Barwy kampanii A. Dudy » Kampania prezydencka przed II turą wyborów zbliża się do końca. W Gdańsku akcję wywieszania banerów ... Pellowski - piekarz niepokorny » Przed I turą wyborów prezydenckich gdański piekarz Grzegorz Pellowski przyjął w siedzibie swojej fir... Idee Olechnowicza misją PKN Orlen - prezes Lotosu wieszczył fuzję... » "Gazeta Wyborcza" wieszczy dziś na podstawie źródeł nieznanych, że pomysł połączenia Orlenu z Lotose... Daniel Obajtek: Nasz kraj, nasz rynek, nasz kapitał » Rozmowa z Danielem Obajtkiem, prezesem PKN Orlen- Komisja Europejska zgadza się na przejęcie Grupy L... Pół roku elektronicznej recepty w Polsce » 8 stycznia wszedł w życie obowiązek wystawiania recept w postaci elektronicznej. Do dziś w Polsce wy... Igor Strzok: Miasto bez wizji? » Rozmowa z Igorem Strzokiem, Wojewódzkim Konserwatorem Zabytków w Gdańsku- W Gdańsku jest wiele probl... Energa stawia na potencjał zielonej energii » Spółka Energa wchodząca w skład Grupy ORLEN uruchomiła jedną z największych farm wiatrowych w Polsce... Gdańsk szczodrością leży... Parkingi "800+" dla radnych - ciastko za 8... » W Gdańsku jak u Orwella. Decyzją 22 radnych PO, wykonujących dyrektywę administracji A. Dulkiewicz, ... Nitras i Karnowski - twarze Trzaskowskiego » Zanim obywatel Trzaskowski udoskonali demokrację eliminując zbędne pytania, towarzysz jego kampanii,... Zarząd Razem za... 0,8 mln zł » Liderzy socjalistycznej partii Razem zarobili... w zarządzie partii Razem w 2019 roku po 200 tys. zł...
Reklama
Gdańsk szczodrością leży... Parkingi
wtorek, 07 lipca 2020 17:49
Gdańsk szczodrością leży... Parkingi
W Gdańsku jak u Orwella. Decyzją 22 radnych PO, wykonujących dyrekt ...
Zdunek Wybrzeże - Unia LIVE: 44:46
sobota, 11 lipca 2020 09:52
Zdunek Wybrzeże - Unia LIVE: 44:46
O godz. 16.30 na stadionie im. Zbigniewa Podleckiego rozpocznie się m ...
Lechia w finale Pucharu Polski! Biało-zieloni wygrali dreszczowiec w Poznaniu
środa, 08 lipca 2020 21:08
Lechia w finale Pucharu Polski! Biało-zieloni wygrali dreszczowiec w Poznaniu
Lechia stanie przed szansą obrony Pucharu Polski. Podopieczni Piotra ...

Galeria Sztuki Gdańskiej

Eksperyment sopockiego Karaima
niedziela, 28 czerwca 2020 12:47
Eksperyment sopockiego Karaima
Jarek Nowicki należy do niewielkiej polskiej społeczności Karaimów ...

Foto "Kwiatki"

Foto
środa, 18 marca 2020 10:30
Foto
W marcu na chwilkę Pomorze odwiedziła zima... ...

W obiektywie Macieja Kostuna

Odkrywanie tajemnic spod ogona
środa, 26 lipca 2017 18:30
Odkrywanie tajemnic spod ogona
Solidarność męska powinna mnie powstrzymać od plotek na tematy int ...

Sport w szkole

Finały zawodów lekkoatletycznych
poniedziałek, 30 kwietnia 2018 17:19
Finały zawodów lekkoatletycznych
Gdański Zespół Schronisk i Sportu Szkolnego zaprasza do udziału w ...
Jeśli lubisz film „Buena Vista Social Club” nie możesz przegapić show na Ołowiance
sobota, 29 lutego 2020 12:50
Jeśli lubisz film „Buena Vista Social Club” nie możesz przegapić show na Ołowiance
Porywające kubańskie show zagości w niedzielę 1 marca br. w Gdańs ...
Najlepsi rumscy sportowcy, trenerzy i sponsorzy sportu
poniedziałek, 17 lutego 2020 09:52
Najlepsi rumscy sportowcy, trenerzy i sponsorzy sportu
Za nami XI Rumska Gala Sportu i dwudziesty szósty konkurs „Na Najle ...
Spotkali się, by oszacować możliwości założenia muzeum
poniedziałek, 10 kwietnia 2017 18:04
Spotkali się, by oszacować możliwości założenia muzeum
Fundacja „Mater Dei”, ta sama dzięki której w dużej mierze powr ...

Justin Timberlake - król popu XXI wieku

Ależ to było widowisko. Justin Timberlake pokazał czym i jaka tak naprawdę powinna być muzyka pop. Pokazał pełne spectrum swoich inspiracji i możliwości. W XX wieku królem był Michael Jackson. W XXI jest nim Timberlake. Zatem – umarł król, niech żyje król!


Zanim o samym wybitnym show Amerykanina trochę o tym co się działo przed i wokół koncertu. Przede wszystkim trzeba pochwalić dźwiękowców, że poradzili sobie ze skalibrowaniem muzyki na wielkim gdańskim stadionie. Owszem, może nie był to majstersztyk, ale po pierwsze nie było za głośno, po drugie żaden z tonów nie rozsadzał mózgu, a po trzecie wszystko co trzeba było słyszeć, było słychać. Nigdy na tak dużym obiekcie albo plenerowym koncercie nagłośnienie nie będzie perfekcyjne. To jest niemożliwe. Także duży plus.


Zastanawia mnie tylko fakt dlaczego koszty za wymianę zadeptanej przez tysiące osób murawy musi ponosić stadion? Tak, wiem że decyzja o wymianie murawy była podjęta już dawno i moje pytanie jest bez sensu w tym momencie. Ale co, jeśli by takiej decyzji nie było? Czas najwyższy, żeby operatorzy stadionów wymagali od organizatorów chociaż częściowej partycypacji w kosztach.


Przed koncertem Justina Timberlake'a publiczność rozgrzewał Dj Freestyle Steve. Szczerze powiedziawszy nie wiem dlaczego amerykański gwiazdor zaprosił właśnie jego do supportowania swoich koncertów podczas trasy. Chociaż support to za dużo powiedziane. Chodzi zapewne o lekkie rozbujanie publiki. Wyszło ono w Gdańsku tak sobie. Freestyle Steve to potężny Afroamerykanin z Florydy. Zagadał wszystko i wszystkich, puścił trzy hity, zagadał jeszcze bardziej i zszedł ze sceny. Serio? Nie rozumiem po co to wszystko. Spodziewałem się raczej świetnego seta, podczas którego dj pokaże wszystkie swoje skille. Przeliczyłem się.


Przejdźmy jednak do rzeczy najważniejszej i najwybitniejszej jaka miała miejsce na PGE Arenie, czyli występu samego Justina Timberlake. Było to niesamowite widowisko łączące w sobie wszystkie inspiracje, fascynacje i talenty Amerykanina. Był to mariaż starego z nowym. Z jednej strony konserwatywne podejście do koncertów popowych, z drugiej kanonada nowoczesnych fajerwerków.


alt


Już sam początek koncertu, czyli intro za które posłużył evergreen „My Way” Franka Sinatry, pokazał że Timberlake składa hołd prawdziwej muzyce. I to było widać na scenie. Nie mieliśmy do czynienia z półplaybackiem, tylko z niemalże orkiestrą. Dwa zestawy perkusyjne, sekcja dęta, gitarzyści, chórek... Wszyscy ubrani elegancko, niczym w filharmonii. To wszystko fantastycznie współgrało z tańcem, wizualizacjami i jedną wielką zabawą jaka przez dwie godziny trwała na scenie.


Justin Timberlake okazał się świetnym facetem, który mimo tego, że jest gwiazdą największego formatu, pokazał że wciąż jest normalny. Nie przyjechał do Polski jako do koncertowego zaścianka. Nie traktował publiczności z rezerwą. Wręcz przeciwnie. Co chwilę zagajał, zachęcał do jeszcze żywszych reakcji. Był przy tym bardzo mocno – zaryzykuję to określenie – wzruszony tak gorącym przyjęciem. Ponad czterdzieści tysięcy widzów raz po raz atakowało artystę salwą oklasków i pisków. Wyraźnie zafascynowany takim podejściem widowni, Timberlake wielokrotnie bił jej pokłony i dziękował. Mało tego – zaśpiewał nawet „Happy Birthday” jednej z fanek! - Na pewno masz urodziny? Nie kłamiesz? Umiem poznać, kiedy ktoś kłamie. I wiesz co wtedy? Piszę o tym piosenkę. Ale dobra... - mówił przez zaintonowaniem urodzinowej piosenki Timberlake. Może wyjść z tego obopólna korzyść – artysta zobaczył, że warto tu wrócić, bo jego koncert wyprzedaje się na pniu, a publiczność będzie zachwycona, że ponownie przyjedzie nad Wisłę.


Sam koncert był bardzo zróżnicowany. Wybrzmiały wszystkie największe przeboje z całego okresu działalności muzyka (chociażby fenomenalna wersja „Cry Me A River” czy fantastyczne „Mirrors” na koniec). Potrafił jednak to wszystko ubrać w bardzo zgrabną formę. Z jednej strony mieliśmy taneczny show podczas „Sexyback”, z drugiej intymne „What Goes Around Comes Around” zagrane na gitarze elektro-akustycznej. To wszystko stworzyło świetną, stopniową atmosferę koncertu. Dzięki temu publiczność ani na chwilę nie mogła odetchnąć od nadmiaru emocji.


To był – powtarzam znów – wybitny koncert. Kiedy widziałem Timberlake'a na Rock In Rio w Lizbonie, nie był w najwyższej formie wokalnej. W Gdańsku było zupełnie odwrotnie. Muzyk pokazał, że mimo tworzenia nowoczesnej muzyki popowej na najwyższym poziomie bardzo blisko mu do korzeni. Tych najdawniejszych z czasów Sinatry – elegancji i szyku oraz wielkiego zespołu. Oraz tych nieco nowszych, z czasów Jacksona – taniec, zabawa i show dopracowany co do sekundy. To wszystko idealnie się ze sobą łączy. To wszystko sprawia, że dwugodzinny koncert mija w okamgnieniu. Chciało by się jeszcze więcej, jeszcze dłużej. Ale się nie da.


Timberlake przyjechał do Polski po raz pierwszy. Po tym co zobaczył w Gdańsku zapewne nie ostatni. Zagrał tak, jak się powinno zagrać, kiedy się gdzieś jest właśnie po raz pierwszy. Do tego zachowywał się z wielką klasą. A publiczności podziękował nie tylko słowami, ale także kończąc występ w biało-czerwonym szaliku.


Rekordowa – 42-tysięczna – widownia miała niebywały zaszczyt oklaskiwać króla popu XXI wieku. Ten koncert będzie wspominany jeszcze bardzo długo.


Patryk Gochniewski


Inne artykuły związane z:
Related news items:
Newer news items:
Older news items:
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież