sięgają nawet 36 tys. zł rocznie. Jeszcze więcej dołożył do podstawowej pensji w miejskich spółkach Wiesław Bielawski – 106 tys. zł za pracę w radzie nadzorczej Gdańskich Inwestycji Komunalnych i TBS „Motława”. To jednak nie wszystko. Pomorska Specjalna Strefa Ekonomiczna wypłaciła mu 8,5 tys. zł; Muzeum II Wojny Światowej, za udział w jury konkursu na ekspozycję wystawy – 2 tys., a Ministerstwo Infrastruktury… 400 zł. To oznacza, że Bojanowski, podobnie jak prezydent Adamowicz, może liczyć na 22 tys. miesięcznie.


Z wielu różnych źródeł finansowania korzysta też skarbnik miasta, Teresa Blacharska. Dzięki temu zarabia ona rocznie ponad 253 tys. zł, czyli ok. 21 tys. miesięcznie. Do pensji skarbnika (178 tys. zł) oraz wynagrodzenia z tytułu zasiadania w radzie nadzorczej Zakładów Komunikacji Miejskiej (34 tys. zł) dochodzi też… niemała emerytura (40 tys. zł).


alt


EURO 2012 – niezła fucha
W błędzie jest jednak ten, kto myśli, że to właśnie posada w miejskim magistracie może przynieść największe dochody. Dużo lepiej zasiadać w zarządzie w jednej ze spółek należących do Gdańska. Szczególnie dochodowe dla kadry zarządzającej są spółki gminne powołane specjalnie na przygotowanie Gdańska do zbliżających się Mistrzostw Europy w piłce nożnej. Najlepszym tego przykładem jest Ryszard Trykosko, były prezes spółki Nordbud SA, którą sprzedał z pięciomilionowym zadłużeniem. Jego niepowodzenia biznesowe nie zniechęciły władz Gdańska – Trykosko został prezesem Biura Inwestycji Euro Gdańsk 2012. Według ostatniego oświadczenia majątkowego, ta funkcja przynosi mu roczny dochód w wysokości 378 tys. zł. Do tego dodać należy pieniądze zarobione w Izbie Inżynierii Budownictwa – 44 tys. zł oraz zlecenie od Politechniki Gdańskiej - 1,3 tys. zł. Łącznie to ponad 35 tys. zł miesięcznie.


Teraz zarobki prezesa mogą być jeszcze większe, bo w marcu 2010 roku Trykosko podjął pracę jako prezes kolejnej miejskiej spółki – Gdańskich Inwestycji Komunalnych Euro 2012. Prezydent Adamowicz zapewniał wtedy, że pobory prezesa Trykosko nie zwiększą, ale za dodatkowe obowiązki można wynagrodzić przecież sowitą premią. Taka sytuacja miała miejsce w 2008 roku, kiedy to szef BIEG-u otrzymał 60 tys. premii rocznej.
Nie trzeba się też obawiać o sytuację byłego prezesa GIK, Romualda Nietupskiego, który pobierał 323 tys. zł rocznie. Nadal zasiada on w zarządzie spółki i inkasuje wysoką pensję. Nietupskiemu nie opłacałby za to się powrót na poprzednie stanowisko, czyli dyrektora Zarządu Dróg i Zieleni w Gdańsku - jednostki nie zajmującej się inwestycjami związanymi z Euro. Mieczysław Kotłowski, aktualny dyrektor ZDiZ otrzymał bowiem za swoją pracę 114 tys. zł, czyli prawie trzy razy mniej, niż wynosiła pensja prezesa GIK-u.


To nie jedyne przykłady pokazujące, że praca w spółkach przygotowujących Gdańsk do przyszłorocznych Mistrzostw Europy w piłce nożnej jest dochodowym zajęciem. Udowadnia to również Adam Kalata. Wprawdzie zarobki członka zarządu BIEG-u nie mogą się równać z poborami prezesa Trykosko, ale wiceprezes i tak nie ma się czego wstydzić – zarabia bowiem 249 tys. zł rocznie, czyli ok. 20 tys. miesięcznie.

Na drugim końcu zarobkowej drabiny miejskich instytucji jest Włodzimierz Bartosiewicz, dyrektor naczelny Dyrekcji Rozbudowy Miasta, czyli jednostki budżetowej pełniącej funkcje inwestora  zastępczego dla przedsięwzięć realizowanych  przez gminę Gdańsk. DRMG, podobnie jak ZDiZ, nie został powołany na potrzeby EURO 2012, więc Bartosiewicz, który dodatkowo pracował w firmie Concor, zarobił łącznie 106 tys. zł, co daje 8,8 tys. zł miesięcznie.


Nie tylko magistrat
Nie trzeba jednak pracować w spółkach stworzonych specjalnie na EURO 2012, by dobrze zarabiać. Świetnie widać to na przykładzie Spółki Gdańskie Inwestycje Wodno-Kanalizacyjne, które odpowiadają za budowę wodociągów i kanalizacji w mieście nad Motławą. Powstała ona w 2004 roku i początkowo miała zatrudniać od 7 do 12 osób. Dziś jednak jest ich aż 70. Jacek Skarbek, prezes GIWK pobiera rocznie 271 tys. zł rocznie, czyli ponad 22 tys. na miesiąc. Dobrze zarabia też drugi i ostatni członek zarządu GIWK Peteris Gailitis – 157 tys. zł rocznie.


Dochodowa – dla kadry zarządzającej - jest też komunikacja miejska. Miasto zapowiedziało, że na następnej radzie miasta zajmie się tematem podwyżek cen biletów komunikacji miejskiej. Nie dotknie to jednak władz Zakładów Komunikacji Miejskiej, których stać na zdecydowanie bardziej luksusowe środki transportu. Jerzy Zgliczyński, prezes zarządu ZKM zarobił 222 tys. zł co daje 18,5 tys. miesięcznie. Niezłe pensje ma też trójka wiceprezesów ZKM, czyli Danuta Gierdziejewska, Leszek Krawczyk i Zbigniew Kowalczyk. Każdy pobrał z kasy spółki ok. 152 tys. zł.


Usługi komunalne
To wcale nie koniec astronomicznych zarobków. W najlepszej sytuacji są bowiem członkowie zarządów spółek świadczących usługi komunalne, w których miasto jest ważnym udziałowcem. Dobrym przykładem jest Saur Neptun. Gmina Gdańsk posiada tutaj „zaledwie” 49 proc. udziałów, więc jest to spółka z mniejszościowymi udziałami miasta, a co za tym idzie - pensji pracowników nie krępuje ustawa o kominach płacowych . Efekt? Trzej członkowie zarządu pobrali w rok łącznie 1,6 mln zł! To daje 530 tys. zł na głowę, lecz najprawdopodobniej zarobki w spółce nie są równe i logika podpowiada, że najwięcej zarabia prezes Zbigniew Maksimiuk (600-700 tys. zł?)


Na sowite pensje mogą liczyć też inni członkowie zarządu spółek, gdzie udziałowcem jest gmina Gdańsk. I tak, Międzynarodowe Targi Gdańskie wydały na zarząd 478 tys. zł. Aktualnie zarząd spółki liczy dwie osoby, więc jeśli ta kwota nie uległa ostatnio zmianie, to mogą oni liczyć na pensje w wysokości ok. 200-300 tys. zł, czyli 16-25 tys. zł miesięcznie. Nieźle można też zarobić w PKP Szybkiej Kolei Miejskiej.  Spółka, która zafundowała ostatnio pasażerom podwyżkę cen biletów o 7 proc., wydała na dwóch członków zarządu 296 tys. zł.


alt


A co o takich zarobkach sądzą miejscy radni, którzy ustalają pensję prezydenta? Klub rządzący nie widzi w wysokich poborach niczego złego, a opozycja jest oburzona. - Tak wysokie zarobki są rażące zarówno dla mieszkańców, jak i zwykłych miejskich urzędników, którzy często zarabiają poniżej średniej krajowej – twierdzi Jaromir Falandysz, radny PiS.


Lecz nawet jeśli radni PO stwierdziliby, że pensje prezesów spółek należących do miasta są za duże, to niewiele mogą w tej sprawie zrobić. Tu o warunkach finansowych decyduje prezydent Adamowicz. Jeszcze mniejszy wpływ na zarobki miasto ma w spółkach, gdzie jest jednym z udziałowców. To właśnie tutaj zarobki mogą być największe, bo władz spółek – podobnie jak w firmach prywatnych – nie obowiązuje tzw. ustawa „kominowa”, która ogranicza zarobki urzędników państwowych.


Adrian Dampc

*Artykuł powstał na podstawie informacji zamieszczonych w oświadczeniach majątkowych z 2010 roku za rok 2009.


Roczny dochód wybranych urzędników


Zbigniew Maksimiuk, prezes Saur Neptun – ponad 533 tys. zł
Ryszard Tryskosko, prezes BIEG i GIK – 424 tys. zł
Romuald Nietupski, członek zarządu GIK – 323 tys. zł
Wiesław Bielawski, zastępca prezydenta Gdańska – 304 tys. zł
Paweł Adamowicz, prezydent Gdańska – 301 tys. zł
Teresa Blacharska, skarbnik miasta - 253 tys. zł
Andrzej Bojanowski, zastępca prezydenta Gdańska – 250 tys. zł
Adam Kalata, członek zarządu BIEG – 249 tys. zł
Jacek Skarbek, prezes zarządu GIWK– 271 tys. zł
Jerzy Zgliczyński, prezes zarządu ZKM – 230 tys. zł


* na podstawie informacji zamieszczonych w oświadczeniach majątkowych za rok 2009


altPodwyżki cen wody są smutną koniecznością


Rozmowa z Maciejem Krupą, przewodniczącym klubu Platformy Obywatelskiej w Radzie Miasta Gdańska


- Co spowodowało, że radni Platformy Obywatelskiej postanowili podnieść pensję prezydentowi Pawłowi Adamowiczowi?
Maciej Krupa: Głównym powodem podwyżki był fakt, że bardzo dobrze oceniamy pracę prezydenta. Trzeba pamiętać, że wykonywane przez niego obowiązki i zadania daleko wykraczają poza ramy jednego etatu. Dlatego też postanowiliśmy nagrodzić jego pracę niedużą i raczej symboliczną podwyżką.


- Ta decyzja zapadła jednak w tym samym czasie, gdy miasto zapowiedziało podwyżkę cen wody. Mieszkańcy mogli to odebrać jako sygnał, że to ich obciąża się problemami miasta, ale urzędników już nie.
Maciej Krupa: Obie sprawy zbiegły się w tym samym czasie, ponieważ pod koniec roku miasto zajmuje się pracami nad budżetem i wtedy też zapadają decyzje w sprawach finansowych. To jednak nie znaczy, że wysokość pensji prezydenta w jakikolwiek sposób wpływa na inne elementy miejskiego budżetu. Podwyżki cen wody są smutną koniecznością, z którą Gdańsk, moim zdaniem, całkiem dobrze sobie radzi.


- Czy nie ma obawy, że mieszkańcy pomyślą, że pieniądze z podwyżek cen wody nie idą na infrastrukturę kanalizacyjną, a na pensję Jacka Skarbka, prezesa Gdańskiej Infrastruktury Wodno-Kanalizacyjnej, który zarabia ponad 250 tysięcy rocznie?
Maciej Krupa: Przekonanie, że pieniądze z podwyżek idą na niezbędne inwestycje jest zadaniem rzeczników spółki. Co do pensji prezesa Skarbka, to należy pamiętać o ogromnej odpowiedzialności, która na nim ciąży. GIWK dysponuje największym majątkiem wśród wszystkich gdańskich spółek. Wydaje mi się, że w tym wypadku wysoka pensja po prostu odzwierciedla obowiązki.


- A kto ustala pensje w takich spółkach?
Maciej Krupa: Jeśli miasto jest właścicielem ponad połowy udziałów, to prezydent Adamowicz. Oczywiście nie może przyznawać tych pensji dowolnie, ponieważ podlegają one pod tak zwaną ,,ustawę kominową".


- To jednak nie przeszkadza w zarabianiu dużych pieniędzy. Prezes Biura Inwestycji Euro Gdańsk Ryszard Trykosko zarobił w 2009 roku ponad 400 tysięcy złotych. Od marca jest równocześnie prezesem Gdańskich Inwestycji Komunalnych Euro 2012. Logika podpowiada więc, że w teraz zarabia jeszcze więcej.
Maciej Krupa: Nie wiem, na jaką pensję pobiera prezes Gdańskich Inwestycji Komunalnych Euro 2012, trzeba poczekać na jego kolejne oświadczenie majątkowe. Co do wysokich zarobków, sytuacja jest tutaj podobna, jak w przypadku prezesa Skarbka. Zadaniem prowadzonych przez prezesa Trykosko spółek jest przygotowanie Gdańska do Euro. To wielka odpowiedzialność, która wymaga ciężkiej pracy i umiejętności biznesowych. Oczywiście, jeśli prezes wziął na swoje barki odpowiedzialność za drugą spółkę, to wiąże się to z wieloma dodatkowymi obowiązkami.
Rozmawiał Adrian Dampc


altProblemem łączenie pensji


Rozmowa z Jolantą Banach, radną SLD


- W grudniu gdańscy radni przegłosowali podwyżkę pensji prezydenta Pawła Adamowicza. Co Pani sądzi o tej decyzji?
Jolanta Banach: Wnosiłam o przeniesienie tego głosowania. To bardzo niezręczna sytuacja, gdy pierwszą decyzją rady w kadencji jest podwyżka wynagrodzeń. Szczególnie w kontekście wzrostu wielu cen, który odczują mieszkańcy - wody, czynszów za mieszkania komunalne oraz biletów komunikacji miejskiej. Wynagrodzenia urzędników to bardzo delikatna kwestia. Trzeba do niej podchodzić subtelnie, z odpowiednią powściągliwością. W tej sytuacji tego zabrakło.


- Czy aktualne pensje prezydenta i wysoko postawionych urzędników miejskich są uzasadnione?
Jolanta Banach: To bardzo subiektywna sprawa. Moim zdaniem, zarobki rządzących mają mocno symboliczny charakter i powinny odzwierciedlać jakość pracy. Rozumiem przez to dobre zarządzanie, czyli dostarczanie mieszkańcom dóbr wysokiej jakości za optymalnie niską cenę. Nie jest sztuką dostarczyć wodę dobrą i drogą, ale dobrą i stosunkowo tanią. Tutaj możemy się jednak spierać, bo każdy ma zapewne inne zdanie na przykład na temat pracy prezydenta. Dużo większym problemem jest to, że urzędnicy łączą swoją pensję z dochodami w radach nadzorczych spółek.


- Co w tym złego?
Jolanta Banach: To niedopuszczalne, ponieważ nadzorowanie miejskich spółek to jeden z obowiązków urzędnika samorządowego. Jeśli jednocześnie zasiada on w radzie nadzorczej, to dwa razy bierze pieniądze za to samo. Nie zgadzam się też na wykorzystywanie pozycji urzędnika państwowego do zdobycia kolejnego dochodowego zajęcia. Koniecznie trzeba zmienić prawo, aby taka sytuacja nie była możliwa.


- A co z zarobkami prezesów spółek miejskich? Z naszych ustaleń wynika, że bardzo dochodowe dla kadry zarządzającej są spółki powołane, by przygotować Gdańsk do EURO 2012.
Jolanta Banach: To prawda. Ogólnie uważam, że symboliczne i głównie wizerunkowe inwestycje, takie jak EURO, Europejskie Centrum Solidarności czy hala widowiskowa Ergo Arena są bardzo kosztowne przy ograniczonych i krótkotrwałych korzyściach rozwojowych, które z nich płyną. Bardzo duże wynagrodzenia osób odpowiedzialnych za te inwestycje tylko zwiększają moje wątpliwości, co do słuszności podjętych działań.


- Jeszcze więcej zarabiać mogą prezesi spółek,w których miasto nie jest głównym udziałowcem. W takich firmach nie obowiązuje bowiem  ustawa o kominach płacowych.
Jolanta Banach: To wynik pewnej polityki miasta. Polega ona na tym, że Gdańsk bierze na siebie wykonanie kosztownych i w zasadzie tylko prestiżowych inwestycji, natomiast pozbywa się odpowiedzialności za bieżące zarządzanie usługami komunalnymi. Poprzez prywatyzację na przykład GPEC-u czy Saur Neptun miasto nie ma kontroli ani nad cenami usług, ani nad pensjami pracowników. To dziwna polityka, nigdzie w Europie tak nie jest i nie widzę racjonalnego wytłumaczenia dla takich działań.
Rozmawiał Adrian Dampc



altDzisiejszy system zarobków jest z innej epoki


Rozmowa z Wiesławem Kamińskim, przewodniczącym klubu Prawa i Sprawiedliwości w Radzie Miasta


- Co pan sądzi o podwyżce prezydenta Pawła Adamowicza?
Wiesław Kamiński: Przede wszystkim nie podobała nam się forma, w jakiej radni klubu Platformy Obywatelskiej przegłosowali podwyżki. Była to pierwsza sprawa, jaką zajęła się w tej kadencji rada. Taka hierarchia priorytetów z pewnością nie wpływa dobrze na wizerunek Gdańska i Rady Miasta. Tym bardziej, że tak naprawdę podwyżkę zawdzięcza swojemu zapleczu politycznemu, którym jest właśnie klub radnych PO. Co więcej, zwykli urzędnicy miejscy od dwóch lat nie mieli podwyżek.


- A czy pensja prezydenta jest wysoka?
Wiesław Kamiński: Powiem szczerze, że nie jest wybujała. Ogólnie zarobki urzędników miejskich, porównując je ze stanowiskami w biznesie, nie są wcale duże. To jednak powoduje, że prezydent, podobnie zresztą jak jego zastępcy, szuka dodatkowych pieniędzy na innych stanowiskach, na przykład w radach nadzorczych miejskich spółek.


- Czy to źle?
Wiesław Kamiński: Myślę, że tak. Tworzy się wiele spółek, których zadaniem, oprócz przenoszenia na ich barki części zadłużenia miasta, jest właśnie przynoszenie dodatkowego dochodu urzędnikom miejskim. Problem w tym, że część obowiązków miasta oddaje się takim właśnie spółkom. W rezultacie władze miasta mają dużo mniej zadań, za które bezpośrednio odpowiada. Uważam też, że nie jest zdrową sytuacją, w której współwłaściciel spółki jednocześnie zasiada w radzie nadzorczej. Wychodzi wtedy na to, że kontroluje i rozlicza sam siebie. Nie jest to wprawdzie niezgodne z prawem, ale uważam, że podobnych sytuacji należy unikać. Zresztą w tej kadencji już dwukrotnie namawialiśmy prezydenta, aby zrezygnował w zasiadania w radzie nadzorczej Gdańskiego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej. Spowodowane jest to z ewentualnym powstaniem konkurencyjnej dla GPEC-u spółki. Niestety, nie udało nam się uzyskać odpowiedzi na naszą sugestię.


- Ale co zrobić, by zapobiec podobnym sytuacjom?
Wiesław Kamiński: Przede wszystkim zmienić system urzędowych zarobków. Ten, który funkcjonuje dziś, ma dużo anachronizmów, rozwiązań rodem z innej epoki. To skutkuje wieloma problemami, bo nie można znaleźć odpowiednich specjalistów na odpowiedzialne stanowiska. Później nikogo nie powinny dziwić docierające do nas co chwilę informacje, że jakaś ważna inwestycja to fuszerka.


- To jak powinien wyglądać system urzędniczych zarobków?
Wiesław Kamiński: Myślę, że to osoba kierująca i odpowiadająca za daną inwestycję powinna mieć większy wpływ na pensję pracownika. Za tym powinna iść też większa odpowiedzialność – jego premie powinny być ściśle związane z jakością pracy i osiąganymi wynikami.


- A co z zarobkami prezesów miejskich spółek?
Wiesław Kamiński: Powiem szczerze, że nie znamy ich dokładnych zarobków. Podlegają one pod ustawę o ochronie danych osobowych. Dowiadujemy się o nich dopiero po fakcie w oświadczeniach majątkowych członków zarządów tych spółek. Na ich podstawie też czasem jest problem z określeniem pensji, bo wliczone są tam na przykład nieregularne przecież pensje.


- Czy przybliżone zarobki są na odpowiednim poziomie?
Wiesław Kamiński: Wszystko zależy od poszczególnych spółek i kompetencji ludzi ich zarządzającymi. Jeśli ktoś jest świetnym fachowcem, to rozumiem, że powinien otrzymywać godziwe wynagrodzenie. Gorzej, gdy spółka jest źle zarządzana. Negatywnie oceniam na przykład działania władz Gdańskiej Infrastruktury Wodno-Kanalizacyjnej. Przez zaniedbania w przygotowaniu projektu, nowa inwestycja wodociągowa otrzyma nie 75, ale 50 procent dofinansowania z funduszy unijnych.
Rozmawiał Adrian Dampc


Related news items:
Newer news items:
Older news items:
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

W obiektywie Macieja Kostuna


2_neptun.jpg

Sport w szkole

Ta witryna korzysta z plików cookie. W ustawieniach swojej przeglądarki internetowej możesz w każdym momencie wyłączyć ten mechanizm. W celu pozyskania dodatkowych informacji na ten temat zobacz informacje o cookies.
OK, zamykam