Zmarł ksiądz infułat Stanisław Bogdanowicz » W piątek zmarł ksiądz infułat Stanisław Bogdanowicz, były proboszcz Bazyliki Mariackiej. Ks. Stanisł... Jarosław Bierecki: Pozbyliśmy się szpitali, problemy pozostały » Z Jarosławem Biereckim, radnym klubu PiS i przewodniczący komisji rewizyjnej Sejmiku Województwa Pom... Będzie referendum w sprawie odwołania Jacka Karnowskiego » Stowarzyszenie "Mieszkańcy dla Sopotu" zebrało wymaganą liczbę podpisów pod wnioskiem o przeprowadze... Dni Chryzantemy po raz 12-ty » Koniec października to szczególny czas zakupów i przygotowań, aby 1 listopada groby naszych zmarłych... W gdańskiej komunikacji brak porozumienia » Trwa pat w negocjacjach w spółce Gdańskie Autobusy i Tramwaje. Dwa razy w tym tygodniu 16 i 19 paźdz... Harcerska ścieżka do prywatnej działki » Skautowego Jamboree nie będzie na Wyspie Sobieszewskiej. Wiadomo o tym od 16 sierpnia br., gdy w Bak... Karnowski na włosku - tylko 100 podpisów... » Niespełna 100 podpisów brakuje, by referendum w sprawie odwołania prezydenta Sopotu Jacka Karnowskie... Wystartowała VI edycja Gdynia E(x)plory Week » W środę, 18 października, w Pomorskim Parku Naukowo-Technologicznym Gdynia rozpoczęła się VI edycja ... Prezesem Sądu Okręgowego w Gdańsku jego były wiceprezes i rzecznik Raf... » Sędzia Rafał Terlecki został powołany przez Ministra Sprawiedliwości na prezesa Sądu Okręgowego w Gd... Pat w gdańskiej komunikacji miejskiej. Kolejna runda rozmów w najbliżs... » 16 października o sytuacji w spółce Gdańskie Autobusy i Tramwaje rozmawiali związkowcy i prezes tej ...

Ocena użytkowników: / 56
SłabyŚwietny 
poniedziałek, 14 sierpnia 2017 11:13

Ostatnio często powracam do Mariana Mokwy, polskiego Turnera, romantyka europejskiego malarstwa marynistycznego. Opanowanie morza oraz pojmowanie jego nieuchwytnych tajemnic, angielski mistrz tworzył za pomocą emocji, wyrażając je barwami. Podobnie czynił Mokwa, lecz on swoją „orkiestrację”, uzyskiwał jedynie za pomocą akwarel. Delikatną zmysłowość ich połączeń przedstawiał w iście czarodziejski, czasami bardzo romantyczny sposób.



Ilekroć powracam do jego osoby, zawsze staje mi przed oczami, mocno starszy pan, wówczas miał 93 lata, w nieodzownej jasnej, wełnianej czapeczce na głowie. Pochylony, prowadzony przez córkę wchodził do pokoju na pierwszym piętrze sopockiej willi „Adelaide” na kolejne spotkanie z Krzysztofem Wójcickim, przeprowadzającym z nim pod koniec życia wielowątkowy wywiad, opublikowany zresztą później w książce Krzysztofa Wójcickiego „Rozmowy z Mokwą”. Uczestniczyłem w tych spotkaniach jako operator dźwięku zapisu telewizyjnego. Ta rozmowa przeprowadzona  w kilku sesjach, otworzyła mi oczy na jego geniusz i sporą niesprawiedliwość, która na wielu etapach życia dotknęła go dogłębnie.


alt

Willa "Adelaide" w Sopocie



”Kapłan piękna i sztuki...Najlepszy polski marynista”, jak przypomina Wójcicki cytując Władysława Cieszyńskiego, jednego z monografistów Mokwy. Trzydzieści lat po śmierci artysta nadal potrzebuje opieki, bowiem jego reputacja ciągle narażana jest na konfrontację z malarzami podrabiającymi jego dzieła.


Obrazy Mokwy były wizytówką filozofii, którą wyznawał, ścisłego związku estetyki z etyką i moralnością prowadzoną przez siły nadprzyrodzone, to rytm egzystencji wyznaczający cykliczne pulsowanie życia. Mogą się więc podobać i kusić różnego rodzaju naśladowców, pozbawionych szacunku dla prawowitego artysty. Rozsiane po świecie jego dzieła wracają jak bumerang z powrotem do miejsca urodzenia. Często jedynie sam mistrz mógłby rozsądzić o autentyczności, ale tą sprawą zajmuje się już coraz większa rzesza jego kolekcjonerów – znawców. Marian Mokwa zasłużył już na stałe miejsce prezentacji swoich dzieł. Dzieł, które mógł już prezentować w prywatnej galerii przedwojennej Gdyni. W roku 1939 Niemcy bezceremonialnie obeszli się z morską historią Polski paląc obrazy mistrza, zresztą na jego oczach i oczach wielu przypadkowych przechodniów.  


Sprawa restauracji Galerii Mokwy w Gdyni, czy w miejscu zamieszkania w Sopocie warta jest ponownego jej rozpatrzenia, a dziś ponownie trafia do mnie nieznany obraz artysty. Zachwycający portret rybaka. Przypuszczam, że pochodzi z połowy lat 50. i jego słynnego rejsu z polskimi rybakami poszukujących ławic ryb na Morzu Północnym. Słynnego bowiem malarz w tak zwanym międzyczasie przesiadł się z trawlera „Derkacz” na bazę rybacką „Chopin”. "Derkacz" już z tego rejsu nie powrócił do macierzystego portu, wraz z cała załogą zatonął.*  


alt

Marian Mokwa, Rybak, ok. 1955, olej na sklejce



Być może portret ten powstał po tragicznych chwilach tamtego rejsu. Autentyczność ówczesnych portretów nie miała nic wspólnego z estetyką wizerunków socrealistycznych przodowników pracy. Sztormowe kaptury, niczym kaperskie hełmy mogą przypominać portrety gdańskich kaprów, którzy również portretowani byli przez Mariana Mokwę. W tym wypadku to etos ciężkiej pracy tych ludzi, wyznaczony wyżłobionymi bruzdami na twarzy, przypomina ich trud i zmagania ze sztormową pogodą. Zmęczone  twarze wyryte w warunkach zdradzieckich wód Morza Północnego, uchwycone przez artystę, dają wyobrażenie katastrofalnych warunków pracy z jednej strony, a z drugiej dużego kunsztu malarza, artystycznego obrazowania sceny. Przez strudzoną, urobioną ciężką pracą twarz  przebija smutek lecz nie bezmyślny, mina raczej uduchowiona od wewnątrz, nasycona wyrazem, oczy zamyślone, wpatrzone w jeden punkt. To zapis ciężkich czasów, niedoli ludzi pracujących w katastrofalnych warunkach.

Stanisław Seyfried
* - Romuald Tadeusz Bławat, Stolem z morza i Kaszub, Bernardinum, 2011
- Portret należy do prywatnego zbioru gdańskiego kolekcjonera Andrzeja Walasa


 Inne artykuły związane z:
Related news items:
Newer news items:
Older news items:
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież



W obiektywie Macieja Kostuna


2_neptun.jpg

Aktywne lato z GOKF i ENERGĄ

Ta witryna korzysta z plików cookie. W ustawieniach swojej przeglądarki internetowej możesz w każdym momencie wyłączyć ten mechanizm. W celu pozyskania dodatkowych informacji na ten temat zobacz informacje o cookies.
OK, zamykam