Nie będzie referendum w sprawie odwołania prezydenta Jacka Karnowskieg... » Stowarzyszenie Mieszkańcy dla Sopotu zebrało blisko 3100 podpisów pod wnioskiem w sprawie referendum... Udany III kwartał dla Grupy Energa. Dystrybucja motorem rozwoju » - Bardzo dobre wyniki trzeciego kwartału pokazują, że wykorzystaliśmy skutecznie wszystkie przewagi ... Krzysztof Piekarski: PiS ma plan skrojony nie na jedną kadencję » Z dr Krzysztofem Piekarskim, politologiem, pracownikiem naukowo-dydaktycznym w Zakładzie Teorii Poli... Paweł Braun: Dobrze jak od czasu do czasu pewne epoki zamykamy i otwie... » Rozmowa z Pawłem Braunem, dyrektorem Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej im. Josepha Conr... W TVP3 o konflikcie w Operze Bałtyckiej: trzeba szukać porozumienia i ... » TVP3 Gdańsk w programie „Pomorze Samorządowe” zajęła się palącym konfliktem w Operze Bałtyckiej. Pie... Gdyński magistrat broni się przed udostępnieniem nagrań obrad rajców » Dzień obrad rady miejskiej to każdego miesiąca w roku ważny dzień dla mieszkańców miast. Wtedy właśn... Dobra zmiana w dyskusji Instytutu Debaty Publicznej » Na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Gdańskiego odbyła się kolejna merytoryczna dyskusja, tym r... Młodzi dyskutowali o sztuce budowania wizerunku » Sztuka budowania wizerunku była myślą przewodnią Aeropagu Młodych, który odbył się w Zespole Szkół Ł... A. Jaworski wiceprezesem Polskiego Cukru » Andrzej Jaworski, b. członek zarządu PZU SA, został powołany na stanowisko wiceprezesa zarządu Krajo... Dlaczego Dąbrowszczacy powinni zniknąć jako patroni ulicy w Gdańsku » Ze sfery publicznej powinny zniknąć nazwiska i pseudonimy osób oraz nazwy organizacji niosących za s...
Reklama

Słuchowisko "Kuferek" napisane zostało przez Wojciecha Fułka specjalnie dla Radia Gdańsk i miało swoją premierę na antenie Radia Gdańsk 1 listopada br.


Reżyseria: Henryk Rozen

Realizacja: Jacek Puchalski

Opracowanie muzyczne: Piotr Moss

Główna rola: Krystyna Łubieńska

Autor: Wojciech FUŁEK

Osoby:
Karina (licealistka)
Kacper (starszy brat Kariny)
Anna  – mama Kariny i Kacpra (ok. 50 lat)
Babcia (Gerda/Ewa) -    90 lat
Nauczyciel
Janek (licealny kolega Kariny)



SCENA I
(wnętrze)

KARINA
Czy mamy jakiejś swoje drzewo genealogiczne ? Mamo, słyszysz mnie?

ANNA
Drzewo? A po co ci, Karinko, nasze drzewo?

KARINA
Nauczyciel od wiedzy o społeczeństwie dał takie zadanie: „Stwórz na podstawie dostępnych dokumentów, informacji  oraz rozmów drzewo genealogiczne swojej rodziny”.

ANNA
Na podstawie dokumentów?

KARINA
Właśnie. Mamy jakieś dokumenty?

ANNA
Wiesz co, u babci w pokoju pod łóżkiem jest taki mały kuferek. Tam powinny być jakieś stare zdjęcia i szpargały. Może znajdziesz coś ciekawego, co się nada.  


KARINA
A babcia nie będzie miała pretensji?

ANNA  
Babcia wraca z sanatorium dopiero za tydzień, a ty  się uwiniesz raz-dwa   i po sprawie.

KARINA
Babcia to za bardzo nie lubi wspominać. Ze mną nigdy nie chciała rozmawiać na temat swojej młodości. O  wojnie też nie...

ANNA
Miała jakieś traumatyczne przeżycia. Ale co – nie wiem.

KARINA
Nie dopytywałaś się? Nie ciekawiło cię to?

ANNA
Nie chciałam jej zranić. Skoro postanowiła nie mówić, to pewnie miała jakieś powody…
SCENA II

(efekty rozrzucania i układania książek i papierów)

KACPER
Karina, co się dzieje? Robisz  porządki?

KARINA
Nie. Szukam jakichś zdjęć, dokumentów, pamiątek z historii naszej rodziny. Potrzebne mi do szkoły.

KACPER
Na tamtej półce jest stary album z fotkami z lat 60-tych.

KARINA
Eee tam!

KACPER
Pamiątka po tym jak nasi starzy się bawili na zabawach. Niezła stylówa! Te fryzury dziewczyn, te mundurki, te zarąbiste pekaesy chłopaków.  Odjazd!

KARINA
Ale ja czegoś starszego szukam.



KACPER
To musisz wypytać babcię. Ona się urodziła w roku 1927.  W tym roku będzie obchodzić 90-te urodziny!

KARINA
Tak, mnie chodzi o wojnę i jeszcze wcześniejsze lata. Wiesz coś na ten temat?

KACPER
Na przykład?

KARINA
Kim byli jej rodzice?

KACPER
Nie mam pojęcia. Bo dziadek był wojennym sierotą, dzieckiem pułku. On przyszedł tutaj z wojskami Berlinga ze Wschodu. A pradziadkowie Matejczykowie  podobno zostali w grobach na Syberii. Tyle wiem.

KARINA
Ale babcia przecież nie nazywała się z domu Matejczyk.  Musiała  się nazywać jakoś inaczej. No… i tylko ona nam została… ale niechętnie wspomina.  

KACPER
Czekaj, kiedyś ją pytałem. Kozłowska…

KARINA

Kozłowska? Koslowsky!  (efekty) Spójrz, tu jest napisane: Gerda Koslowsky.

KACPER  
Skąd to masz?

KARINA
Znalazłam w kuferku pod łóżkiem  babci.

KACPER
Papiery?

KARINA
Dokumenty i zdjęcia, jeszcze niemieckie,  z wojny.

KACPER
Czekaj, Gerda? Przecież ona ma na imię Ewa.
KARINA
Ale  Koslowsky?

KACPER
Może Niemcy tak pisali, bo po niemiecku się tak nie odmienia nazwisk, jak po polsku.

KARINA
Ale Gerda?! I adres: Gotenhafen, Adolf Hitlerstrasse 43. Gdzie to mogło być?

KACPER
Gotenhafen? To chyba Gdynia była?

KARINA
A nie Gdingen?

KACPER
Nie, nie, Niemcy Gdynię przemianowali na Port Gotów w 1939, jak już ją zajęli,
na początku września. Stąd ten Gotenhafen. Tak było na mapach do 45-ego.

KARINA
Patrz, zdjęcie babci na molo. Chyba  w Sopocie. Nie, tu z tyłu Adlerhorst jest napisane. I data: 1941.

KACPER
To Orłowo. Wtedy tam molo było prawie tak długie jak sopockie.

KARINA
A tu, patrz,  ta dziewczynka  w długiej jakiejś sukni takiej, gdzieś w lesie – to babcia. A z tyłu napisane: Waldoper, 1942. A to gdzie mogło być?

KACPER
To przecież Opera Leśna. Ale co tam babcia mogła robić w takim stroju w roku 1942? Polaków to tam wtedy nie wpuszczali.

(przejście dźwiękowe – wnętrze -wnętrze)

SCENA III

BABCIA
Trzeba mieć końskie zdrowie, żeby chorować, a jeszcze lepsze, żeby wypoczywać.

KARINA
Chciałam z tobą porozmawiać, babciu. Naprawdę dobrze, że już wróciłaś.

BABCIA
Jednak trochę jestem zmęczona po tym sanatorium?

KARINA
Babciu… Przyszłam, żeby cię przeprosić… bo… otworzyłam twój kuferek.

BABCIA
Jaki kuferek?

KARINA
Ten spod łóżka.

BABCIA
A… tak kuferek… Zupełnie o nim zapomniałam.

KARINA
Ciebie nie było, a ja musiałam  drzewo genealogiczne naszej rodziny stworzyć.

BABCIA
Drzewo genealogiczne ? Mój Boże..! Ktoś kazał?

KARINA
Takie zadanie domowe musiałam, a właściwie nadal muszę zrobić…  do szkoły. (efekty) Mam tu całą teczkę… różnych..

BABCIA
I znalazłaś tam coś ciekawego? Przydało się?

KARINA
Znalazłam trochę starych zdjęć – z Orłowa, Gdyni i Sopotu. Leżał tam też  niemiecki paszport…. (szelesty papieru)  Popatrz.  Wypisane jest: Gerda Koslowsky. I pod fotografią opieczętowaną czarnym orłem ze swastyką  podpisane tak samo.

BABCIA
Na, ja. Gerda.

KARINA
Skąd nagle  ta Gerda?

BABCIA
Tak mnie kiedyś wołali. Moje panieńskie nazwisko.

KARINA
Ale przecież ty masz na imię Ewa. I nazywasz się Matejczyk.

BABCIA
(z wysiłkiem) Z domu Kozłowska.

(efekty: cisza, a potem jakiś odgłos spadające szklanki, wazonu, przewracania się krzesła)

SCENA IV

KARINA
Babciu, babciu, co tobie? (woła) Mamo, chodź szybko, babcia zasłabła!

(słychać kroki szybki bieg , krzątanie się wewnątrz mieszkania)

ANNA
Kacper, podaj wody szybko i te tabletki babci, leżą w kuchni na  stole. (efekty –bieganina)  Mamo, połknij swoje proszki i popij. Proszę…  

KACPER
Babciu, już  trochę lepiej?

ANNA
Karina, dziecko, co tu się stało?

KARINA
Zaczęliśmy  rozmawiać o tym  drzewie genealogicznym, wyjęłam  stare zdjęcia i dokumenty z kuferka babci i chciałam o nie zapytać, a babcia wzięła je tylko do ręki, spojrzała i zemdlała. Ledwo ją przytrzymałam.

ANNA
Mamo,  jak  się czujesz?  Źle? Mam dzwonić na pogotowie?

BABCIA
Nie, nie, córuś, powoli przechodzi, tylko zły sen mi się…  


KARINA
Może ja dam już spokój  z tymi zdjęciami i paszportem.
KACPER
Tak. Niech lepiej babcia sobie spokojnie odpocznie.

ANNA
Zaraz, zaraz, z jakim paszportem?!

KARINA
Sama zobacz.

KACPER
Niemiecki, taki ze szkopską gapą.

KARINA
Widzisz? W środku jest zdjęcie babci…

ANNA
Pokaż?  Tu jest podpis : Gerda Koslowsky! Mamo, co to ma być? Nigdy mi wcześniej tego nie pokazywałaś? Jak to Gerda?   

BABCIA
A co ci miałam pokazywać, czym się chwalić? Wojna to wojna! Każdy miał takie papiery, jakie miał.  

ANNA
Ale dlaczego taki paszport?  Niemiecki? Z III-ciej Rzeszy?  I te zdjęcia? Wokół wojna, a ty sobie w niemieckim chórze śpiewasz?

KACPER
Mamo, proszę,  nie męcz  babci, bo jeszcze jakieś nieszczęście będzie…

ANNA
Po kolei.. Przecież to ty jesteś  na tym zdjęciu!

BABCIA
W paszporcie? Tak, to ja. Gerda Koslowsky.

ANNA
Jaka znowu Gerda?! Całe życie byłaś przecież Ewa. Matejczyk, z domu   Kozłowska!

BABCIA
Nie, ja jestem Gerda Koslowsky, córka Bruna i Brunhildy.

ANNA
Jak to? Mówiłaś, że moi dziadkowie to Brunon i Bronisława.  Zginęli podczas wojny.

BABCIA
Mówiłam tak, żebyś nie miała kłopotów. Chciałam cię chronić.

ANNA
Chronić? Przed czym?

BABCIA
Przed…  złymi duchami. Zastanów się. Twój dziadek, Bruno Koslowsky, wcielony do Wehrmachtu, zginął na froncie wschodnim, pod koniec 1943. A jego żonę, Brunhildę, zadźgali bagnetami sowieccy żołnierze, w marcu 1945 roku, jak zajęli Gotenhafen.

ANNA
Mamo, co ty opowiadasz? Jakie Gotenhafen?

KACPER
No, to niemiecka nazwa Gdyni jest. Używana w latach 1939-1945.

BABCIA
Prawda, córciu, jest właśnie taka. Ale nie mogłam ci powiedzieć, bo by nas aresztowali. A poza tym twój ojciec, Kazik, to był taki dobry człowiek.

KACPER
Tata mówił, że dziadek to był przedwojenny komunista…

BABCIA
Co z tego? On nic nie wiedział, choć był moim mężem, bo jemu też bym zaszkodziła.

ANNA
Ale dlaczego nic nie mówiłaś, jak ojciec zmarł? Przecież bym zrozumiała…

BABCIA
Nic byś nie zrozumiała. To nie były czasy na rozumienie czegokolwiek. Można było tylko być za albo przeciw. Albo siedzieć cicho. Wybrałam to ostatnie.  
(przejście)



SCENA V

KARINA
Babciu, to kim ty  byłaś w końcu -  Niemką, czy Polką?

BABCIA
No wiesz, w papierach – Niemka, ale tak naprawdę – Kaszubka. Ja stąd – urodziłam się w takiej pomorskiej wsi, Prechlau. Dziś nazywa się Przechlewo. To niedaleko Człuchowa. Wtedy mówiliśmy Slochau. Zamek  tam był taki piękny w tym Slochau, pomiędzy dwoma jeziorami.

KARINA
Do dzisiaj stoi, babciu.

BABCIA
To kiedyś był drugi największy zamek krzyżacki, po Malborgu.

KARINA
Malborku  chyba?

BABCIA
Tam wszyscy mieli niemieckie papiery, bo to Rzesza przecież była. To jakie mieliśmy mieć? Gdybyśmy chociaż mieszkali w Chojnicach, to to już była Polska. Kaszubi z jednej strony granicy mieli polskie paszporty, z drugiej – niemieckie. A czasami nawet to jedna rodzina była.

KARINA
Babciu, ale miałaś mi  o swoich rodzicach opowiedzieć.

BABCIA
Twój pradziadek, Bruno, był cieślą. Był z niego zdolny rzemieślnik. Potrzebowali takich. Jak wybuchła wojna, to zaproponowali mu, żeby się przeniósł do Gotenhafen, jak Niemcy już zajęli miasto i port.

KARINA
Potrzebowali, zaproponowali… Ale kto?

BABCIA
No, Niemcy przecież.  Dali rodzicom  ładne mieszkanie, to pojechaliśmy tam. Ja poszłam do szkoły, dostaliśmy nawet z przydziału polską służącą..

KARINA
Jak to z przydziału?  Służącą? Polkę?
BABCIA
Czasy takie, nie ma co się dziwić. Aniela. Prosta dziewczyna. Lubiłam ją nawet, a rodzice ją dobrze traktowali. Nie tak jak prawdziwi Niemcy.

KARINA
To jednak czułaś się wtedy Niemką? To co ja mam tu napisać w tym drzewie genealogicznym?...  Że moja babka to Niemka, i do tego miała polską służącą?   

BABCIA
Najlepiej nic nie pisz, bo tylko kłopoty z tego będą. UB nie śpi. Oni wszędzie mają swoich ludzi…

(delikatne pukanie, ktoś wchodzi)

ANNA
Herbaty wam zrobiłam, bo siedzicie tu i siedzicie. (odgłosy filiżanek itp.)

KARINA
A co to jest UB, Babciu?

BABCIA
No, jak to co? Nie wiesz? Urząd Bezpieczeństwa.

ANNA
Mamo, nie mąć dziecku w głowie. UB to było do 1956 roku. Potem SB. A dzisiaj to już historia.  Na szczęście.

BABCIA
Jaka historia, oni ciągle tu są!  I wciąż mają teczki na każdego.

ANNA
UB? Mamo! Bezpieka to chyba tylko po twojej głowie się pałęta. Dziś to już nie istnieje. Karinko, może już wystarczy tego wywiadu, bo babcia chyba jednak nie czuje się najlepiej?

BABCIA
Ja się doskonale czuję! Jak już zaczęłam coś wyjaśniać, to musimy się z tym zmierzyć do końca. No, pytaj dalej, wnusiu!

