Gdańska pikieta przeciwko faszyzmowi » „Nacjonalizm zabija”, „Stop rasizmowi” – z takimi hasłami pikietowali uczestnicy happeningu, który o... Ostrzał Muzeum II Wojny Światowej » Delegatura CBA w Gdańsku prowadzi, pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Gdańsku, śledztwo dotyczące ... Pomorscy uczniowie dyskutowali o sztucznej inteligencji » Około 300 uczniów z Pomorza wzięło udział w I Pomorskiej Uczniowskiej Konferencji Naukowej "Sztuczna... Oświadczenie Wojewody Pomorskiego » Oświadczenie Wojewody Pomorskiego odnoszące się do przegłosowania w Parlamencie Europejskim rezolucj... Nie będzie referendum w sprawie odwołania prezydenta Jacka Karnowskieg... » Stowarzyszenie Mieszkańcy dla Sopotu zebrało blisko 3100 podpisów pod wnioskiem w sprawie referendum... Udany III kwartał dla Grupy Energa. Dystrybucja motorem rozwoju » - Bardzo dobre wyniki trzeciego kwartału pokazują, że wykorzystaliśmy skutecznie wszystkie przewagi ... Krzysztof Piekarski: PiS ma plan skrojony nie na jedną kadencję » Z dr Krzysztofem Piekarskim, politologiem, pracownikiem naukowo-dydaktycznym w Zakładzie Teorii Poli... Paweł Braun: Dobrze jak od czasu do czasu pewne epoki zamykamy i otwie... » Rozmowa z Pawłem Braunem, dyrektorem Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej im. Josepha Conr... W TVP3 o konflikcie w Operze Bałtyckiej: trzeba szukać porozumienia i ... » TVP3 Gdańsk w programie „Pomorze Samorządowe” zajęła się palącym konfliktem w Operze Bałtyckiej. Pie... Gdyński magistrat broni się przed udostępnieniem nagrań obrad rajców » Dzień obrad rady miejskiej to każdego miesiąca w roku ważny dzień dla mieszkańców miast. Wtedy właśn...
Reklama

Ocena użytkowników: / 21
SłabyŚwietny 
wtorek, 06 września 2016 17:36

alt„Większość prezydentów, jeśli  tylko zechce, może rządzić swoimi miastami dożywotnio” – stwierdził jakiś czas temu  socjolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego, Jarosław Flis. Uzasadniając tę tezę, stwierdził też, że „już kilka miesięcy przed wyborami na rzecz reelekcji pracują całe biura prasowe. Nawet jeśli jest to tylko kilka osób, to daje kolosalną przewagę. Żeby to nadrobić, konkurent musiałby wydać na promocję kilkaset tysięcy złotych”.  Jest to oczywiście nierealne, zwłaszcza dla kandydatów bezpartyjnych, dlatego droga do reelekcji jest zdecydowanie łatwiejsza. Można jeszcze do tych ułatwień dodać z pewnością  sieć lokalnych powiązań biznesowo-polityczno-samorządowych, dzięki którym można praktycznie zmonopolizować, a w zasadzie ubezwłasnowolnić  rynek lokalnych mediów i ograniczyć konkurentom możliwości dotarcia do mieszkańców i sfinansowania kampanii wyborczej. Zaobserwować też można łatwo postępującą  wasalizację lokalnych stowarzyszeń i innych organizacji pozarządowych, praktycznie  zupełnie uzależnionych od corocznej kroplówki dotacji urzędowych. Bez nich, podobnie jak od uznaniowego najczęściej przyznania komunalnego lokalu, trudno sobie wyobrazić bowiem ich stałą, systematyczną działalność. Ba, niektóre powstające stowarzyszenia animowane są wręcz przez lokalne władze, aby – za miejskie pieniądze – prowadzić de facto działalność kryptowyborczą i usługową wobec „uprzywilejowanych”.


Takie tezy można było odnaleźć kilka lat temu w specjalnym raporcie „Gazety Wyborczej”, którą trudno skądinąd posądzić i spiskową teorię najnowszej historii oraz  brak sympatii do wielu samorządowych włodarzy (zwłaszcza tych spod znaku PO). Raport pozostał bez echa, choć de facto dowodził korupcjogennych układów i innych mankamentów samorządowej demokracji, skoro można było w nim przeczytać o używanych bez oporu „narzędziach władzy” - pieniądzach, miejscach pracy dla swoich zaufanych, inwestycjach, służących często bardziej promocji konkretnej osoby, niż rzeczywistym potrzebom mieszkańców, bo „każda inwestycja jest decyzją polityczną, którą de facto podejmuje prezydent”. Skąd ta praktycznie nieograniczona władza? Oczywiście, że z wyborów bezpośrednich, ale obarczonych też działaniami marketingowymi za publiczne pieniądze, bo „prezydenci organizują festyny, darmowe koncerty i nie zapominają ogłaszać, co właśnie budują”. Pozostaje po tym nie tylko ulotne wrażenie, ale i trwałe przekonanie części mieszkańców, że to właśnie  prezydenci sami  wspomagają lokalne kluby sportowe czy z pozoru bezpłatne festyny, jarmarki czy inne wydarzenia. A prawda jest taka, że praktycznie bez  żadnych ograniczeń i większych wyrzutów sumienia sięgają włodarze miast do naszej, mieszkańców kieszeni, wydając często ogromne kwoty  głównie na promocję własnej osoby. Jeśli konkretny burmistrz, wójt czy prezydent robi to jednak zgodnie z prawem, nikt nie jest mu w stanie niczego zarzucić, choć trudno takie działania pochwalać. Gorzej, jak zmienia się to w stałą praktykę i przekonanie o własnej nieomylności. Wtedy ktoś taki staje się wręcz impregnowany na jakąkolwiek krytykę, uznając ją za zamach na własną osobę, a wszelkie pomysły pochodzące od oponentów i krytyków z założenia wyrzuca do kosza. Od takiego stanu tylko krok do przekonania, że wszystkie chwyty dozwolone są w walce o władzę, bo gra się toczy o zbyt dużą stawkę, aby przejmować się czystością zasad i sportowym duchem uczciwej rywalizacji. I nic dziwnego, bo „prezydenci dobrze wiedzą, jaką mają władzę. Kontrolują spółki komunalne, dają pracę i decydują o inwestycjach. Dysponują ogromnymi pieniędzmi. W samorządach pracuje (w skali całej Polski) około 250 tys. osób. To znacznie więcej niż cała administracja rządowa, która daje pracę armii 180 tys. urzędników”. Urzędnicy samorządowi stanowią najczęściej (bo jakżeby inaczej) karną armię urzędującego włodarza, zwłaszcza w małych miejscowościach, gdzie takie miejsce pracy jest na wagę złota. Trudno się zatem niepotrzebnie narażać swojemu przełożonemu, który wydaje czasami polecania służbowe, naginając prawo do granic absurdu. Znam też przypadek pomorskiego wójta, który zabronił pracownikom urzędu udziału w referendum w sprawie swojego odwołania. Zapewnił ich, że ma swoich przedstawicieli w każdej komisji wyborczej i jeśli którykolwiek z urzędników tam się pojawi, to może szukać sobie nowej pracy.


Niezbyt optymistyczny to obraz samorządowego świata, ale – jak się wydaje – nadzieja w niezależnych ruchach obywatelskich i ich aktywności, którą coraz częściej można zaobserwować w lokalnych społecznościach. To od ich działań i pomysłów w dużej mierze  zależy przyszłość i kształt polskiego samorządu, uwolnionego (oby) od partyjnej polityki.

Wojciech Fułek


 Inne artykuły związane z:
Related news items:
Newer news items:
Older news items:
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

W obiektywie Macieja Kostuna


2_neptun.jpg

Sport w szkole

Ta witryna korzysta z plików cookie. W ustawieniach swojej przeglądarki internetowej możesz w każdym momencie wyłączyć ten mechanizm. W celu pozyskania dodatkowych informacji na ten temat zobacz informacje o cookies.
OK, zamykam