Tydzień protestów przeciwko zmianom w sądownictwie » W niedzielę minął tydzień od rozpoczęcia protestów przeciwko uchwaleniu ustaw o Krajowej Radzie Sądo... Andrzej Duda wetuje – zaczyna się nowy rozdział prezydentury » – Nie ma u nas tradycji, by prokurator generalny mógł ingerować w pracę Sądu Najwyższego, nie wspomn... Pytania do sądu w sprawie SKT » Od wielu miesięcy opisujemy sprawę dziwnego zamachu prezydenta Sopotu Jacka Karnowskiego na Sopocki ... Kolacja w Palacio de Cibelos w cenie wody w Gdańsku » Sekretarz miasta w Gdańsku Danuta Janczarek ukryła przed radnymi opozycji niewygodne fakty związane ... Gdańsk 9 lipca 1936 w "Gazecie Gdańskiej" » Gdańsk 9 lipca 1936 roku na... łamach ówczesnej "Gazety Gdańskiej": dziennikarze na czołówce informu... Tłumy gdańszczan towarzyszyły Wiliamowi i Kate » Brytyjski następca tronu książę William z księżna Kate na kilka godzin odwiedzili Gdańsk. Przyjazd k... 757. Jarmark Św. Dominika z nowościami » Nowa formuła i miejsce otwarcia oraz zakończenia, przekroczenie Motławy, trzy trasy zwiedzania Gdańs... Elżbieta Jakubiak: Prezydent narusza prawa SKT » Rozmowa z Elżbietą Jakubiak, przedstawicielem SKT do prowadzenia spraw klubu i jego reprezentacji- J... Fundacja Kropelka Energii rozpoczęła działalność » Funkcjonujący od 2012 roku Nieformalny Klub Honorowych Dawców Krwi ENERGA „Kropelka Energii”, działa... Adamowicz w Madrycie – synergia czy korozja? » Prezydent Paweł Adamowicz nie ujawnia radnym kwoty dofinansowania ze strony Saur Neptun Gdańsk do ki...
Reklama

Lechia nie złożyła broni. Mało tego, wytoczyła armaty, którymi pokazała, że i Lech, i Legia, muszą się mieć na baczności. Cztery mecze, dziesięć punktów, siedem bramek strzelonych, zero straconych. To musi budzić respekt. A Jagiellonia? Gdańszczanie znów pokazali jej miejsce w szeregu.


* * *

Lechia Gdańsk: Dusan Kuciak, Mario Maloca, Joao Nunes, Jakub Wawrzyniak (Paweł Stolarski 74'), Steven Vitoria, Simeon Sławczew, Lukas Haraslin, Milos Krasić, Rafał Wolski, Sławomir Peszko (Flavio Paixao 85'), Marco Paixao (Grzegorz Kuświk 78')


Jagiellonia Białystok: Marian Kelemen, Ziggy Gordon (Przemysław Frankowski 56'), Ivan Runje, Guti, Piotr Tomasik, Taras Romanczuk (Karol Świderski 82'), Rafał Grzyb, Arvydas Novikovas, Konstantin Vassiljev (Damian Szymański 65'), Fedor Cernych, Cillian Sheridan


Bramki: M. Paixao (17' – k., 25' – k., 48'), Haraslin (89')


* * *


Ależ się porobiło. Absencja Janickiego i Borysiuka wymusiła na Piotrze Nowaku dość znaczące roszady w pierwszej jedenastce. I tak, na boisku zameldowało się czterech obrońców. O ile jeszcze obecność Joao Nunesa nie dziwi, bo grał dotąd dość przyzwoicie, o tyle Vitoria zakrawa na sabotaż. Bo Kanadyjczyk nie miał – delikatnie mówiąc – najlepszych występów. Najpewniej jednak znalazł się w składzie po to, by pilnować równie wysokiego Sheridana. Nunes zaś ma też iść czasem trochę do przodu, żeby pomagać Sławczewowi w środku pola. W związku z takim ustawieniem na murawie zabrakło Flavio, ale biorąc pod uwagę jego ostatnią dyspozycję, trudno to kwalifikować w kategorii osłabienia.


Na Stadionie Energa mogliśmy się spodziewać wojny. Bo obie drużyny wiedziały o co walczą. Ale kto miał wygrać – Lechia, która w trzech ostatnich meczach nad morzem strzeliła „Jadze” dwanaście bramek tracąc tylko jedną? Czy białostocczanie, którzy mają świetną serię dziesięciu meczów bez porażki z rzędu? Wojna taktyczna czy na noże – szybko poznaliśmy odpowiedź.


Szło na noże. Wióry leciały. Jednak głównie ze strony Jagiellonii, która jak wściekła rzuciła się na gospodarzy. W pierwszej połowie miała aż siedem rzutów rożnych, gdzie gdańszczanie ani jednego. Plus do tego mnóstwo dośrodkowań z gry i rzutów wolnych. Ale nic to nie przyniosło. Zagrożenie było, pewnie, jednak albo nic z niego nie wynikało, albo świetnie bronił Kuciak. Lechia również grała szybko, wyprowadzała niezłe kontry, ale nie mogła przegryźć się przez dobrą obronę białostocczan.


To jednak udało się zrobić w zaledwie dwóch akcjach, w odstępie zaledwie ośmiu minut. Najpierw w 17. minucie w jedenastce cwanie oszukał Gordona Peszko. To już drugi mecz Szkota w Gdańsku, w którym sprokurował rzut karny. Potem w 25. minucie równie cwanie zachował się Wawrzyniak, który wymusił faul Novikovasa. Dwa karne, dwie bramki. Dwa razy bardzo pewnie Marco Paixao. A to oznacza, że po prawie sześćdziesięciu latach udało mu się pobić rekord Czesława Nowickiego, który wynosił trzynaście bramek w sezonie. Portugalczyk ma jedną więcej, a meczów jeszcze kilka zostało. Ba, chociaż druga połowa!


Cóż, pierwsza odsłona pokazała, że piłka nie jest oczywista. Jagiellonia chciała, szarżowała, próbowała. A Lechia mądrze poczekała, dostała co chciała i mogła schodzić z dwubramkowym prowadzeniem do szatni. Warto też zaznaczyć, dobrze funkcjonowała obrona. Z gry wyłączony zostali Vassiljev i Sheridan, dobrze piłki rozgrywali Sławczew, Wolski i Krasić, a reszta dostosowała się do bardzo wysokiego poziomu. Dlaczego jednak nie było go z Koroną? Tego nie wie nikt. A można było odskoczyć. Nie ma jednak co gdybać. Biało-zieloni znów pokazywali, że Jagiellonia to dla nich żadna mara.


Druga połowa rozpoczęła się idealnie dla lechistów. Wolski do Peszki, Peszko do Marco i Portuglaczyk ustrzelił hat-tricka. 3:0. Po meczu. Jagiellonia stanęła. Nic już się jej nie chciało. Sporadycznie starała się odgryzać, ale widać było jak ogromna różnica piłkarskich poziomów jest między obiema drużynami. Lechia grała już na luzie, mądrze, nie szarżowała. Mogło się skończyć jeszcze większym pogromem, ale czasem ponosiła fantazja i koronki kończyły się ostatecznie na którejś z nóg obrońców z Białegostoku.


Na boisku nie działo się już tak naprawdę nic. Aż do końcówki. Na chwilę przed końcem Lukas Haraslin popełnił głupi faul na Cernychu i ujrzał kartkę, która eliminuje go z meczu z Lechem. Szkoda, bo chłopak jest w niesamowitej formie. Pokazał to w 89. minucie. Wściekły, niesiony chęcią rehabilitacji, pomknął prawą stroną położył dwóch obrońców i nie chciał podawać do Kuświka i Wolskiego stojących w pustej bramce. Oszukał jeszcze Kelemena i ustalił wynik na 4:0.


Pogrom. Po prostu. Biało-zieloni chyba chcieliby grać tylko z Jagiellonią. Cztery mecze, stosunek bramek 16:1 – deklasacja.


Gdańszczanie zrehabilitowali się za wpadkę z Koroną i pozostają w grze o tytuł. I to w jakim stylu. Przetrwali nawałnicę Jagiellonii i zaczęli grać swoje. Naprawdę miło się na to patrzyło od okolic 25. minuty pierwszej połowy. Brawo, oby tak dalej!


Patryk Gochniewski

Related news items:
Newer news items:
Older news items:
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Galeria Sztuki Gdańskiej


p1270867.jpg

W obiektywie Macieja Kostuna


wp_20170501_12_43_56_pro.jpg

Aktywne lato z GOKF i ENERGĄ

Ta witryna korzysta z plików cookie. W ustawieniach swojej przeglądarki internetowej możesz w każdym momencie wyłączyć ten mechanizm. W celu pozyskania dodatkowych informacji na ten temat zobacz informacje o cookies.
OK, zamykam