Dobrobyt i nepotyzm - prezydenckie majątki 2016 » Paweł Adamowicz zarobił w gabinecie miejskim ponad 300 tys. zł w 2016 - niemal połowa tej kwoty to w... Radni PiS o "sejmiku sejmików" i plamie Struka » W Łodzi odbył się I Kongres Sejmików Województw RP „Samorządowe oblicza regionów”, zorganizowany prz... "Usłyszeć obraz" - zgłoś się na szkolenie z audiodeskrypcji » CSW ŁAŹNIA zaprasza do wzięcia udziału w bezpłatnym szkoleniu z audiodeskrypcji, realizowanym już po... 8. Warszawskie Targi Książki » Około 75 000 osób odwiedziło 8. Warszawskie Targi Książki, odbywające się na PGE Stadionie Narodowym... Spotkanie ze świadkiem historii: Andrzej Kołodziej » W czwartek 1 czerwca 2017 roku o godzinie 18.00 Forum Młodej Prawicy wraz z Gdańskim Klubem Sportowy... Tenisowe rugby w Sopocie - set dla SKT » Elżbieta Jakubiak, b. minister sportu i szefowa gabinetu prezydenta Lecha Kaczyńskiego, ustanowiona ... Sławomir Neumann: Od Pomorza rozpoczęliśmy "odbijanie" Polski » Ze Sławomirem Neumannem, przewodniczącym Klubu parlamentarnego Platformy Obywatelskiej i liderem PO ... 40-lecia Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego Nr 2 w Gdańsku » „Przeszłość to dziś – 40 lat zatrzymane w kadrze” było hasłem przewodnim obchodów XI Pomorskiego Dni... Gedania - prezydent rozwiązuje umowę użytkowania i składa zawiadomieni... » Sprawa terenów Gedanii od dawna wzbudzała olbrzymie emocje. Ostatnie liczne publikacje nie jako zmus... Czarzasty: Nie pójdziemy z Wami do wyborów, bo jesteście kłamczuch » Włodzimierz Czarzasty, przewodniczący SLD, spotkał się z przedstawicielami mediów w Gdańsku.W pierws...
Reklama

Ocena użytkowników: / 23
SłabyŚwietny 
poniedziałek, 27 października 2014 18:37

Z gdańską malarką Magdą Heydą Usarewicz, pamiętającą jeszcze czasy „szkoły sopockiej” rozmawia Stanisław Seyfried


- Kiedy w 1951 roku  zdawała pani egzamin do szkoły plastycznej w Sopocie, przez polskie środowiska twórcze przewijała się dyskusja na temat krytyki literackiej i artystycznej. Rada Kultury i Sztuki zwracała się wówczas do wszystkich instytucji kulturalnych i artystycznych z apelem „pogłębienia walki o żarliwą, marksistowską, ugruntowaną na metodzie realizmu socjalistycznego oraz na doświadczeniach i osiągnięciach nauki i sztuki radzieckiej – krytykę literacką i artystyczną.” Był to dalszy ciąg ogłoszonej w 1949 roku na IV Zjeździe Delegatów ZPAP w Katowicach  przez  Włodzimierza Sokorskiego polityki  „bankructwa sztuki mieszczańskiej” i włączenia się artystów do walki o socjalizm. ”Szkoła sopocka” w pewnym sensie właśnie taką postawę wobec socrealizmu prezentowała. 
Magda Heyda Usarewicz: Tak , ale my w szkole, aż tak bardzo tego nie odczuwaliśmy. Owszem było to wspólne malowanie obrazów, ale przecież to nie miało sensu. Narzucanie tematów w końcu musiało się skończyć, wszystko samo się rozleciało. Uważam, że przeszliśmy przez ten okres bezboleśnie. Te bzdury , których często słucham  na temat „szkoły sopockiej” to brednie. Większość moich zdolnych  kolegów, malowała tak samo dobrze zarówno przed,  jaki po tym okresie. Potem przyszedł „Arsenał” i sztuka zaczęła rozwijać się w zupełnie nowym kierunku. Weszliśmy w okres malarstwa Piotra Potworowskiego i magię naszych teatrzyków. ( Bim-Bom, Teatr Romualda Frejera „Co-To”, Teatr Galeria Jerzego Krechowicza – dop. St. Seyfried)


alt



- Cofnijmy się jednak do początku studiów. To były pani ostatnie trzy lata akademickie w Sopocie, bowiem w 1954 roku uczelnia przeniosła się już do Gdańska.
Magda Heyda Usarewicz: Jeszcze nie od razu, te przenosiny trwały parę lat. Malarstwo przeszło pierwsze, ale tkanina i ceramika jeszcze długo mieściły się na ulicy Obrońców Westerplatte. Pamiętam, że egzamin do szkoły zdawałam w pawilonie rzeźby nad morzem, obok Grand Hotelu. Tam wówczas znajdowały się dwie pracownie rzeźbiarskie profesora Stanisława Horno-Popławskiego i profesora Adama Smolany. Rysunek na pierwszym roku mieliśmy w „Rotundzie” naprzeciwko mola, zajęcia prowadził Zygmunt Karolak a jego asystentami byli Bohdan Borowski i Władysław Jackiewicz. Pracownie malarskie  przylegały do rotundy. Mieszkałam wtedy w Oliwie przy ulicy Leśnej obok profesora Zdzisława Kałędkiewicza. Pamiętam, że ciągle spóźniałam się na zajęcia. Powoli uruchamiano wówczas SKM, często jednak jeszcze dojeżdżaliśmy pociągami dalekobieżnymi. Profesor Karolak drobiazgowo odnotowywał moje spóźnienia w swoim kajeciku. Byłam w pracowni fantastycznego człowieka, wielkiej kultury nauczyciela, profesora Stanisława Teisseyre. Malarza, który był światowcem, jeżdżącym po Europie. Przekazywał nam studentom nowinki ze świata sztuki w barwnych opowieściach. Często w wakacje jeździł z nami na plenery kaszubskie do Ostrzyc. Profesor na początku dużą wagę przykładał  do rzetelnego podejścia do nauki malowania. Uważał, że najwłaściwsze jest zdobycie najpierw solidnych podstaw, a więc obowiązywały normalne ćwiczenia rysowania martwych natur, aktów i portretów. Przedwojenna dobra szkoła. Pamiętam, że dużo zajęć prowadziła z nami  niezwykłej urody, jego asystentka Teresa Pągowska. Nasi profesorowie byli w większości postimpresjonistami. Prezentowali wizję czysto malarską, kolor odgrywał podstawową rolę. Moje malarstwo do dziś opiera się na kolorze, do tej pory uważam, że to jest podstawa dobrego malowania, dopiero potem forma, ale głównym budulcem jest barwa.


- Niewątpliwie osobą, która zmieniała wam patrzenie na sztukę był przybyły w 1958 roku z Anglii Piotr Potworowski, kapista rozumiejący to malarstwo lecz do końca nie akceptujący postawy Jana Cybisa i reszty kolorystów. W zastanej sytuacji próbował w Sopocie dokonać połączenia starych postimpresjonistycznych przyzwyczajeń z coraz śmielej pojawiającymi się wątkami sztuki nowoczesnej. Sam postawie tej nadał  określenie „modernizowanie koloryzmu”.
Magda Heyda Usarewicz: Ale to było też malowanie kolorem, lecz rzeczywiście zaczęliśmy poszukiwać czegoś nowego, mniej zdefiniowanego. Potworowski dbał o wysoki poziom malowania. Zachowanie właściwych relacji między rysunkiem, kolorem, formą. To nie było „piłowanie” obrazu do końca. Mój mąż w połowie lat 50-tych był asystentem profesora Jana Cybisa. Jego postawa też się zmieniała, on poszedł jednak w trochę inna stronę,  bardziej oscylował w kierunku konstruktywizmu. Tworzył za pomocą kontrastu form, lecz kolor też miał znaczenie. Właśnie ten moment, tych kilku różnych  wrażliwości  otaczających mnie,  w mojej  drodze do sztuki odegrał podstawową rolę. Nagle myślenie o obrazie,   nabrało innego wymiaru. Formy,  które spotykałam w naturze jakoś  inaczej zaczęły jawić  się na płótnie, cała rzeczywistość stawała się jedynie inspiracją. Czasami  rzeczy zauważane kątem oka, zupełnie niepozorne, przy malowaniu wracały już w zupełnie innym przekazie. To wynik pewnej refleksji, wrażenia wywołanego i zapamiętanego, ale oddanego w obrazie już w nowej rzeczywistości  i z innymi skojarzeniami. Obraz powstawał z nierzeczywistych form, istniejących jedynie w myślach lecz jawiących się w refleksyjnym odbiciu. To malowanie zapamiętanych wrażeń. Cała moja twórczość, pewnie tak jak u większości artystów przebiegała pewnymi etapami. Też przechodziłam przez modę na eksperymentowanie z różnymi materiałami. Ostatnio powracam do łączenia ze sobą różnych form, pojawia się malarstwo figuratywne, uwielbiam współczesną architekturę, teraz właśnie ona mnie inspiruje. Ostatnie cykle poświęcone są właśnie architekturze.


alt



alt

Magda Heyda Usarewicz, Cykl Architektura, oleje, 2010


- Niepostrzeżenie przeszliśmy do dnia dzisiejszego. Skoro tak, to przychodzi mi na myśl  smutna refleksja związana z ostatnią śmiercią gdańskiej malarki, pani przyjaciółki Urszuli Ruhnke Duszeńko i problem zachowania w pamięci naszych wybitnych artystów.
Magda Heyda Usarewicz: To smutne. Urszula odeszła, a w ubiegłym roku profesor Rajmund Pietkiewicz. Pokolenie moich wspaniałych kolegów  powoli odchodzi. To wielkie postaci naszego wybrzeżowego malarstwa, za chwilę zapomnimy o nich.


- Co w takim razie możemy zrobić, aby zachować w pamięci tych znakomitych malarzy?
Magda Heyda Usarewicz: Trzeba przyznać, że nasz ZPAP organizuje cykl wystaw zatytułowany „Ocalić od zapomnienia”. Bardzo rzetelnie przygotowują katalog  i organizują wystawy - to sporo, ale wydaje się, że mimo wszystko jeszcze za mało. Warto również zachować w pamięci miejsca związane z nimi, choć tablicę pamiątkową umieścić na domu czy pracowni, i tu liczyłabym na miasto, może szkołę, muzeum lub środowisko. Uważam również, że spuścizna po naszych artystach powinna być lepiej zabezpieczona. To duży problem, zostaje kolekcja obrazów czasami bardzo cenne dokumenty i precjoza. Często rozprzedawane jest to wszystko za grosze i trafia w spekulacyjne ręce. To jest nasza historia. Mogłabym podać wiele przykładów rozpłynięcia się cennych kolekcji naszych ważnych i znanych artystów. Apeluję zatem, ta sprawa jest ważna i trzeba się nią szybko zająć.


alt

Magda Heyda Usarewicz, Pejzaż wpisany III, olej, 2008


- Na zakończenie powróćmy jeszcze do sztuki. Zapewne obserwuje pani działania naszej młodzieży artystycznej. Co sądzi pani o nowych trendach w sztuce?
Magda Heyda Usarewicz: Przepraszam, ale to zupełnie do mnie nie trafia. Jestem wychowana na innej szkole, kończyłam studia malarskie w zupełnie innej konwencji. Czasami coś się ociera o prawdziwą sztukę, ale to wyjątki. Jak widzę te video pokazy, te obnażania się, zupełnie nie rozumiem czemu to ma służyć, te rzeźby, to wszystko, jakieś kompletne nieporozumienie. Często jeszcze obserwuję dobre rzeczy w fotografii. Właściwie czasami człowiek zaczyna się zastanawiać i pojawia się problem, a może to jest dobre, tylko ja już tego nie pojmuję. Tak też może być.
Stanisław Seyfried


 Inne artykuły związane z:
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Galeria Sztuki Gdańskiej


p1270192.jpg

W obiektywie Macieja Kostuna


wp_20170320_09_50_25_pro.jpg

Sport w Szkole

Ta witryna korzysta z plików cookie. W ustawieniach swojej przeglądarki internetowej możesz w każdym momencie wyłączyć ten mechanizm. W celu pozyskania dodatkowych informacji na ten temat zobacz informacje o cookies.
OK, zamykam