Oddział udarowy otwarty po remoncie » Po 12 miesiącach remontu, a właściwie budowy od nowa, otwarto oddział udarowy Szpitala im. Mikołaja ... Społeczność Ormiańska ma swoją siedzibę w Gdańsku » Na uroczystości związane z otwarciem siedziby Ormian w Gdańsku przybył specjalnie z Erywania arcybis... Polacy korzystają z ostatnich tygodni sezonu » Końcówka lata i początek jesieni to czas korzystania z ofert last minute. Polacy coraz chętniej mies... Sportowe Twarze Gdańska - Twarzami AWFiS » Łukasz Przybytek, Paweł Kołodziński, Miłosz Jankowski, Mateusz Biskup, Piotr Myszka - to piątka sp... Nocne burze nad Polską. Trójmiasto szczęśliwie bez ofiar, pomorskie na... » W nocy z piątku na sobotę nad Polską przeszły intensywne burze. W Trójmieście na szczęście skończyło... "Drużba" Karnowskiego » Słabą ma pamięć Jacek Karnowski. Pomawiając działaczy SKT o powiązania rosyjskie - sam zapomniał, że... „Cud nad Martwą Wisłą” w CSW ŁAŹNIA 2 » Piątą edycję festiwalu „Cud nad Martwą Wisłą” adresowana jest do dzieci, młodzieży i dorosłych, któr... Daniel Obajtek: 3 milionowy klient, 448 milionów zysku » Podczas warszawskiej konferencji prasowej Grupy Energa S.A. poinformowano o uzyskaniu 3 milionowego ... Konstytuanta. Pierwsza debata ustrojowa odbędzie się w Gdańsku » Debata, która de facto rozpoczyna merytoryczną dyskusję jak powinna zmieniać się polska ustawa zasad... Rowerzysta gdański uprzywilejowany » Gdańsk od wielu lat uważany jest za najbardziej przyjazne dla rowerzystów miasto w Polsce. Interesów...

Zapowiadane ulewne deszcze i silne burze na szczęście ominęły Kosakowo w pierwszy dzień Open'era. Niestety, rozpoczęcie festiwalu przebiegło w raczej nudnej atmosferze.


Zacznijmy od rzeczy, które sprawiły festiwalowiczom najwięcej radości. Przede wszystkim pogoda. Jakimś dziwnym trafem, wiatr nad Babimi Dołami nagle zmienił kierunek na bardziej północny, dzięki czemu ciemne deszczowe chmury zostały przesunięte w głąb lądu. Naprawdę wielkie to szczęście, bo gdyby jeszcze do tej sennej atmosfery dorzucić strugi deszczu, to nic, tylko się pociąć.


Muzycznie najjaśniejszymi punktami byli dwaj wykonawcy. Pochodzący z Wielkiej Brytanii Michael Kiwanuka oraz duet Royal Blood. Zacznijmy od tych drugich, bo to oni pojawili się wcześniej. Po godzinie 18, na głównej scenie festiwalu. I zagrali rewelacyjnie. Muzyka oparta jedynie na sekcji rytmicznej (basie i perkusji) brzmiała świetnie. Zespół zagrał materiał ze swoich dwóch płyt, jednak to hity z debiutu, „Figure It Out” oraz „Ten Tonne Skeleton” spotkały się z największym aplauzem. Ale był to koncert rockowy naprawdę wysokich lotów, jak na tak młody zespół.




Kiwanuka zaś, prezentujący zupełnie inną muzyczną wrażliwość, krążącą wokół singer/songwriterskiej odsłon soulu, funku i r'n'b to według wielu uczestników najlepszy koncert pierwszego dnia. I trudno się z tym nie zgodzić. Żonglujący aranżacjami, świetnie budujący atmosferę występu Brytyjczyk był tym, czym na jednym ze wcześniejszych Open'erów Amerykanie z Alabama Shakes. Największe zaskoczenie, najciekawsze teksty (mocno zaangażowane społecznie) i też najlepsza muzyka pierwszego dnia. Kto nie był, może tylko żałować.


A reszta? Kompletnym niewypałem było obsadzenie Jamesa Blake'a na scenie głównej. Jego muzyka, oscylująca gdzieś pomiędzy smutną alternatywą, a próbą zmierzenia się z elektronicznym minimalem, o tej porze (po 20) i w tym miejscu, wyglądała wręcz śmiesznie. Jestem pewien, że gdyby wykonawca pojawił się pod namiotem w okolicach północy, efekt byłby zgoła odmienny. Jednak trudno mieć pretensje do Alter Artu o taki układ, bo Blake tego dnia najlepiej pasował jako ten, który będzie przed Radiohead.


Jednak zanim dojdziemy do koncert pierwszego headlinera, należy wspomnieć o koncercie Solange. Siostra Beyonce, gdyby ktoś nie wiedział. Cóż, mimo równie mocno zaangażowanych społecznie tekstów (głównie w kwestii feministycznej), jej koncert był miałki. Co nie zmienia faktu, że dla mnie i tak stoi muzycznie przynajmniej dwie klasy wyżej od swojej szalejącej po scenie, pół nagiej siostry, która ma więcej bezsensownych dyskotekowych hitów niż faktycznie dobrych piosenek.


No i to Radiohead... Nie chcę wyjść na ignoranta, bo wiem i rozumiem jak ważny jest to zespół dla sceny alternatywnej, ale Anglicy kompletnie nie nadają się na festiwalowe sceny. To nie ta estetyka. Chociaż jeszcze bardziej hermetyczny Sigur Ros pokazał na tej scenie, że można dać porywający i magiczny koncert. A podczas wczorajszego występu, z każdą kolejną chwilą, coraz więcej osób albo szło do domu (zrobiło się dramatycznie zimno), albo ruszało szukać rozrywki w innych miejscach festiwalowego terenu. Dlatego też pierwszy headliner łączył się z dość niską frekwencją pod Orange Main Stage.


Radiohead to twór, który powinien obecnie skupić się jedynie na koncertach w mniejszych przestrzeniach, gdzie ich zagorzali fani będą mogli w pełni oddać się dziękom ich eklektycznej muzyki. Bo na Open'erze wyglądało to tak – fani zachwyceni, bo zespół zagrał koncert tylko dla nich. Przekrojowy, z dużą dozą materiału z ukochanej przez wielu płyty „OK Computer”, skupiając się na utworach mniej znanych przez postronnych słuchaczy. Ci, którzy liczyli na „Creep” lub „Karma Police”, mocno się zawiedli.


Był to też koncert dla zdecydowanie starszego pokolenia, bo gdy przeszło się aleją główną, to średnia wieku nie wiem czy przekroczyłaby dwadzieścia lat. Teraz młoda publiczność słucha czego innego – nie ambitnych dźwięków, nie rocka, tylko elektronicznie generowanych tanecznych rytmów. I, mimo że drugiego dnia będziemy najpewniej świadkami najlepszego koncertu tej edycji, który dadzą Foo Fighters, to mogę iść o zakład, że największy tłum zbiorą ostatniego dnia The XX i Lorde, przebijając nawet jutrzejszy The Weeknd.


Pierwszy dzień zatem trochę, niestety, trzeba spisać na straty, jednak patrząc na kolejne, można być optymistą – tu emocji na pewno już nie zabraknie.


Patryk Gochniewski

fot. ishootmusic.eu/mat. prasowe

Related news items:
Newer news items:
Older news items:
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Galeria Sztuki Gdańskiej


autoportret-2.jpg

W obiektywie Macieja Kostuna


2_neptun.jpg

Aktywne lato z GOKF i ENERGĄ

Ta witryna korzysta z plików cookie. W ustawieniach swojej przeglądarki internetowej możesz w każdym momencie wyłączyć ten mechanizm. W celu pozyskania dodatkowych informacji na ten temat zobacz informacje o cookies.
OK, zamykam