Politycy PiS apelują aby marszałek Bonna zrezygnował z zasiadania w za... » Poseł Kacper Płażyński i Jerzy Barzowski, radnym Sejmiku Województwa Pomorskiego, członkiem Komisji ... Gdańskie ulice 2019 - mniej wypadków i rannych, więcej kolizji » O ponad 70 zmalała liczba wypadków drogowych na ulicach Gdańska w 2019 roku w stosunku do 2018. Mnie... Zaproszenie na wykład "Gedania to więcej niż klub sportowy" » W poniedziałek, 27 stycznia, o godz. 19.00 w klubie parafialnym „Fides” we Wrzeszczu przy Al. Legion... Polska Lewica o uchwale SN: Błędna społecznie i konstytucyjnie » Polska Lewica z zaniepokojeniem przyjmuje podjętą niejednogłośnie uchwałę Sądu Najwyższego w odpowie... Jerzy Barzowski: Jak Struk sprawdzi Bonnę? » Z Jerzym Barzowskim, radnym Sejmiku Województwa Pomorskiego, członkiem Komisji Zdrowia, Polityki Spo... Polska Gedania » Rozmowa z paniami Barbarą Janczukowicz i Rosvitą Stern rwie się, temat gorący, pasjonujący, zarazem ... Upadła wersja o walizce dziadka. Mit pozostał » Mandat Parlamentu Europejskiego, zdobyty w ub.r. z listy Koalicji Europejskiej, nie zwalnia Magdalen... Radni PiS i poseł Płażyński chcą poszerzenia Parku im. Ronalda Reagana » Procedowany plan zagospodarowania terenów zielonych na wschód od mola w Brzeźnie zakłada budowę 19-,... W tygodniku „Sieci”: Jak sędziowie chronią eSBeków » W nowym wydaniu tygodnika „Sieci” szokujące ustalenia: seria wyroków lekceważących konstytucję i ust... Krzysztof Piekarski: Polityczny fresk mieszczański - od Strasburga do ... » Z dr. Krzysztofem Piekarskim, wykładowcą w Zakładzie Teorii Polityki Instytutu Politologii UG rozmaw...
Reklama
Upadła wersja o walizce dziadka. Mit pozostał
środa, 22 stycznia 2020 15:55
Upadła wersja o walizce dziadka. Mit pozostał
Mandat Parlamentu Europejskiego, zdobyty w ub.r. z listy Koalicji Euro ...
LOTOS PKH wygrał zacięte derby Północy
niedziela, 26 stycznia 2020 19:22
LOTOS PKH wygrał zacięte derby Północy
Po raz piąty w tym sezonie LOTOS PKH zmierzył się z KH Energą Toru ...
Przemeblowanie w Lechii
czwartek, 23 stycznia 2020 19:29
Przemeblowanie w Lechii
Dobry rok 2019 Lechia zakończyła niespodziewanie źle. Bilans dwóch ...

Galeria Sztuki Gdańskiej

Kolekcjonerzy
czwartek, 16 stycznia 2020 16:45
Kolekcjonerzy
Poprzedni felieton dotyczył nowych impulsów na rynkach sztuki, końc ...

Foto "Kwiatki"

Foto
niedziela, 12 stycznia 2020 18:34
Foto
Bursztynowy ołtarz w kościele św. Brygidy w Gdańsku ...

W obiektywie Macieja Kostuna

Odkrywanie tajemnic spod ogona
środa, 26 lipca 2017 18:30
Odkrywanie tajemnic spod ogona
Solidarność męska powinna mnie powstrzymać od plotek na tematy int ...

Sport w szkole

Finały zawodów lekkoatletycznych
poniedziałek, 30 kwietnia 2018 17:19
Finały zawodów lekkoatletycznych
Gdański Zespół Schronisk i Sportu Szkolnego zaprasza do udziału w ...
LORD OF THE DANCE – Dangerous Games w ERGO Arenie
sobota, 09 listopada 2019 08:38
LORD OF THE DANCE – Dangerous Games w ERGO Arenie
W Gdańsku 16 listopada br. w ERGO Arenie zagości widowisko LORD OF T ...
Magdalena Łobacz: Angażujemy się w pomoc każdemu kto do nas trafia
poniedziałek, 13 stycznia 2020 15:37
Magdalena Łobacz: Angażujemy się w pomoc każdemu kto do nas trafia
Rozmowa z Magdaleną Łobacz, z założycielką Pomorskiej Kliniki Ter ...
Spotkali się, by oszacować możliwości założenia muzeum
poniedziałek, 10 kwietnia 2017 18:04
Spotkali się, by oszacować możliwości założenia muzeum
Fundacja „Mater Dei”, ta sama dzięki której w dużej mierze powr ...

Długo, ale zgrabnie - recenzja "Wesołych Kumoszek z Windsoru"

Prawie trzygodzinna sztuka Williama Szekspira, "Wesołe Kumoszki z Windosru", wystawiana w Gdańskim Teatrze Szekspirowskim pokazuje, jak zgrabnie przedstawić kilkusetletni tekst. Oczywiście, poza ogromną dawką humoru zdarzyły się także momenty przydługie i chaotyczne, ale ogólny odbiór spektaklu jest bardzo dobry.


"Kumoszki" to pierwsza wspólna pozycja GTS i zespołu Teatru Wybrzeże, która jest przygotowana na scenę elżbietańską. Mamy tu dużo rubaszno-jarmarcznego humoru, a zarazem teatr dramatyczny na całkiem wysokim poziomie. Paweł Aigner, reżyser sztuki, wraz z aktorami Wybrzeża wzięli na barki naprawdę ciężką pracę. Przede wszystkim dlatego, że trzeba było "Kumoszki" przygotować do wystawiania na scenie elżbietańskiej właśnie. Czyli takiej, która jest w środku sali. Tu nie ma bariery między występującymi, a widzami. Okazało się, że i pomysł, i wykonanie wyszło naprawdę dobrze. Dodatkowym atutem jest fakt, że pierwsza połowa sztuki jest grana przy otwartym dachu teatru. Oczywiście, jesli pogoda na to pozwala. Podczas premierowych występów na szczęście pozwoliła, co tylko wzmocniło efekt kilkusetletniego powrotu do przeszłości.


"Wesołe Kumoszki z Windsoru" nie są na pewno najwybitniejszym tekstem Szekspira, ale jako letnia propozycja teatralna jak najbardziej się sprawdza. Sztuka opisuje losy cwaniaka i egocentryka, sir Johna Falstaffa, który pragnie stać się jeszcze bardzie majętny dzięki uwiedzeni dwóch żon dobrze sytuowanych mieszkańców Windsoru. Pisze zatem Małgorzacie Page oraz Alicji Ford listy miłosne, jednak nie wie, że obie są przyjaciółkami. Te od razu wykrywają spisek i chcą dać Falstaffowi nauczkę. Drugim wątkiem "Kumoszek" jest zamążpójście Anny Page, o której rękę starają się Abraham Mizerek oraz francuski doktor, Caius. Page jednak już wcześniej oddała serce młodemu Fentonowi.


Aignerowi udało się te wszystkie zawiłości bardzo zgrabnie połączyć. Duża w tym zasługa Stanisława Barańczaka, który świetnie przełożył "Kumoszki" na polskie realia. Najlepiej to można zobaczyć, kiedy widzi się oryginalny tekst wyświetlany nad sceną. Reżyser tekst ubrał w bardzo mocno kokietującą z publicznością rubaszność. Aktorzy co chwilę się kopią, skaczą do gardeł czy ganiają po scenie. Do tego wszystkiego dochodzi mnóstwo gagów i świetnie zbudowane sceny bez rekwizytów. W końcu za Szekspira nie było tak różnorodnej scenografii jaką mamy dziś możliwość stworzyć. Tutaj dużą rolę odrywają "niewidzialni pomocnicy", którzy ubrani w odcienie szarości udają scenografię, są odbiciem w lustrze lub nadają rytm całym scenom. Najlepszym przykładem są momenty, kiedy aktorzy muszą odegrać wszystko w zwolnionym tempie, niemal poklatkowo. Dodatkowej dynamiki sztuce dodają wątki poboczne, jak pojedynek plebana Hugo Evansa z doktorem Caiusem.




Cała obsada wypada brawurowo, jednak spektakl kradną dwie postaci - Falstaff (grany przez Grzegorza Gzyla) oraz Tuman (w tej roli Marcin Miodek). Trzeba przyznać, że obsadzenie Gzyla w głównej roli stawiało sporo znaków zapytania, bo przecież dawno w Wybrzeżu nie miał pierwszoplanowej roli. Wszystkie wątpliwości zostały jednak rozwiane już z pierwszym pojawieniem się Gzyla na scenie. Aktor stworzył barwną i dynamiczną postać, pełną cynizmu, ale zarazem humoru. Mimo wszystko jednak cały spektakl kradnie Miodek, który wcielając się w postać przygłupiego pazia Mizerka, fantastycznie współgra z całą sztuką. Dodatkowym atutem aktora jest jego niezwykła plastyczność, którą postanowił wykorzystać Paweł Aigner, umieszczając go chociażby w roli rekwizytów czy niewidzialnych pomocników.


Nie można także nie wspomnieć o świetnych kreacjach Piotra Biedronia, który genialnie wcielił się w postać Caiusa oraz Michała Jarosa, który z niebywałą powagą odgrywał rolę walijskiego plebana Evansa, cierpiącego na wadę wymowy, a jednocześnie strofującego wszystkich wkoło jak powinno się poprawnie wysławiać. Na wyróżnienie zasługuje także Marek Tynda jako zazdrosny mąż pani Ford. Zgrabnie w postać pani Chybcik wcieliła się Katarzyna Figura, zaś Marta Herman oraz Anna Kociarz, czyli panie Ford i Page dobrze wykonały powierzone im zadanie. Nie można w tym miejscu nie wspomnieć o Zofii do Ines, która przygotowała fantastyczne kostiumy do "Kumoszek". Było to połączenie czasów szekspirowskich z elementami współczesnymi, jak kratka Burberry, skóry motocyklowe czy wydane klamry w męskich paskach.


Na plus zasługuje także gdańska publiczność, która nie dość, że dała radę wystać trzy godziny przy scenie, to jeszcze świetnie reagowała i współgrała ze spektaklem. Brakowało może trochę większej interakcji w niektórych momentach, jak ten, kiedy Evans wyciąga papierosa i pyta w stronę publiczności czy ktoś ma zapałki. Ciekaw jestem jak Jaros by to "ograł", gdyby te zapałki faktycznie dostał. Jednak nic dziwnego, że widzowie tak świetnie się czuli. W "Wesołych Kumoszkach z Windosru" co chwilę aktorzy puszczają do nich oko. Czy to dzięki tańcom do folklorystycznej angielskiej muzyki, czy dzięki graniu scen na wszystkie strony. Jak ta, kiedy Falstaff trzykrotnie musi powtarzać swoje słowa, bo po "ale żarty na bok", aktorzy wędrują na trzy strony sceny.


Ale żeby nie było tak kolorowo, to trzeba się do czegoś przyczepić. A konkretnie do chaotycznego wprowadzenia w finałową scenę, gdzie niektórzy mogą stracić część wątku oraz zbyt długie wprowadzenie do efektownej sceny finałowej. Te dwie rzeczy sprawiają, że na chwilę można się znudzić zabawną sztuką. Jednak samo zakończenie "Kumoszek" odsyła w zapomnienie te uchybienia i ponownie wywołuje mnóstwo śmiechu. Paweł Aigner wraz ze swoimi aktorami bardzo zgrabnie przedstawił komedię Williamia Szekspira. Rubasznie, jarmarcznie, ale jednocześnie ze smakiem i szacunkiem do tekstu, co jest bardzo ważną kwestią w przypadku klasycznych dzieł. Nie powiedziałbym jednak, że jest to spektakl dla wszystkich grup wiekowych, jak zapowiadali organizatorzy. Myślę, że jeśli rodzice chcą wybrać się na "Kumoszki" z dziećmi, to tymi od 15 roku życia. Młodsi mogą mieć problem z wychwyceniem i skojarzeniem wszystkich wątków i gestów.


Patryk Gochniewski

fot. mat. prasowe

Related news items:
Newer news items:
Older news items:
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież