Piotr Czauderna alarmuje. Chronić przestrzeń Gdańska - koszty budżetu,... » Spór o podział 12 milionów złotych budżetu obywatelskiego - gdzie piaskownica, a gdzie ławki? - odwr... Znikają Dąbrowszczacy. Na Przymorzu będzie ulica Lecha Kaczyńskiego » Z mapy Gdańska znika siedem ulic. Oczywiście nie dosłownie. Wojewoda pomorski Dariusz Drelich rozpor... Kiermasz Świąteczny w Oliwskim Ratuszu Kultury » W dniach 15-20 grudnia w Oliwskim Ratuszu Kultury odbędzie się Kiermasz Świąteczny. Dokonując zakupó... Dzień dla gdańskich hospicjów w Muzeum II Wojny Światowej » 16 grudnia dochód z biletów wstępu zakupionych przez zwiedzających Muzeum II Wojny Światowej zostani... Baśniowy świat zapałek Witolda Orzecha » Rozmowa z Witoldem Orzechem, podopiecznym Pomorskiej Jednostki Towarzystwa Pomocy Głuchoniewidomym, ... Sukces „Seniorów z energią”. Wiosną kolejna edycja programu Grupy Ener... » Uśmiechnięci, pełni życia, gotowi do działania i wdzięczni - tacy okazali się być uczestnicy pilotaż... 12. Doroczne Spotkanie Obywatelskie Gdańszczan » Po raz dwunasty w Polskiej Filharmonii Bałtyckiej prezydent Paweł Adamowicz spotkał się z mieszkańca... Grudzień 1970 w filmie i w piosence » Dramat, który rozegrał się na ulicach Gdyni, Gdańska, Szczecina i Elbląga stał się niemal natychmias... Przystanków przybywa, pociągów ciągle mało » Uroczyście otwarto nowe przystanki Pomorskiej Kolei Metropolitalnej Gdynia Stadion i Gdynia Karwiny.... Daniel Obajtek: Patriotyzm gospodarczy zmienia Polskę » Z Danielem Obajtkiem, prezesem Grupy Kapitałowej Energa rozmawiają Artur S. Górski i Marek Formela -...
Reklama

Miało być lanie Jagiellonii, a mogło być Lechii. Kiedy już białostocczanie witali się z gąską, kiedy już dopisywali sobie trzy punkty, obudzili się gospodarze. I może nie wygrali znów z "Jagą", ale w szóstym kolejnym meczu z nią nie przegrali, znów strzelili jej kilka bramek i uporem wydarli punkty. To nie był dobry mecz biało-zielonych. Momentami wręcz tragiczny. Ale przebłyski umiejętności dały w sumie bardzo cenny punkt.


* * *

Lechia Gdańsk: Dusan Kuciak, Mato Milos, Joao Nunes (Joao Oliviera 52'), Błażej Augustyn, Jakub Wawrzyniak, Grzegorz Wojtkowiak, Simeon Sławczew, Milos Krasić (Patryk Lipski 70'), Rafał Wolski, Flavio Paixao (Romario Balde 52'), Marco Paixao


Jagiellonia Białystok: Damian Węglarz, Rafał Grzyb, Nemanja Mitrović, Guti, Piotr Tomasik, Piotr Wlazło, Taras Romanczuk, Przemysław Frankowski (Karol Świderski 89'), Martin Pospisil (Arvydas Novikovas 70'), Fedor Cernych, Cillian Sheridan (Łukasz Sekulski 67')


Bramki: Augustyn (11'), M. Paixao (59', 93') – Augustyn (25'-sam.), Frankowski (29'), Cernych (49')

* * *


Piotr Nowak znów zaskoczył wyjściową jedenastką. Pomieszał w obronie, gdzie pojawił się Joao Nunes, a w porównaniu z początkiem ostatniego meczu w Gliwicach miejscami zamienili się Milos z Wojtkowiakiem. Ponadto na ławce wylądował Lipski, a wskoczył Flavio. Bohaterowie ostatnich wyjazdowych spotkań, czyli Oliveira i Balde, znów rozpoczynali tylko jako rezerwowi. Znów bardzo ruchome ustawienie, które miało zapewnić punkty, jednak brak konkretnej stabilizacji może trochę niepokoić. Owszem, wzmaga to konkurencję, ale jednocześnie wprowadza pewien rodzaj chaosu.


Pierwsze minuty wyglądały dokładnie tak, jak ostatnie mecze obu drużyn. Jagiellonia próbowała coś tam kąsać, ale nie przekładało się to na żadne zagrożenie. Goście byli apatyczni i senni, jak poniedziałkowa pogoda w Gdańsku. A Lechia spokojnie rozgrywała swoje akcje, nie forsowała tempa, była bardzo cierpliwa, ale jednocześnie pomysłowa i odważna. To bardzo szybko przyniosło jej korzyść.


W 11. minucie Wolski dośrodkował z rożnego i stojący na trzecim metrze Augustyn wpakował piłkę do bramki. I szli po kolejne, ale też nie za złamanie karku. Wszystko było naprawdę dokładne i solidne. Tak naprawdę po lekko ponad dwudziestu minutach powinno być 4:0 dla biało-zielonych, ale trzy świetne okazje zmarnował (będący przecież w ostatnim czasie w rewelacyjnej formie) Marco. Na efekty nie trzeba było długo czekać.


W 25. minucie padła bramka wyrównująca z niczego. Nijakie dośrodkowanie Cernycha przeciął Augustyn, który tym samym strzelił swoją drugą bramkę w meczu. Tym razem jednak trafił nie do tej bramki co trzeba. Bezsensowna interwencja, bo Kuciak spokojnie by złapał tę piłkę. Ale, po raz enty – niewykorzystane sytuacje się mszczą. Bardzo blada Jagiellonia nie miała prawa strzelić bramki. A tak, była to dla niej woda na młyn. Lechiści jeszcze nie zdążyli się otrząsnąć i wrócić do gry, a już przegrywali.


W 29. minucie piękną akcję rozegrali Cernych, Pospisil oraz Frankowski i wychowanek Lechii wyprowadził swój obecny klub na prowadzenie. I takim sposobem w cztery minuty goście z Podlasia strzelili więcej bramek niż w pięciu ostatnich spotkaniach z gdańszczanami. Do momentu straty bramki było w porządku, ale od 25. minuty było naprawdę źle.


No i źle się działo od początku drugiej połowy. W 49. minucie piłkę ze skrzydła w pole karne posłał Frankowski, dopadł do niej Cernych i kontrującym strzałem nie dał szans Kuciakowi. Lechia, po kolejnym knock downie i coraz większej liczbie nieprzyjemnych słów z trybun, starała się odwrócić losy spotkania. W 59. minucie pojawiła się iskierka nadziei. Balde ośmieszył obronę gości, wyłożył piłkę do Marco, a ten tym razem się nie pomylił. Od tej pory widzieliśmy mecz, który toczył się w myśl zasady cios za cios. Bramki jednak nie padały. Lechia bardzo chciała, a Jagiellonia – bardzo dobrze się broniąc – już tylko czekała na kontry. I ta chęć biało-zielonych znów została nagrodzona. Podobnie jak w Gliwicach. Na minutę przed końcem świetnie w pole karne dośrodkował Wawrzyniak, a tam niepilnowany Marco pięknym strzałem głową dał gdańszczanom remis.


Powinno być po meczu w połowie pierwszej odsłony. Mogły być trzy punkty, powinny nawet. Ale jednak rehabilitacja zespołu Piotra Nowaka, zwłaszcza Marco, który uratował ten mecz, zasługują na chociaż umiarkowane słowa uznania. Lechia wciąż jest w tym sezonie zamroczona, wciąż bez rytmu i cały czas bez wygranej na własnym stadionie. Ale momentami gra jak z nut. Tylko dlaczego tak rzadko... Niemniej jednak, mimo szybkiego upadku z nieba do piekła, udało się chociaż na koniec zawędrować do czyśćca.


Patryk Gochniewski

Related news items:
Newer news items:
Older news items:
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

W obiektywie Macieja Kostuna


2_neptun.jpg

Sport w szkole

Ta witryna korzysta z plików cookie. W ustawieniach swojej przeglądarki internetowej możesz w każdym momencie wyłączyć ten mechanizm. W celu pozyskania dodatkowych informacji na ten temat zobacz informacje o cookies.
OK, zamykam