Drożdżówki gdańskie - za 7500 zł z budżetu » Za 7500 złotych z budżetu miasta prezydent Gdańska kupiła 2500 drożdżówek, które rozdawała razem ze ... Gdańskie Amazonki dyżurują w siedzibie NFZ » W środę 20 listopada, w ramach kolejnej „Środy z profilaktyką”, w siedzibie Pomorskiego Oddziału Woj... W tygodniku „Sieci”: Wszyscy chcą dopaść Dudę » Najnowszy numer tygodnika „Sieci” przygląda się startującemu właśnie wyścigowi do Pałacu Prezydencki... Urzędnicza madrycka eskapada dozwolona. El Clásico? » Prokuratura nie dopatrzyła się przestępstwa korupcji w sponsorowanym przez kontrahenta Miasta Gdańsk... Zmarł Zbigniew Jujka » Zmarł Zbigniew Jujka, popularny gdański karykaturzysta i dziennikarz. Miał 84 lata. Zbigniew Jujka u... Oświadczenie dr Karola Nawrockiego po materiale TVN » Dr Karol Nawrocki, dyrektor Muzeum II Wojny Światowej, w związku z emisją materiału „Naziol, kibol, ... Bilety miesięczne czy auto z kierowcą - władze Gdańska w czasach kryzy... » Piotr Kowalczuk, zastępca prezydenta Gdańska, do pracy z Zaspy nie dojeżdża tramwajem, choć tramwaj ... Pomorscy uczniowie dyskutowali o tajemnicach mózgu » „Mózg nieposkromiony. Dążenie człowieka do doskonałości” to hasło III Pomorskiej Uczniowskiej Konfer... E-recepta obowiązkowa od 2020 roku » Od 8 stycznia 2020 roku recepty będą obowiązkowo wystawiane w formie e-recepty. 190 tys. mieszkańców... Karol Rabenda: Tuba propagandowa poprawia samopoczucie władz miasta » Z Karolem Rabendą, radnym klubu PiS w Radzie Miasta Gdańska, wiceprezesem partii Porozumienie wicepr...
Reklama
Drożdżówki gdańskie - za 7500 zł z budżetu
środa, 20 listopada 2019 21:28
Drożdżówki gdańskie - za 7500 zł z budżetu
Za 7500 złotych z budżetu miasta prezydent Gdańska kupiła 2500 dro ...
Znakomita trzeci tercja dała LOTOS PKH wygraną nad liderem!
wtorek, 19 listopada 2019 20:00
Znakomita trzeci tercja dała LOTOS PKH wygraną nad liderem!
Hokeiści Lotos PKH pokonali na wyjeździe lidera tabeli JKH GKS Jastr ...
Pogoń ukarała nieskuteczną Lechię
niedziela, 10 listopada 2019 19:06
Pogoń ukarała nieskuteczną Lechię
W piątym spotkaniu z rzędu Lechia nie odniosła zwycięstwa. Biało- ...

Galeria Sztuki Gdańskiej

Henryk Cześnik: Odkrywanie ducha
piątek, 15 listopada 2019 16:24
Henryk Cześnik: Odkrywanie ducha
O życiu i twórczości z prof. Henrykiem Cześnikiem rozmawia Stanis ...

W obiektywie Macieja Kostuna

Odkrywanie tajemnic spod ogona
środa, 26 lipca 2017 18:30
Odkrywanie tajemnic spod ogona
Solidarność męska powinna mnie powstrzymać od plotek na tematy int ...

Sport w szkole

Finały zawodów lekkoatletycznych
poniedziałek, 30 kwietnia 2018 17:19
Finały zawodów lekkoatletycznych
Gdański Zespół Schronisk i Sportu Szkolnego zaprasza do udziału w ...
LORD OF THE DANCE – Dangerous Games w ERGO Arenie
sobota, 09 listopada 2019 08:38
LORD OF THE DANCE – Dangerous Games w ERGO Arenie
W Gdańsku 16 listopada br. w ERGO Arenie zagości widowisko LORD OF T ...
31 edycja Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Religijnej im. Stanisława Ormińskiego w Rumia
poniedziałek, 28 października 2019 20:45
31 edycja Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Religijnej im. Stanisława Ormińskiego w Rumia
Festiwal Muzyki Religijnej im. Ks. Stanisława Ormińskiego w Rumia od ...
Spotkali się, by oszacować możliwości założenia muzeum
poniedziałek, 10 kwietnia 2017 18:04
Spotkali się, by oszacować możliwości założenia muzeum
Fundacja „Mater Dei”, ta sama dzięki której w dużej mierze powr ...

Robert Kwiatek: Federacja Młodzieży Walczącej - Idealiści niezagospodarowani

Ocena użytkowników: / 52
SłabyŚwietny 
niedziela, 03 listopada 2019 14:33

Z Robertem Kwiatkiem, fotoreporterem, „Jackiem” członkiem Federacji Młodzieży Walczącej, założycielem Stowarzyszenia FMW rozmawia Artur S. Górski


- Nie obnosiłeś się w latach 90 ze swoją opozycyjną kartą. Jako fotoreporter w Dzienniku Bałtyckim postanowiłeś się wycofać z politycznych manifestacji, zamknąć tamten etap w Federacji, nie odcinając od niego kuponów?
Robert Kwiatek: Federacja Młodzieży Walczącej miała za cel wolną, demokratyczną Polskę. Takie były zapisy w deklaracji FMW z 1984 roku, która powstała na spotkaniu przedstawicieli szkół i zakładów pracy w Warszawie. Federacja Młodzieży Walczącej wprost zapisała, że jej celem ostatecznym jest Polska Niepodległa. FMW nie narzucała rozwiązania spraw gospodarczych i społecznych, skupiała młodzież niezależnie od przekonań, chcących Polski wolnej, samostanowiącej. Uważałem, że są ludzie ode mnie, od nas, mądrzejsi, którzy są elitą i będą rządzić mądrze. Marzyło mi się, że ludzie będą mogli wybrać i wybiorą mądrze. Z tymi wyborami to już jednak bywało różnie. Życie zweryfikowało romantyczne spojrzenie na otaczający świat.


- Świat krajowej polityki po 1989 roku najmłodszej opozycji nie zagospodarował, zostaliście na marginesie, jako niesterowalni, więc zbyteczni…
Robert Kwiatek: Wielu kolegów z FMW i z innych organizacji rzeczywiście pozostało poza głównym politycznym nurtem. Można by powiedzieć nie załapali się. Byliśmy może trochę za młodzi by korzystać z transformacji. Z drugiej strony zbyt już doświadczeni, za starzy, by dać się podporządkować, nie zmanipulować. Były takie próby, ze strony PPN, Solidarności Walczącej. My ceniliśmy swą niezależność. „Solidarność” i opozycja, ta, która zaczęła wchodzić w strukturę władzy, mając nadzieję na zmianę, nas nie zagospodarowała. Zamiast wysłać nas do szkół, inwestować w nas, tak jak zrobiono to po trochu z NZS-em, nas odcięto, jako ekstremistów, którzy już do niczego nie są potrzebni. Lech Wałęsa dał nam to do zrozumienia z początkiem 1990 roku, w trakcie okupacji Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Gdańsku, podczas próby ratowania i zabezpieczania archiwów PZPR.


- Dokumenty w 1989 roku aż do stycznia 1990 roku były brakowane w sposób niekontrolowany…
Robert Kwiatek: Były niszczone, co udowodniliśmy. Była walka o akta. Wyrzucono nas z gmachu komitetu za sprawą rządu Mazowieckiego i ministra Halla. Mocniej nas zabolały ciosy w plecy. Wałęsa nas wyzywał pod kościołem świętej Brygidy, na spotkaniu z MO i z SB na Biskupiej Górce opowiadał, że on będzie nas lał paskiem. Są z tego spotkania nagrania. Tak samo traktowano kolegów z Warszawy, z Krakowa Nowej Huty. Straszono nami, jako tymi, którzy nastają na sojusze bo domagaliśmy się zburzenia pomników Lenina, czekisty Dzierżyńskiego (obalony w listopadzie 1989 roku na placu Bankowym – dop. red.). Ludzi młodych, ideowych takie odwracanie ról i traktowanie nas jako burzycieli ładu i agenturę bardzo bolało. Wałęsa ten zabieg wykonał też ostatnio wobec śp. Kornela Morawieckiego, nazywając go agentem. Żenujące to było, gdy Wałęsa, mający zapewne dla wielu swoje jakieś znaczenie, ale będący przecież kapusiem, wyzywa od zdrajców naszego bohatera.


- Jest w tym gorycz. Pobrzmiewa ton rozczarowania, kiedy wspominasz to, co spotkało wasze środowisko?
Robert Kwiatek: Wykonaliśmy nasze zadanie, ale nóż w plecy wbili nam tzw. swoi. Nikt nam „dziękuję” nie powiedział. Wielu kolegów nie angażowało się już po 1990 roku, poszli w inne kierunki, swymi drogami. Nie afiszowaliśmy się tym, co robiliśmy od połowy lat 80, ale zajęliśmy się swoim światem. Poszedłem w stronę wydawnictw, do mediów. Pracowałem w gazecie bo uważałem, i nadal tak uważam mimo wszystko, mimo, że to pogląd naiwny i niepopularny, że dziennikarz powinien być obiektywny. Byłem fotoreporterem. Patrzyłem na wydarzenia przez obiektyw, nie przez pryzmat swoich poglądów. Uważałem, że nie powinienem, że w mediach, które powinny być niezależne, nie można się obnosić z poglądami. Dzisiaj świat mediów wygląda inaczej.


- Są zdjęcia, które przeszły do historii i takie, z których retuszowano niewygodnych. Ale chciałeś zamknąć etap FMW, by nie być zaszufladkowanym jako zadymiarz. Stwierdziłeś, że czas zając się własną ścieżką rozwoju, ale nie kariery?
Robert Kwiatek: Poszedłem za swoją pasją. Tą była fotografia. Łatka zadymiarza mi nie przeszkadzała. Zresztą i tak ją miałem. Ona mnie nakręcała. Byłem zatrzymywany za robienie zdjęć z zadym po meczach, pojechałem na wojnę do dawnej Jugosławii w roku 1996, gdy ona się jeszcze tam tliła. Ale myślałem o mediach jako o czwartej władzy.

alt


- Idealistyczne podejście, dzisiaj mocno nieaktualne, chociaż sprawa mediów niezależnych, kontrolujących władzę, nie jest przegrana…
Robert Kwiatek: Z powodu między innymi tego idealizmu zrezygnowałem w pewnym momencie z pracy w gazecie. Widziałem, że media idą w kierunku, który nie jest moim światem, że praca pod dyktando zabija wolne media. Jestem romantykiem, ale i realistą.


- Byłeś też łyżwiarzem, i to w kadrze Polski…
Robert Kwiatek: Trenowałem łyżwiarstwo od szóstego roku życia. Zdobyłem Mistrzostwo Polski juniorów w parach tanecznych w 1988 roku. Trenowałem w hali Olivia. Tam też był początek mego politycznego spoglądania na świat. W 1981 roku był pierwszy zjazd „Solidarności”. Tam był powiew wolności, haust powietrza. Zapach wolności z 1981 roku z Olivii pamiętam do dzisiaj. Został ze mną. Zapach plakatów, biuletynów, znaczków, farby drukarskiej. Miałem wtedy 10 lat. Nie do końca wszystko rozumiałem.

alt


- I tam chłopak z łyżwami, który wychodził w Olivii na taflę, dostrzegł inna sferę?
Robert Kwiatek: Ona była już obecna w domu. Tata był stoczniowcem. Przed strajkami 1980 roku przesiadł się na taksówkę. Mama była pielęgniarką. Tata pomagał w Sierpniu. Opaskę strajkową i przepustkę z podpisem Wałęsy i talon na paliwo przekazałem do solidarnościowego archiwum. Zdjęcie Jana Pawła II ze stoczniowej bramy, wiszące na bramie podczas strajku, przyniósł do domu. To zdjęcie dostał w podziękowaniu od Anny Walentynowicz. Jest ono w archiwum „Solidarności”.


- Zdjęcie znów odegrało w twoim życiu rolę…
Robert Kwiatek: Było to zdjęcie z dziennika „Le Figaro”, oprawione w ramkę. Wisiało w moim pokoju. Kolejny etap to był stan wojenny. W niedzielę trening był odwołany. Wzdłuż hali jechały już „skoty” i stały milicyjne suki. Gaz puszczany podczas wiosennych i letnich zadym 1982 roku dochodził na Przymorze. Dławił, chwytał za gardło. W 1982 roku, nie pamiętam, z jakiej okazji, jechaliśmy do Wrzeszcza, a tu gaz, ludzie, śmigłowiec. Była zadyma przy operze i Akademii Medycznej. Gazu łzawiącego było tyle, że przez łzy niewiele widziałem. Zdarzało się, że na boisko, na którym graliśmy w piłkę na Przymorzu dolatywał gaz łzawiący ze Śródmieścia.


- Nie omijały ciebie manifestacje uliczne?
Robert Kwiatek: Jako nastolatek dołączałem kilka razy do manifestacji ulicznych. Był taki 1 maja, gdy manifestacja dotarła na Zaspę. Szedłem z innymi, zrywając po drodze czerwone flagi. Byłem sprawny więc wskakiwałem na słupy i ściągałem czerwone szmaty. Miałem 13 lat. Po raz pierwszy znalazłem i przeczytałem świadomie ulotki. Był też nasz dziecięcy codzienny opór. Szliśmy niby to przypadkiem, wprost na patrol milicyjny. Niby ich nie zauważałem, ale to milicjanci musieli mnie ominąć, rozstąpić, przed dzieciakami.

alt


- Takie gry dziecięce, a poważna opozycja?
Robert Kwiatek: Szukałem możliwości współpracy z opozycją. Tego kontaktu od razu nie nawiązałem więc z kolegami z VII i VIII klasy szkoły podstawowej nr 35 w Gdańsku powołaliśmy Tajną Organizację Młodzieży. Z czasem po wpadce zmieniłem nazwę na Ruch Młodzieży Niezależnej.


- Takie były wówczas nastoletnie dążenia…
Robert Kwiatek: Robiliśmy pierwsze szablony z gumoleum i linoleum, malowaliśmy hasła, znajdowaliśmy ulotki rozrzucone przez innych i naklejaliśmy je. Żeby się nie zmarnowały.


- Sielanka?
Robert Kwiatek: Niestety nie, pewnego dnia milicja przypadkowo zatrzymała ucznia naszej szkoły. Znaleźli nasze ulotki. Zostałem zatrzymany w szkole, w VIII klasie. Zabrali mnie ze szkoły. Była rewizja w domu. Niewiele znaleźli, bo rodziców uprzedził oficer MO, sąsiad. To się zdarzało. Pochowałem pliki “bibuły”, matryce, ulotki. Część trafiła do schowka w „półkotapczanie”, za odkręconą płytą. Zabrali mi orzełka w koronie, flagę z napisem “Solidarność” i farby. Przewieziono mnie na komisariat na Przymorzu. Postraszono i jako małolata wypuszczono. Pomógł mi sport i klubu RKS “Stoczniowiec”, byłem w kadrze Polski juniorów w łyżwiarstwie figurowym. Siła klubów sportowych wtedy była całkiem spora.


- Po buzi się nie dostało?
Robert Kwiatek: Wtedy jeszcze nie. Byłem pobity kilkukrotnie, później. Jedno z moich zatrzymań miało miejsce w noc poprzedzającą bojkotowane wybory do rad narodowych. Na klatce schodowej po rewizji i znalezieniu ulotek zabrali mi medalik z Matką Boską i orłem w koronie. Zostałem pobity. W drodze na komisariat znów oberwałem. Nie przyznałem się do przynależności do organizacji, informując, iż ulotki znalazłem. Z pomocą przyszli mi rodzice, nauczycielka i ksiądz proboszcz Majder. Potem był Okrągły Stół, w perspektywie były wybory już te wybory kontraktowe. Zaczynały się rządy Tadeusza Mazowieckiego. Przeciwko milicjantom sprawę o pobicie założyłem i zostali oni skazani na rok w zawieszeniu na dwa lata. To była chyba jedna z nielicznych spraw zakończona po latach z takim finałem.


- Jaki był proces wchodzenia w FMW?
Robert Kwiatek: Początek w Gdańsku był taki: w 1984 r. z Radia Wolna Europa młodzi ludzie że w Warszawie powstała Federacja Młodzieży Walczącej. W IX LO Mariusz Wilczyński i Klaudia Moszczyńska z innymi założyli FMW w Trójmieście. Ja uzyskałem kontakt przez jedną z nauczycielek Na kółku samokształceniowym, przy katedrze oliwskiej pod koniec 1986 roku poznałem się z członkami FMW Olgierdem Buchockim i Dariuszem Krawczykiem. My kolportowaliśmy ulotki FMW. Federacja wydać miała naszą gazetkę. Dostarczyliśmy makiety. Padła propozycja by wydawać, czy raczej kontynuować wydawanie, pisma „Monit”. Stara ekipa była rozbita. W 1987 roku doszło do spotkania w Gdańsku Oliwie nowego składu “Monitu”. Z Buchockim i Krawczykiem ze starego składu oraz nowi, czyli ja, Dariusz Celiński, Bogdan Falkiewicz, Mariusz Roman, Dorota Szewczyk. Sam tytuł pisma był niezwykle trafny - „Monit”, z logiem FMW. Pierwsze „Monity” my drukowaliśmy na sicie, nasi poprzednicy techniką białkową. Na numerze 27 uczyłem się druku, a numer 28 już współtworzyłem. Był kierowany do młodzieży licealnej. Wydawany był też, jeszcze przed „Monitem” Biuletyn Informacyjny Szkół Zawodowych (BISZ), robiony przez Dariusza Krawczyka, Błażeja Dróżdża, dzisiaj misjonarza, skierowany ku młodzieży szkół technicznych. Oni z lekkim opóźnieniem weszli w skład FMW, dopiero te dwie połączone ekipy stworzyły FMW Region Gdańsk. Tak rodziły się struktury…

alt


- Struktura FMW zakłada jakoweś kierownictwo, siatkę konspiracyjną. Przy spontaniczności i braku doświadczenia o wpadkę nie jest trudno.
Robert Kwiatek: Działaliśmy na zasadzie komórek. Staraliśmy się zachować reguły konspiracji. Była grupa liderów. Oni się porozumiewali i schodziło to niżej. Na czele stała Rada Regionu. Były kontakty na poszczególne szkoły. Tam lider organizował grupę kolportażu. Z czasem powstały Grupy Wykonawcze, zajmujące się akcjami, malowaniem, choćby akcją malowania haseł przed wizytą Ojca świętego w Gdańsku. Powstała nawet „latająca” biblioteka. Powstała też komórka zajmująca się zadymami. Silna była grupa chłopaków z „Lechii”. Brygada Zryw zajmowała się organizowaniem manifestacji. Co ciekawe SB nieco odpuściła, bo uznała, że wraz w wpadką w Warszawie i rozbiciem składu „Monitu” sprawa FMW została rozwiązana. W tym czasie powstała nowa silna struktura, czyli Mariusz Roman, ja, Bogdan Falkiewicz. Pojawili się współpracujący z nami Jacek Kurski, Piotr Semka, Jarek Rybicki. Pod koniec 1987 roku nastąpił boom rozwoju FMW w Gdańsku. Wydawaliśmy ponad 30 pisemek. Było wywieszanie transparentów, ulotkowanie, manifestacje, drukowanie…


- Bez wsparcia nauczycieli raczej byście nie podziałali…
Robert Kwiatek: Nauczyciele zachowywali się bardzo różnie. Można to przeczytać w IPN. Większość materiałów jednak została zniszczona pod koniec lat 80. Byli i tacy, którzy działali jak aparat represji i na swych uczniów donosili. Tacy pseudo-nauczyciele. Mieliśmy za to wspaniałych rodziców i grono nauczycieli nam sprzyjających.


- Wejście do Federacji nowych ludzi dało nowy impet, ale też, jak wspomniałeś, nie obyło się bez konfrontacji…
Robert Kwiatek: Mimo ryzyka struktury rosły szybko. Oczywiście wiemy, że były próby wprowadzenia do nas agentury. Ślady tych operacji SB są w materiałach zgromadzonych przez IPN. Interesowały się nami też wojskowe służby, czyli WSW. Prowadzone były przeciwko nam prowokacje. Były szykany. Nawet wyrzucanie ze szkół, zastraszanie. Nacisk psychiczny. Jeden z kolegów siedział pół roku. My wydawaliśmy jednak najwięcej. Nawet SB umniejszała skalę naszej działalności. Tak mocno FMW się rozwinęła. Po wpadce Federacja odrodziła się silniejsza. Sprawa im się wymknęła…


- Była próba przejęcia kontroli nad FMW ze strony służb?
Robert Kwiatek: Oni nie mieli nad nami kontroli. Najlepszy dowód, że my sami nie mieliśmy kontroli. Przykład? Podczas pielgrzymki, w Częstochowie, na wałach pojawia się transparent FMW Gdańsk. Sądziliśmy, że to prowokacja. Okazało się, że to chłopcy z Zaspy, młodsi od nas - m.in. obecny ks. Jarosław Wąsowicz, widzieli naszą działalność i też chcieli działać.

