Ćwierćwiecze Spółdzielni Mieszkaniowej „Południe” » Ostatnia sobota maja stała się okazją do uczczenia 25. rocznicy powołania do życia Spółdzielni Miesz... Święto Miasta w kulminacyjnej fazie » Na ostatni weekend maja zaplanowano w tym roku 13. już edycję Święta Miasta. Obchody rozpoczęły się ... SM Południe świętuje 25-lecie » W sobotę, 27 maja, Spółdzielnia Mieszkaniowa "Południe" zaprasza na festyn rodzinny z okazji 25-leci... Mnóstwo atrakcji z okazji Dnia Dziecka w gdańskiej IKEA » Podłoga interaktywna Magiczny Dywan, zabawy z animatorami i gra terenowa – to rozrywki przygotowane ... Po naszych publikacjach: wyjaśnienia dyrektor Biura Rozwoju Gdańska » W nawiązaniu do materiału „Gedania – świetny biznes czy świętokradztwo?” opublikowanym na portalu wy... Koralewski: Dalekowzroczność prezydenta czyli biznes ponad wszystko » Z Kazimierzem Koralewskim, szefem Klubu radnych PiS w Radzie Miasta Gdańska rozmawia Artur S. Górski... Bonifikaty na wykup mieszkań komunalnych podgrzały atmosferę posiedzen... » Bonifikaty na wykup mieszkań komunalnych zdominowały XXXIX sesję Rady Miasta Gdańska. Sala Obrad po ... Dobrobyt i nepotyzm - prezydenckie majątki 2016 » Paweł Adamowicz zarobił w gabinecie miejskim ponad 300 tys. zł w 2016 - niemal połowa tej kwoty to w... Radni PiS o "sejmiku sejmików" i plamie Struka » W Łodzi odbył się I Kongres Sejmików Województw RP „Samorządowe oblicza regionów”, zorganizowany prz... "Usłyszeć obraz" - zgłoś się na szkolenie z audiodeskrypcji » CSW ŁAŹNIA zaprasza do wzięcia udziału w bezpłatnym szkoleniu z audiodeskrypcji, realizowanym już po...
Reklama

Inauguracja jubileuszowego, 70. już, sezonu Teatru Wybrzeże nie wypada najlepiej. Ewelina Marciniak, mimo kilku ciekawych pomysłów, poległa przy próbie adaptacji „Mapy i terytorium” Michela Houellebecqa. Mnogość zastosowanych środków wyrazu wprowadza chaos i po trzygodzinnym spektaklu trudno to wszystko poukładać w logiczną całość.


Houellebecq to jeden z najwybitniejszych współczesnych pisarzy. Francuz, który słynie ze swej ekstrawagancji, dziwactwa, mizoginii, ale także – a może przede wszystkim – z bardzo trafnego diagnozowania rzeczywistości, to obecnie jeden z najbardziej rozpoznawalnych autorów. Niestety, bez szczęścia do adaptacji. Wielokrotnie było to podkreślane. Ewelina Marciniak postanowiła do tej listy dodać swoją wizję „Mapy i terytorium”.




W opisie spektaklu czytamy: „Najbardziej utytułowana powieść francuskiego pisarza, laureata nagrody Goncourtów, to melancholijna, choć zarazem niepozbawiona ironii opowieść o współczesnej sztuce. Namysł nad kondycją współczesnego świata Houellebecq prowadzi tym razem nie z perspektywy burdelu z Tajlandii, a galerii sztuki w Paryżu. Ale logika tej zmiany nie jest chyba przypadkowa. Główny bohater, Jed Martin, nie radzi sobie w życiu zbyt dobrze - nie potrafi nawiązywać relacji z ludźmi, z trudem podtrzymuje więzi rodzinne. Jako artysta, odnosi jednak spektakularny sukces robiąc zdjęcia map Michelin. W przygotowaniu następnej wystawy pomaga mu sam Michel Houellebecq - pisze tekst do katalogu. Wkrótce potem Houellebecq zostaje bestialsko zamordowany. Melancholijny dramat o artyście w czasach późnego kapitalizmu przeradza się w rasowy kryminał. Kto zabił? Dlaczego? I co z tym wszystkim ma wspólnego sztuka współczesna?


Zaczepiona w tradycji nowofalowego kina francuskiego, dialogująca z Godardem, ale także z klasycznym czarnym kryminałem >>Mapa…<<, to opowieść pełna refleksji nad śmiercią i przemijaniem, namysłu nad rolą artysty i sztuki w dzisiejszych czasach, tęsknoty za spełnieniem się w pełniejszej, prawdziwszej relacji z drugim człowiekiem”.


Tak wygląda zarys fabuły. Wydaje się zatem, że jest ogromny potencjał, aby zrobić świetną sztukę. Niestety, ta jest jedynie poprawna. Reżyserka najzwyczajniej w świecie przekombinowała. Wokół Marciniak roztacza się aura twórcy „nie dla wszystkich”, nieco skandalicznego, szukającego rozwiązań w teatrze współczesnym. Wszystko w porządku. To widać po raz kolejny. Problem polega jednak na tym, że chyba wybrała złą opowieść do tego, aby ironicznie stawić czoło swoim stereotypom i środkom wyrazu.


Oczywiście, jest kilka dobrych momentów. Sam prolog, gdzie widzimy Michela Houellebecqa (gra go Michał Jaros) w pełnym negliżu, który opowiada o roli tej sceny dla odbioru reszty sztuki, narzekającego na polskie wydania swoich książek, jest nadzieją, że będzie dobrze. Zadziwiająca lekkość Jarosa momentalnie odziera publiczność z zawstydzenia, dzięki czemu nie skupiamy się na jego ciele, lecz na tym co mówi. Ale były to jedynie miłe złego początki.


Imponująco wygląda także scenografia nawiązująca do geograficznego tytułu i pasji Martina. Dobrym zamysłem są wędrówki publiczności z widowni na widownię ustawioną na scenie. To pozwala nam odnieść wrażenie, jakbyśmy byli częścią spektaklu.


Jednak najjaśniejszym punktem „Mapy i terytorium” są dzieci (osadzone w rolach m.in. alter ego bohaterów). To najlepszy zabieg Marciniak. Ożywiają przestrzeń i akcję, rozwiewają monotonną i płaską atmosferę, którą tworzą dorośli aktorzy. Nie chodzi o to, że ci byli źli. Po prostu ich postaci nie miały odpowiedniej głębi, a interakcja była na poziomie klient-kasjer, czyli niemalże zerowa. Emocji w sztuce nie było praktycznie wcale.


Drażniła także mnogość zastosowanych środków. Multimedia, rozbicia postaci na kilku aktorów, brak tempa, chaotyczność i monotonia, sprawiały że już po nieco ponad godzinie, zapomina się i gubi wątki. A przecież można było to wszystko rozwiązać inaczej, nie rezygnując z żadnego pomysłu. Aż się prosiło o to, aby burzyć czwartą ścianę raz za razem. Niestety, to się stało tylko dwukrotnie i to też w bardzo delikatny sposób.


Na plus można jeszcze zaliczyć oprawę muzyczną, która była prezentowana na żywo przez Justynę Święs i Wojciecha Urbańskiego. Dodawało to na pewno kolorytu i w pewnym stopniu dopełniało monumentalność scenografii, ale jednocześnie ginęło i nie wyróżniało się w tym chaotycznym zlepku interpretacji scen.


„Mapa i terytorium”, które pokazują mechanizmy rynku sztuki i pewnego rodzaju upadek cywilizacji przemysłowej Europy zostały potraktowane bardzo po macoszemu. Niby pomysł był, ale nie został on zrealizowany w odpowiednim stopniu. Podobnie jak wątek śmierci autora powieści, który w książce był przejmujący, a w spektaklu sprawiał wrażenie doklejonego na siłę. Niby zabawny, niby groteskowy, ale ten „klasyczny czarny kryminał” zapowiadany w opisie, kompletnie nie miał miejsca. Zero napięcia i poprowadzenia akcji w kierunku klamry spinającej całość.


Oczekiwania wobec inauguracji jubileuszowego sezonu Wybrzeża były ogromne. Oczywiście, wielu pewnie powie, że sztuka jest udana, ale zdecydowana większość będzie miała nie tylko mieszane odczucia, ale także ogromny niedosyt. Bo przecież ważki problem wewnętrznych rozterek, poszukiwania szczęścia oraz samego siebie to niemalże samograj, a zafundowano po prostu kaskadę scen w określonej ramie.


Na scenie gdańskiego teatru gościły już nowoczesne formy adaptacji. I, mimo że trudne w odbiorze, mocno broniły się swoją fabułą i rozwiązaniami. W przypadku spektaklu Eweliny Marciniak mamy do czynienia z dużym rozczarowaniem.


Patryk Gochniewski

fot. Michał Szlaga/mat. prasowe


 Inne artykuły związane z:
Related news items:
Newer news items:
Older news items:
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Galeria Sztuki Gdańskiej


p1260991.jpg

W obiektywie Macieja Kostuna


wp_20170320_09_50_25_pro.jpg

Sport w Szkole

Ta witryna korzysta z plików cookie. W ustawieniach swojej przeglądarki internetowej możesz w każdym momencie wyłączyć ten mechanizm. W celu pozyskania dodatkowych informacji na ten temat zobacz informacje o cookies.
OK, zamykam