Gdynia: Ludzie żyją w strachu - protest przeciwko bezradności państwa... » O gdyńskim Wzgórzu Orlicz-Dreszera znowu zrobiło się głośno, ponownie doszło tam do napaści na miesz... Dodatkowy milion lat życia na Pomorzu w zasięgu ręki » Podczas Gminnych Dni Seniora, odbywających się 16 listopada w Skarszewach, odbyła się inauguracja pi... Medale i odznaczenia z okazji 50-lecia pomorskiego WOPR » Z okazji jubileuszu 50-lecia Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego w Sali Okrągłej Urzędu Marsz... W spór artystów z dyrektorem w Operze Bałtyckiej włączył się rząd » W liście do związkowców wicepremier Piotr Gliński poinformował, że zwrócił się do marszałka Mieczysł... Dowiedz się jak nie dać się rakowi! » O profilaktyce i edukacji dotyczącej raka płuc będą rozmawiać zaproszeni eksperci podczas interdyscy... Prokurator przygląda się madryckiej eskapadzie gdańskich urzędników » Prokuratura Okręgowa w Gdańsku wszczęła śledztwo w sprawie podejrzenia przyjęcia korzyści majątkowyc... Gdańska pikieta przeciwko faszyzmowi » „Nacjonalizm zabija”, „Stop rasizmowi” – z takimi hasłami pikietowali uczestnicy happeningu, który o... Ostrzał Muzeum II Wojny Światowej » Delegatura CBA w Gdańsku prowadzi, pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Gdańsku, śledztwo dotyczące ... Pomorscy uczniowie dyskutowali o sztucznej inteligencji » Około 300 uczniów z Pomorza wzięło udział w I Pomorskiej Uczniowskiej Konferencji Naukowej "Sztuczna... Oświadczenie Wojewody Pomorskiego » Oświadczenie Wojewody Pomorskiego odnoszące się do przegłosowania w Parlamencie Europejskim rezolucj...
Reklama

altRozmowa z Oskarem Fajferem, żużlowcem Zdunek Wybrzeże



- Jak się oglądało ostatnie mecze z perspektywy zawodnika, który nie może jechać i pomóc drużynie tylko może stać i obserwować?
Oskar Fajfer: Serce bardzo bolało. Mogę to porównać do sytuacji, gdy nie umiesz pływać a widzisz, że ktoś się topi i chciałbyś pomóc, a nie możesz. Tak samo się czułem. Serce bolało mnie tym bardziej gdy widziałem w pierwszych biegach meczu z Toruniem, że nie wychodziło naszym. Była we mnie sportowa złość. Z tym się jednak nic nie zrobi. To jest żużel. Torunianie przyjechali, czuli się lepiej i zasłużyli na ekstraligę, bo wygrali mecz.


- Jak oceniłbyś sezon w swoim wykonaniu? To chyba dość trudne zadanie?
Oskar Fajfer: Rzeczywiście sezon bardzo trudny do oceny. Na pewno mój sprzęt zasłużył na negatywną ocenę, ponieważ bardzo zawodził. Przejechałem się kilka razy na moich silnikach i na pewno przez zimę będę robił wnikliwą analizę co w nich zmienić. Na pewno będą kupowane nowe jednostki. Być może będę szukał nowego tunera, żeby być jeszcze lepszym, żeby sprzęt nie zawodził. Siebie mogę ocenić naprawdę pozytywnie. W najtrudniejszych momentach gdy sprzęt się walił, nie miałem już na czym jechać, do Piły pojechałem na pożyczonym silniku, który dwa lata nie był odpalany i zrobiłem maksimum. Pod względem przygotowania fizycznego nie mogę sobie niczego zarzucić. Może strzeliłem sobie w kolano tym, że czasami za bardzo chciałem w niektórych meczach i może to był błąd. Tego było niewiele. Na pewno jestem niezadowolony ze swojego sprzętu. Będę musiał się przyjrzeć mu przez zimę, wyciągnąć wnioski, żeby nie popełniać już tych błędów w następnym sezonie.


- Mówiło się, że atutem Zdunek Wybrzeże w sezonie była atmosfera w drużynie. Dobrze dogadywaliście się nie tylko na torze, ale również poza torem.
Oskar Fajfer: Powiem szczerze, że atmosfera była naprawdę nieziemska. Mecz z Toruniem był bardzo trudny, przegraliśmy, ale wszyscy byli razem i było widać, że to jest drużyna. Mówi się, że drużynę poznaje się w najtrudniejszych momentach i naprawdę widać, że my jesteśmy drużyną z krwi i kości.


alt



- O atmosferze, a także o Twoim zaangażowaniu w projekt jakim jest gdańska drużyna, najlepiej świadczy fakt, że mając kontuzje nie siedziałeś w domu, ale byłeś na każdym meczu w parkingu i pomagałeś kolegom, udostępniałeś silniki. Również Twój brat, który jest Twoim mechanikiem gdy Ty nie jeździłeś pomagał innym zawodnikom. Widać było, że czujecie się częścią tej drużyny.
Oskar Fajfer: Było tak jak mówisz. Było widać, że wszyscy jesteśmy ze sobą. Jestem w gdańskiej drużynie i dawałem z siebie wszystko. Dawałem serce. Nawet gdy nie mogłem pomóc na torze robiłem wszystko żeby dołożyć cegiełkę, żeby chłopakom jakoś dopomóc. Jeśli chodzi o silniki to moje nie muszą pasować innemu zawodnikowi. Nieraz na swoich starych osiołkach lepiej odczyta się tor i co potrzeba silnikowi. "Łęgi" jechał na silnikach Dudka z ekstraligi i widziałeś, że ciężko było mu się dograć.


- Za Tobą dwa lata w Gdańsku. Jakbyś podsumował te dwa sezony? Zrobiłeś krok do przodu?
Oskar Fajfer: Ciężko mi ocenić czy zrobiłem krok do przodu. Na pewno się nie uwsteczniłem. Na pewno jestem bogatszy o wiedzę. Dużo się nauczyłem w tym roku. W zimę będzie z czego wyciągać wnioski. Jeśli dobrze je wyciągnę i zrobię dobrych ruch pod kątem sprzętu, silników to na pewno w przyszłym roku będziemy się bawić jazdą.


alt

Rodzina jest dla Oskara najważniejsza



- Chyba najważniejsze w Twoim przypadku jest żebyś wrócił do pełnego zdrowia.
Oskar Fajfer: Zgadza się. Po ostatnim wypadku nie było opcji żebym wsiadł na motor, ponieważ miałem rozerwane mięśnie i ścięgna. Można powiedzieć, że bark nie trzymał się kupy. Nawet przy bieganiu czułem, że bark jest niestabilny. Głupotą byłoby wsiadać na motor i ryzykować, że w pierwszym biegu drużyna mogłaby stracić zawodnika i musieliby za mnie jechać juniorzy. Zimą czeka mnie dużo rehabilitacji i analiz, wyciągania wniosków.


- Sezon 2018 w gdańskiej drużynie czy za wcześnie na takie deklaracje?
Oskar Fajfer: Na pewno Gdańsk ma pierwszeństwo. Muszę usiąść z kierownictwem klubem, na spokojnie porozmawiać. Na pewno pierwsze rozmowy będą z Gdańskiem. Mam nadzieję, że dojdziemy do porozumienia i będziemy w rok 2018 śmigać dla Gdańska.


- Sezon kończy się z niedosytem, bo dwa razy było blisko awansu. Blisko było w Tarnowie i po pierwszym meczu w Toruniu wydawało się, że możecie ustrzelić ten awans.
Oskar Fajfer: Na pewno jest spory niedosyt. Serce boli ponieważ było blisko. W Tarnowie mogło to być na pstryknięcie palca, ale zabrakło tego szczęścia. Przez cały sezon nie opuszczał nas pech. Złapałem kontuzje w najważniejszym momencie. Czułem, że złapałem świetną formę. W Szwecji nie schodziłem z dwucyfrówki, w Dauga 10, u siebie 14. Było widać, że fury jechały, wszystko zatrybiło, no i... przydarzyła się kontuzja.


- Gdańscy kibice są przekonani, że gdyby jechał Oskar Fajfer to już po dwumeczu z Tarnowem bylibyśmy w ekstralidze...
Oskar Fajfer: Dokładnie. Moglibyśmy się cieszyć i pić szampana. Po meczach z Get Well można się napić tylko wina i powiedzieć, że mogło być lepiej.


alt



- Nie da się ukryć, że Twoją siłą jest rodzina. Gdy na meczach była Twoja narzeczona i syn widać było że czułeś się pewniej.
- Dla mnie najważniejsza jest rodzina. Kocham mojego malucha, chociaż czasami daje w kość w nocy (śmiech). Gdy po słabszym meczu wracam do domu i widzę jego uśmiech to zapominam o problemach i na drugi dzień wstaję mocniejszy, zaczynam ciężej trenować, bo widzę, że jest dla kogo. Mam ukochaną narzeczoną, Magdę, która mnie bardzo mocno wspiera. Bardzo jej dziękuję za wyrozumiałość. Przyznam, że nie raz przez słabsze mecze jestem nie do wytrzymania. W domu jestem wtedy straszną marudą i gdy jestem nie w sosie to naprawdę ciężko ze mną rozmawiać. Magda dla mnie dużym wsparcie i psychologiem.

Na koniec chciałbym podziękować gdańskim kibicom. Miałem w tym sezonie kilka wpadek, muszę to przyznać. Nie spotkałem się z takimi kibicami, którzy klepali mnie po plecach nawet po tych słabszych meczach. Naprawdę są wielcy. Życzyłbym sobie takich kibiców na każdym stadionie. Mówię to z głębi serca. Czy jest dobrze, czy jest źle oni są za zawodnikami z Gdańska. Naprawdę szacun.


Magdalena Łukasik, narzeczona Oskara Fajfera: Oskar jako zawodnik jest na pewno bardzo ambitny, pracowity, zdeterminowany w sezonie jak i poza sezonem. Jest też waleczny i nigdy nie odpuszcza. Czasem za bardzo chce wygrać co czasem kończy się niestety kontuzją. Cały czas dąży żeby być lepszym i osiągnąć cele jakie sobie założył. Prywatnie jest uczciwy, fair wobec wszystkich i tego też wymaga od innych. Jest troskliwy, kochający, szczery, pomocny, można na niego zawsze liczyć. Jest super tatą i opiekunem naszego rodzinnego ogniska domowego. Po słabszym meczu jest straszną marudą, ciężko odciągnąć go od myślenia i analiz wszystkiego. Staramy się dużo rozmawiać, wyciągać wnioski i jechać dalej. Trening kondycyjny bardzo pomaga mu rozładować całą "nerwową" energię. Często mówię mu, że żużel jest tym co kocha i słabsze dni nie mogą tego zmienić, trzeba podnieść głowę do góry i iść dalej. W trakcie sezonu całe nasze życie jest podporządkowane pod żużel. Staram się stwarzać takie warunki, żeby Oskar mógł się rozwijać i robić spokojnie to co kocha. On stara się nam wynagrodzić czas wyrzeczeń. Każdą wolną chwilę spędzamy rodzinnie, ale wychodzimy też we dwoje. Oskar lubi wyjść do kina i na kolację. Jestem z niego bardzo dumna, bo wiem ile wyrzeczeń i nerwów kosztuje go wszystko związane z jazdą na żużlu.

Rozmawiał Tomasz Łunkiewicz


 Inne artykuły związane z:
Related news items:
- Odreagowałeś już przegrany rewanż z Get Well Toruń czy nadal jeszcze …</div>', 270);" onmouseout="hidettip();">Mirosław Kowalik: Z wielką przyjemnością zostałbym na przyszły sezon
  • 11/10/2017 14:39 - Zatrzymanie w związku z propozycją korupcyjną przez meczem barażowym
  • 09/10/2017 11:40 - Przed barażami gdański zawodnik miał propozycję korupcyjną. Oświadczenie gdańskiego klubu
  • Newer news items:
    Older news items:
     

    Dodaj komentarz


    Kod antysapmowy
    Odśwież

    Galeria Sztuki Gdańskiej

    
    20150209_180452.jpg

    W obiektywie Macieja Kostuna

    
    2_neptun.jpg

    Sport w szkole

    Ta witryna korzysta z plików cookie. W ustawieniach swojej przeglądarki internetowej możesz w każdym momencie wyłączyć ten mechanizm. W celu pozyskania dodatkowych informacji na ten temat zobacz informacje o cookies.
    OK, zamykam