ANNA
No, trudno,  jak tam sobie chcesz. Jeśli to ma ci w czymś pomóc, mamo, to może rzeczywiście…. A tobie, Karinko, coś się z tego przyda?

KARINA
No, na razie to chyba nie za bardzo. Co mam napisać?! Że dziadkowie to Niemcy, a babcia śpiewała podczas wojny w operach Wagnera?  

BABCIA
Nie Niemcy, ale Kaszubi z niemieckimi paszportami. To historia nas tak urządziła. I ten Adolf, co granice chciał przestawiać…

ANNA
Już ty  lepiej nic więcej nie mów, Mamo. Milczałaś tyle lat, a teraz nagle…

BABCIA
Tak, milczałam. I teraz muszę to wszystko już w końcu z siebie wyrzucić.

KARINA
Babciu! Ale ta twoja prawda…  to jest  jak jakiś  fejk! Jakbym jeszcze te  sielankowe zdjęcia z czasów  wojny wrzuciła na fejsa, to  od razu  memy by z tobą w roli głównej  zaczęły po sieci  krążyć.  

BABCIA
O czym ty do mnie mówisz? Nie rozumiem! Jaki fejk, jakiego fejsa,  jakie memy?! Co to jest w ogóle? Po polsku proszę do mnie…!

KARINA
Co jest grane?

ANNA
Karinko. Kiedy byłam w twoim wieku Babcia złościła się na mnie tak samo.

BABCIA
Ooo, nie opowiadaj Aniu…

ANNA
Mamo, to nie pamiętasz już, jak się na mnie złościłaś, kiedy opowiadałam ci o big-beacie? Babcia, Karinko, krzyczała : co to za rock and roll ?!  Co to jest? Dokładnie tak samo się wtedy złościła?

BABCIA
No, ale przeczytałaś mi wtedy taki artykuł. W gazecie wyjaśniali, że to dosłownie oznacza „kołysz się i tocz”, i że…



ANNA
Ale ja też ci tłumaczyłam, że big-beat…

BABCIA
Wiem, to tak zwane mocne uderzenie – muzyka młodzieżowa.

ANNA
Ale też na mnie strasznie  nakrzyczałaś, że nie po polsku. A poza tym przekonywałaś mnie, że to w ogóle nie jest sztuka, że tylko muzyka klasyczna się liczy.

BABCIA
Oczywiście: Bach, Beethoven i Wagner.

ANNA
No, może jeszcze Liszt, Vivaldi, Mozart  i Chopin… Tak wtedy mówiłaś!

BABCIA
Tak mówiłam? Prawdę mówiłam! Oczywiście, że Wagner. Wagner jest największy! Nikt nie umiał stworzyć takich oper jak on!

KARINA
I ty śpiewałaś w tych operach Wagnera? W Operze Leśnej w Sopocie?

BABCIA
A śpiewałam, śpiewałam! W całym „Pierścieniu Nibelunga”.

KARINA
Jakim znów pierścieniu?

BABCIA
Takim, który daje władzę nad światem…

KARINA
No to zupełnie jak z Tolkiena.

BABCIA
Z jakiego znów Tolkiena?  Z Ryszarda Wagnera i starogermańskich legend!  A ja śpiewałam w całej wagnerowskiej tetralogii! „Złoto Renu”, „Walkiria”, „Zygfryd” i „Zmierzch bogów”. W każdym z tych przedstawień śpiewałam w chórze!  Jestem z tego dumna.

ANNA
Dumna?

BABCIA
No, tak. Przyznaję się. Stara jestem, nic mi już chyba nie zrobią!

ANNA
Mamo, kogo dziś obchodzi, że śpiewałaś w niemieckich festiwalach wagnerowskich? Co by ci mieli zrobić?!

BABCIA
Ale to wojna była!  Na widowni – głównie niemieckie wojsko. Na pewno mnie gdzieś w aktach mają! Mogli jeszcze po mnie kiedyś przyjść. Teraz też mogą.

ANNA
Kto?!  Po tylu latach?!  Uspokój się, nikt po ciebie nie przyjdzie. Nazywasz się dziś Ewa Matejczyk, i masz czystą kartę!

BABCIA
Ale nazywałam się Gerda Koslowsky. I wszystko pamiętam! Także to, że mój ojciec zginął pod Stalingradem, i to, że  moja matka załatwiła bilet na „Wilhelma Gustloffa”, na pokładzie  którego  mieliśmy uciekać w styczniu 1944.

KARINA
Uciekać?

BABCIA
Tak,  do Niemiec. Przed hekatombą! Przed Czerwonym Iwanem!

KARINA
Czerwonym Iwanem? Mamo, co ta nasza babcia mówi?

ANNA
Przed Armią Czerwoną chcieli uciec. Sowietów wszyscy się bali, nawet Amerykanie.

KARINA
No to co się stało? Popłynęłyście w końcu tym statkiem?

BABCIA
„Wilhelm Gustloff”  stał w porcie, ale matka miała tylko jeden bilet i chciała, żeby to ja nim popłynęła. Sama. Nie zgodziłam się.

ANNA
Obydwie zostałyście wtedy w Gdyni?

BABCIA
Tak. Gdybym nim wtedy popłynęła, to pewnie was by tu nie było.

KARINA
Jak to?

BABCIA
To był koniec stycznia 1945 roku. Było bardzo zimno. W nocy temperatura spadała nawet do -20°C.  Mama paliła już nawet połamanymi meblami, bo brakowało węgla. Spało się w płaszczach.  Ale w dzień wszyscy rozmawiali tylko o tym, jak zdobyć przepustkę na „Gustloffa”.

KARINA
Ale po co?

ANNA
W styczniu 1945 Armia Czerwona była już na linii Wisły. 17 stycznia zajęli to, co pozostało z Warszawy.

BABCIA
Zajęli? Tak jakoś… bardzo delikatnie to  brzmi. Anka, przecież Sowieci wszędzie zostawiali  po sobie spaloną ziemię. Zabijali, grabili, gwałcili. A z Niemcami to się w ogóle  nie patyczkowali. Nikt nie mógł czuć się bezpieczny. Zwłaszcza kobiety. A my z mamą miałyśmy przecież niemieckie papiery. Oni wtedy Polkom też … w Gdyni nie przepuszczali.  

KARINA
Ale co wam ten statek… no…

ANNA
„Wilhelm Gustloff”

KARINA
No właśnie, w czym on mógł wtedy pomóc, ten „Gustloff”?

BABCIA
Mógł pomóc przeżyć! Wszyscy uciekali przed Iwanem, bo nie mogło być nic gorszego!

KARINA
Ale gdzie uciekali? Przecież Niemcy przegrywali wtedy na wszystkich frontach?!

BABCIA
Ale Amerykanie byli tacy… bardziej cywilizowani, więc całe rodziny chciały się dostać do ich niewoli. Do tzw. strefy wpływów amerykańskich. Tam można było się czuć względnie bezpiecznie.

KARINA
No, dobrze i co się stało, że w końcu zostałyście obie w Gdyni?

BABCIA
Mama załatwiła tylko jedną przepustkę – dla mnie. Prosiła, błagała, płakała, żebym popłynęła. 28 stycznia nawet zaprowadziła mnie do portu i zarejestrowała na jakiejś liście wyjazdowej.   Widziałam wtedy przy nabrzeżu ten statek. To był gigantyczny kolos! Ledwo się mieścił w porcie.  

ANNA
Czytałam kiedyś o nim, bo twój tata, zanim  zaczął pływać na statkach, to był płetwonurkiem i raz go zabrali, żeby penetrować wrak „Gustloffa”.

KARINA
To on utonął?

ANNA
To największa katastrofa morska w historii. Tam więcej ludzi zginęło niż na „Titanicu”.  To jeden wielki podwodny cmentarz. Jurek straszne rzeczy opowiadał  po tej wyprawie. O tym, co  wtedy widział pod wodą!

KARINA
Ale co  tata widział? Co tam się  stało?!

BABCIA
To był, Karina, morski gigant – miał ponad 200 metrów. Zwodowano go  z fanfarami w roku 1938. Sam Adolf Hitler przyjechał do Hamburgu na tę uroczystość i  miał na tym statku swój specjalny apartament, gdzie jasna, drewniana podłoga była intarsjowana czarnymi małymi swastykami. Widziałam zdjęcia w takim magazynie -  „Die Möwe”.

ANNA
Jurek mi mówił, że przez całą  wojnę  „Gustloff” cumował w Gdyni, bo obsługiwał tu niemiecką flotę łodzi podwodnych.

BABCIA
28 stycznia byłyśmy z mamą w porcie. Statek miał  wyruszyć następnego dnia. Było na nim wtedy podobno już ponad 10 tysięcy pasażerów – głównie cywili, rodzin, dzieci, rannych i chorych.  I ciągle przyjmowali kolejnych.

KARINA
Ale dlaczego ty nim w końcu nie popłynęłaś?

BABCIA
Moja najlepsza szkolna przyjaciółka, Truda, nie miała przepustki. Może to zadecydowało? Nie chciałam też zostawić samej matki…

ANNA
Nie bałaś się czerwonoarmiejców?

BABCIA
Nie myślałam wtedy o tym. Truda została, to ja też. Zawsze wszystko robiłyśmy razem. Przysięgałyśmy sobie w tajemnicy, że się nigdy nie rozstaniemy.

ANNA
„Wilhelm Gustloff” wypłynął – zgodnie z zapowiedzią – 29 stycznia, ale był tak przeciążony, że zawrócił do portu po kilku manewrach w Zatoce.

BABCIA
Żegnałyśmy go z płacząca mamą na nabrzeżu dzień później.  Na pokładzie byli przecież nasi znajomi i  sąsiedzi. Zostawili nam sporo rzeczy, bo na pokład można było zabrać tylko mały, podręczny bagaż.  Ja też się popłakałam.  Dojście na statek było otoczone przez podwójny kordon żołnierzy z odbezpieczoną bronią. Bo na nabrzeżu koczowały setki ludzi, którzy chcieli się jeszcze dostać na pokład. Kilka razy nawet ci żołnierze strzelali seriami w powietrze, kiedy tłum zaczął zbyt niebezpiecznie na nich napierać.

ANNA
Statek wypłynął ostatecznie tego dnia wieczorem. Okrążył Hel i skierował się na Zachód. Po kilku godzinach, mniej więcej na wysokości  Łeby w kadłub „Gustloffa” trafiły raz za razem 3 torpedy z radzieckiej łodzi podwodnej S-13.

BABCIA
Dowiedziałyśmy się o tej katastrofie dopiero po kilku tygodniach, kiedy do Gdyni dotarło kilku ocalonych. Szczęściarze. Większość rozstrzelali Rosjanie kilka miesięcy później.

ANNA
Statek tonął zaledwie godzinę. Do dziś nie wiadomo, ile osób tam naprawdę zginęło. Uratowało się koło tysiąca.

BABCIA
Jeszcze przez wiele tygodni zwłoki ofiar morze wyrzucało na plaże od Łeby aż po Jastrzębią Górę.  Znajdowano zamarznięte zwłoki matek z małymi dziećmi, a większość znalezionych pochowano bezimiennie i potajemnie na cmentarzu w Ustce.

ANNA
Ostatnią uratowana osobą było żyjące niemowlę, odnalezione siedem godzin  po tragedii na jednej z pustych już łodzi ratunkowych.

BABCIA
A ja wiele lat po wojnie jeździłam na ten cmentarz w Ustce i zawsze zapalałam tam świeczkę. Tylu martwych, dobrych ludzi tam pochowano…

KARINA
Babciu, ale przecież wojna była. To Niemcy!

BABCIA
Ludzie. Cywile. Czemu oni winni?

ANNA
Mamo, ty ich nie żałuj. Dzień po tragedii Gustloffa oddziały SS urządziły w odwecie  ostatnią i największą masakrę w tym rejonie. Pięć tysięcy więźniów z obozu Stutthof, głównie Polaków, spędzono po "Marszu śmierci" na plażę i rozstrzelano. Barka z trupami została zatopiona na Bałtyku. Do dziś  jej nie odnaleziono, podobnie jak i ciał więźniów.

BABCIA
No to mamy dwa morskie cmentarze wojenne. Któryś z nich jest ważniejszy?
Dajcie im wszystkim odpoczywać w spokoju! I mnie też już zostawcie!


SCENA VI

(klasa szkolna, ogólna wrzawa, nauczyciel klaszcze w ręce)

NAUCZYCIEL
No, już, wystarczy tego gadania. Zaczynamy.
Jak tam wasze prace nad drzewem genealogicznym? Kto się podzieli swoimi ustaleniami? Janek?

JANEK
Mój dziadek  walczył w powstaniu warszawskim – w Szarych Szeregach. Miał wtedy 14 lat! Był ranny. Kontynuował wojskowe tradycje rodzinne.  Jego ojciec był porucznikiem i zginął w Ostaszkowie.  Babcia też jest z Warszawy. Ale była jeszcze mała, za to nosiła powstańcom zupę, którą z brukwi gotowała moja prababcia. Wszyscy przeżyli wojnę. I przyjechali na Wybrzeże, bo tu dla nich była Ziemia Obiecana.

NAUCZYCIEL
No, widzicie, jaka piękna historia rodzinna. Karina, teraz może ty?

KARINA
Ja… jeszcze nie skończyłam, proszę pana. Babcia jest bardzo stara i … mało pamięta. Tylko ona pozostała z całej rodziny. Wojnę przeżyła w Gdyni. Pradziadkowie zginęli.

NAUCZYCIEL
A jakieś zdjęcia, metryki, dokumenty? Może tam coś znajdziesz?

KARINA
Tak, tak, cały czas  szukam… Ale wszystko chyba zaginęło podczas wojny.

NAUCZYCIEL
Widzicie, takie … polskie drogi. Taki piękny  film był, serial telewizyjny o losach Polaków podczas wojny. Wzruszający. Wszyscy na sposób walczyli wtedy z Niemcami.

SCENA VII
(odgłosy rodzinnego posiłku przy stole)

ANNA
Mamo, dlaczego się nie odzywasz? Obraziłaś się na nas?

KACPER
Babciu, nałożyć ci surówkę?

ANNA
Nałóż, nałóż. Musi przecież coś jeść.


KARINA
Mamo, pan od wiedzy o społeczeństwie pytał mnie dziś o to drzewo genealogiczne. Powiedzcie, co mam z tym z zrobić?

ANNA
No, widzisz mamo, jak narozrabiałaś? I co teraz? Przecież twoja wnuczka  nie może napisać, że za okupacji byłaś Niemką?

KACPER
Karina, a nie możesz ściemnić, że babcia wojnę przeżyła na Wybrzeżu, jako służąca,  a dziadka poznała dopiero po wojnie?  I już… Coś tam przecież wymyślisz. Nikt się nie zorientuje.

KARINA
Jasne, że mogę… I tak mamy z tym zostać?  Takie drzewo  genologiczne  -przecież to życie naszej rodziny. Mamy o wszystkim zapomnieć?

SCENA VIII

(przejście wnętrze – wnętrze. Klasa szkolna. Lekcja. )

NAUCZYCIEL
Piękne prace, piękne historie. Naprawdę. Można z tego książkę złożyć. Ale najbardziej poruszyła mnie praca  Kariny. Przeczytasz?

KARINA
Wolałabym nie. To osobiste.

NAUCZYCIEL
Ale warto by było o tym porozmawiać… możemy? Wobec tego ktoś inny  przeczyta, a potem o tym porozmawiamy? Nie masz nic przeciwko temu?

KARINA
Nie wiem. Wszystko to napisałam, żeby kogoś uwolnić od lęku.

NAUCZYCIEL
To może Janek? Masz tu wypracowanie Kariny. Przeczytaj te zaznaczone przeze mnie  fragmenty.

JANEK (czyta)
Wspomnienia się  nie starzeją i tak naprawdę nie można ich wymazać z pamięci. Prędzej czy później zawsze powrócą. Trzeba z nimi żyć w przyjaźni. Nawet z tymi bolesnymi. One uczą nas więcej, niż te kolorowe, radosne.

NAUCZYCIEL
Poczekaj chwilę, Janek, bo to ważne zdania. Wspomnienia i pamięć budują naszą tożsamość.  Człowiek bez wspomnień jest uboższy, niepełny.

JANEK
Nawet wtedy, jak te wspomnienia kogoś ranią?

NAUCZYCIEL
Sądzę, że zwłaszcza wtedy – takie najwięcej uczą. Czytaj dalej.

KARINA
Przepraszam, panie profesorze. Chyba jednak powinnam sama to odczytać. Przecież to jest moja historia.

NAUCZYCIEL
No to,  próbuj. Czekamy.  

KARINA
Całe swoje życie myślałam, że moja babcia to Ewa Matejczyk. Ale to tylko jej powojenna połowa. Druga  połowa  to Gerda Koslowsky. Jej matka nazywała się Brunhilda, a ojciec Bruno.  Był  cieślą. Byli Kaszubami z miejscowości Prechlau. To była III Rzesza. Dlatego mieli niemieckie papiery. Żyli tam sobie spokojnie. Kilka kilometrów od Prechlau była granica polsko-niemiecka. Kilkanaście kilometrów dalej, w Swornychgaciach mieszkał brat pradziadka Bruna, Gerard.  On działał w Gryfie Pomorskim, był w oddziale partyzanckim. Aresztowany,  trafił  do obozu koncentracyjnego w Stutthofie. Wiadomo, że przeżył tam niemal do końca wojny. (przerywa)

NAUCZYCIEL
Dalej  może jednak Janek. Odetchnij, Karina. O tu.

JANEK
Kiedy zbliżała się Armia Czerwona, Niemcy chcieli zatrzeć ślady swoich zbrodni w obozie. Kilka tysięcy żyjących jeszcze więźniów tego obozu, wśród nich był też Gerard Kozłowski, zorganizowano w kolumny i poprowadzono na Zachód w tzw. Marszu Śmierci. Głód, choroby, mróz zdziesiątkowały tę grupę.  Później pozostałych jeszcze przy życiu rozstrzelano na plaży, a ich trupy na jednym z kutrów zatopiono w morzu. Nie wiadomo, czy Gerard zginął podczas marszu, czy go rozstrzelano, bo jego ciała nigdy nie odnaleziono. Jego brat,  a mój pradziadek  zginął na froncie wschodnim, podczas oblężenia Stalingradu, wcielony do Wehrmachtu.  I też nikt nie wie gdzie jest jego grób.

NAUCZYCIEL
Widzicie, jak wojna poplątała ludzkie losy. Jeden brat walczył jako polski partyzant, drugi – siłą wcielony do niemieckiego wojska, zginął w hitlerowskim  mundurze. Karina, czytasz dalej?  Czy może teraz poczytacie na zmianę…

JANEK
Dalej ze mną?

NAUCZYCIEL
Tak. Proszę…

KARINA
Moja babcia mieszkała przez całą wojnę w Gdyni, która wtedy nazywała się Gotenhafen. Truda  - to była najbliższa szkolna  przyjaciółka mojej babci. Razem śpiewały w chórach operowych podczas festiwali wagnerowskich w sopockiej Operze Leśnej. Przez całą wojnę. Ostatni raz latem 1944 roku. Na widowni siedział wtedy generał Erich von dem Bach Zelewski – o polskim nazwisku i korzeniach - spod Wejherowa. W Gotenhafen, Danzig i Zoppot nadzorował wtedy budowę obronnych fortyfikacji. I właśnie  tu -  w Casino Hotel (czyli dzisiejszym sopockim Grand Hotelu)  otrzymał  rozkaz krwawego rozprawienia się z warszawskim powstańcami. Z widowni Opery Leśnej i eleganckiego hotelu przeniósł się  wprost na ulice walczącej  Warszawy.

NAUCZYCIEL
Musicie wiedzieć, ze Niemcy już wtedy rozumieli , że trzeba jak najbardziej opóźnić nieuchronny marsz Armii Czerwonej na Berlin. A poza tym były tu  dwa ważne porty na Zatoce i lotnisko.  I dlatego Gdańsk i  Gdynię zmieniono wtedy w warowne twierdze, których Hitler kazał później bronić do ostatniego żołnierza. A kiedy Rosjanie przekroczyli już linię Wisły, wtedy dopiero zaczęła się panika. Pamiętacie, kiedy w końcu Warszawę odbito Niemcom?

JANEK
17 stycznia 1945 roku.  

NAUCZYCIEL
Tak jest. A 30 stycznia  wypłynął z gdyńskiego portu ostatni statek ewakuacyjny z cywilami. To był „Wilhelm Gustloff”. Storpedowany przez sowiecki okręt podwodny tego samego dnia. Dziś leży głęboko na dnie nieopodal Łeby. To największy morski cmentarz świata. Może gdzieś obok leży na dnie również ta barka z zabitymi więźniami obozu Stuthoff?



KARINA
Truda nie dostała się na statek, a babcia – mimo przepustki – odmówiła swojej matce wejścia na „Gustloffa”. Dzięki temu przeżyła. Truda z młodszą siostrą, Igą i mamą mieszkały na poddaszu tego samego domu, co babcia.
Ale jak do Gdyni wkroczyli Rosjanie, wchodzili po kolei do każdego mieszkania. Żołnierze rabowali wszystko, co się dało unieść, a kobiety – gwałcili. Babcia ukryta w bieliźniarce, słyszała, jak znęcają się nad jej matką. Na końcu przebili ją dwa razy bagnetem. Czerwonoarmiści pobiegli później  na poddasze. Babcia słyszała tylko przejmujące krzyki Trudy, jej młodszej siostry i matki.  

NAUCZYCIEL
Karina, te wspomnienia musiały dużo kosztować twoją babcię.

KARINA
Nie tylko ją. Moja mama też  bardzo to przeżyła. I ja. Ale jakoś się z tym wszyscy uporaliśmy.

NAUCZYCIEL
No, to czytaj do końca.

KARINA
Moja prababcia umierała w męczarniach na rękach swojej córki. Skonała nad ranem. Przedtem babcia musiała jej przysiąc, że nigdy nie opowie nikomu co się stało. Babcia bała się wyjść z domu, bo wszędzie grasowali pijani żołnierze. Ale z okien ich mieszkania widać było spacerową ulicę przed domem, prowadzącą w stronę morza. I fragment plaży. Kiedy już się rozwidniło, na tej alejce, gęsto obsadzonej drzewami, pojawiła się nagle w kwiecistej, letniej  sukience matka Trudy i Igi.  Trzymała swoje córki za ręce. One też były ubrane w cienkie, kretonowe, odświętne i kolorowe sukienki. A tego ranka było naprawdę bardzo zimno. Babcia chciała otworzyć okno, coś krzyczeć, ale się bała. Widziała, jak matka prowadzi swoje dzieci na plażę. Tam wszystkie trzy zdjęły buty i na bosaka podeszły do morskiego brzegu. Bez lęku, ciągle trzymając się za ręce,  weszły do wody i coraz głębiej się w niej zanurzały. Gdyby nie te kwieciste sukienki, prawie by ich nie były widać. W końcu przykryła je całkowicie woda. Nie walczyły o życie, nie próbowały się nawet ratować, poddały się falom. Tylko na brzegu wciąż czekały na nie trzy pary eleganckich trzewików.
(przejście)
SCENA X

ANNA
Karina! Co tam w szkole? Prezentacja drzewa genealogicznego była?

KARINA

Była.

ANNA
I jak ci poszło, córciu?

KARINA
Musiałam się z  tym zmierzyć.

ANNA
Zaraz – „zmierzyć”?

KARINA
Mnie te babci wspomnienia babci zaczęły prześladować.  Musiałam się od nich uwolnić.

ANNA
Coś w tym jest. Też chcę się od nich uwolnić. No, ale babcię wyswobodziłaś. Dziękuję!

KARINA
Lepiej późno niż wcale.

ANNA
I teraz jesteśmy silniejsi – jako rodzina.

KARINA
I bogatsi.

ANNA
A mnie, głupiej, nigdy nie przyszło  do głowy pytać babci wcześniej o to wszystko…
(przejście)

SCENA XI

KARINA
Babciu, i jak się czujesz?

BABCIA
Jeszcze żyję.


KARINA
To wszystko moja wina. Przepraszam…

BABCIA
Nie, Karinko, nie twoja. To sprawa historii. I  właściwie - moja.

KARINA
Raczej naszej rodziny…

BABCIA
Wy jesteście tylko przypadkowymi ofiarami.

KARINA
Ale gdyby nie to nieszczęsne drzewo genealogiczne… nigdy bym nawet nie wiedziała, że jest taki kuferek…

BABCIA
Ten kuferek to wszystko, co mi pozostało z prawdziwej tożsamości. Nie masz  mnie za co przepraszać! Odzyskałam wspomnienia. To ja ci, dziewczyno, dziękuję.

KARINA
Ale co teraz zrobisz?

BABCIA
Ze wspomnieniami?

KARINA
Właśnie.

BABCIA
Trzeba je pochować razem ze mną.

KARINA
Nie masz do mnie żalu?

BABCIA
Ale o co, wnusiu? To moje  wspomnienia i moje życie. Tylko nie miejcie do mnie żalu, że je przez tyle lat ukrywałam. Zresztą wspomnienia się nigdy nie starzeją.


KARINA
One są młodsze od ciebie i na zawsze już takie pozostaną. A teraz to już chyba stały się nasze, rodzinne.

BABCIA
A zrobiłaś  to, o co prosiłam?

KARINA
O co chodzi?

BABCIA
Znalazłaś to miejsce?

KARINA
Myślę, że tak..

BABCIA
Pokazałam ci na mapie.

KARINA
Ta okolica nie zmieniła się od tamtych czasów.

BABCIA
I…

KARINA
Wrzuciłam tam ten twój kuferek do morza.  Tak jak chciałaś. Tylko nadal  nie rozumiem dlaczego?

BABCIA
Byłam to winna Trudzie, jej mamie i siostrze. I mojej mamie.

KARINA
Ale to  były jedyne w końcu jakieś namacalne ślady przeszłości. Zdjęcia, dokumenty. Tyle lat je ukrywałaś. I nigdy ich już przecież  nie odzyskasz.

BABCIA
One nie są potrzebne.

KARINA
Jak to nie są? To dowody, że twoja historia jest prawdziwa, a nie wymyślona


BABCIA
Przeszłość nigdy nie przemija. Tkwi w każdym z nas. A fotografie czy dokumenty….

KARINA
Ale nie szkoda ci tego  kuferka?

BABCIA
Kuferek był prezentem od Trudy. I do niej wrócił.

KARINA
A jeśli woda go wyrzuci z powrotem na brzeg?

BABCIA
Nie wyrzuci. Wiem, ze Truda na niego czeka.  

KARINA
A jeśli nie?

BABCIA
Morze ma swoje tajemnice.

KARINA
Zupełnie jak człowiek.

BABCIA
Ale człowiek przemija, morze jest wieczne.


KONIEC

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

W obiektywie Macieja Kostuna


2_neptun.jpg

Sport w szkole

Ta witryna korzysta z plików cookie. W ustawieniach swojej przeglądarki internetowej możesz w każdym momencie wyłączyć ten mechanizm. W celu pozyskania dodatkowych informacji na ten temat zobacz informacje o cookies.
OK, zamykam