alt


- Silne emocje, radykalizm, po 1989 roku nie był potrzebny. Ba, postawiono na pojednanie, więc przypominanie o ofiarach było dysonansem. Od dziesięciu lat spotykamy się na Targu Rakowym, by uczcić pamięć ofiar stanu wojennego. Jest tam już pomnik, w miejscu, w którym od kul zginął młody człowiek, Antoni Browarczyk. Dlaczego tak długo trwało upamiętnienie tamtej tragedii?
Robert Kwiatek: Pojawiła się wspólna akcja przypominająca tego chłopaka. W 1981 roku informacja o jego śmierci wybrzmiała i zniknęła w niepamięci. Przyznam się ze smutkiem, że ja do tych nieświadomych osób należę. Wstyd się przyznać. Mam żal do siebie, że o Antonim Browarczyku dowiedziałem się ale w 2007 roku. Przecież mieliśmy w Gdańsku nasz symbol, chłopaka, który zginął. Wyciągnął go z zapomnienia ksiądz Jarek Wąsowicz. Kibice zrobili na „Lechii” oprawę. Informacja poszła w świat. Zobaczyliśmy, że w mieście „Solidarności” nie ma o nim nic. Przeczytałem więc materiały w IPN, ponad tysiąc stron ze śledztwa. Poznałem jego rodzinę. Upamiętnienie miejsca śmierci Antoniego Browarczyka było inicjatywą całkowicie oddolną, społeczną.


- Długo trwały rozmowy i ustalenia z władzami miasta Gdańska…
Robert Kwiatek: Czas mijał. Byliśmy gotowi nawet tablicę postawić nielegalnie, ale na prośbę rodziny Antoniego zrezygnowaliśmy z takiej akcji i dalej załatwialiśmy wszelkie pozwolenia. Powstał społeczny komitet, rozpoczęła się zbiórka funduszy. W końcu radni Gdańska przyjęli uchwałę wyrażającą zgodę na powstanie pomnika, w formie płaskorzeźby. Miejsce stało się symboliczne. Co roku 13 grudnia spotykamy się, odmawiamy modlitwę. Przychodzą ludzie, często bardzo młodzi. Tolek był i jest symbolem. Jego upamiętnienie to była jedna z naszych inicjatyw. Jest to nasz kolejny etap, czyli powołania w Gdańsku Stowarzyszenia FMW. Przez Federację w latach 80 przewinęło się w skali kraju kilka tysięcy osób.


- Nikt z tych, którzy wspięli się na szczyt schodów władzy wam nie pomógł?
Robert Kwiatek: Cóż, nikt z wielkich włodarzy nie pochylił się przez lata nad dramatem Tolka Browarczyka i jego rodziny. Nikt z tych, którzy - powiem obrazowo, wysyłali chłopaków do walki, nie chciał się spotkać, nie tyle z nami, co z rodziną Tolka. Brakowało prostego gestu. Lech Wałęsa nie spotkał się z jego siostrą, z mamą, z tatą. Nikogo z dawnych działaczy, polityków, nie było na odsłonięciu pomnika. Pojawił się baner przed kilku laty na siedzibie NSZZ „Solidarność”. Dopiero prezydent Andrzej Duda był przy pomniku, który powstał z udziałem i z inspiracji środowiska kibiców.


- Jest w tym pewien fenomen?
Robert Kwiatek: To jest kwestia solidarności, identyfikacji, szukania symboli. Tolek zginął bo uczestniczył w manifestacji przeciwko stanowi wojennemu, w imię wolnej Polski. Leżał umierający na ławce. Są kontrowersje, co do miejsca jego śmierci. Było mataczenie w śledztwie.


- W końcu w miejscu, w którym przez kilka lat ustawiany był brzozowy krzyż, a 17 grudnia 1981 roku od strzału w głowę zginął Antoni Browarczyk, pojawił się pomnik Ofiar Stanu Wojennego…
Robert Kwiatek: On upamiętnia, poprzez świętej pamięci Antoniego Browarczyka wszystkie ofiary. Ale też ofiarami były rodziny. Są złamane życiorysy, moralne kręgosłupy, ludzie, którzy nie potrafią się podnieść i ci, którzy stracili zdrowie, zostali wyrzuceni z kraju. Dlatego ważna jest pamięć. Nam nie chodziło o splendory, o zaszczyty. Może powiedzą o nas naiwni, ale my nie zeszmaciliśmy się…


- Może nie dano wam takiej „szansy”…
Robert Kwiatek: Być może nie mieliśmy okazji. Nie będę idealizował. Mam pewien żal, że po tzw. przemianach niektórzy, nawet ci, których mieliśmy kiedyś za dowódców podziemia, mówili o nas językiem Urbana, jako o chuliganach.


Inne artykuły związane z:
Related news items:
Newer news items:
Older news items:
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież